Ja znieczulenia nie miałam ale było dużo ludzi przy porodzie, akurat rodziłam w południe więc pewnie dlatego i mój narzeczony trochę popłakał sobie ale tak że nikt praktycznie nie widział a jedna ( chyba z pielęgniarek ) : ja rozumiem że dziecko się urodziło ale bez przesady… gdyby on zanosił się płaczem ale to był moment wzruszenia ja śmiałam się w głos ze szczęścia a on płakał no coś i tacy ludzie się znajdą którzy przychodzą tam typowo do ROBOTY a nie do szpitala.
Masakra, co za kobieta… Ciekawe czy ona ma dzieci. Bo jeśli nie to jeszcze jestem w stanie zrozumieć, ale jeśli ona kiedyś rodziła to powinna doskonale wiedzieć jakie to są emocje.
Właśnie, ciekawe jak do swoich ludzi podchodzi…