Poród poprzez cesarskie cięcie budzi wiele obaw wśród przyszłych mam. Jeśli chcesz wiedzieć, co zrobić, aby dobrze się przygotować do porodu przez CC, poznać ryzyka i sposoby pielęgnacji w połogu, przeczytaj koniecznie artykuł.
Cesarskie cięcie czasem (według mnie niesuszenie) uważa się za pójście na łatwiznę. Sama przeszłam taki niepalowany zabieg i wiem , że wcale nie było łatwo. Po cc byłam bardzo osłabiona i miałam problem by samodzielnie zająć się dzieckiem, co było dla mnie bardzo uciążliwe i przykre. Początki karmienia piersią też nie były kolorowe. Z powodu braku pokarmu w pierwszych dobach po porodzie syn musiał być dokarmiany mlekiem modyfikowanym. Nie warto dzielić mam na lepsze i gorsze ze względu na sposób w jaki na świat przyszły ich dzieci. Przecież każda mama chce dla swojej pociech jak najlepiej i to się liczy.
Ja miałam nieplanowane cc w 33 tc z przyczyn nagłych. Sam zabieg-operacje , pomimo tego, iż byłam przerażona wspominam bardzo dobrze. Personel szpitala był bardzo wyrozumiały, kontaktowy i miły. Zakładanie cewnika, którego boją się dziewczyny u mnie przebieglo bezboleśnie. Założono mi cewnik po podaniu znieczulenia, natomiast usunięto, gdy przyszła po 8 H od zabiegu położna, by zrobić pionizacje(czyli pomóc mi wstać). Podanie znieczulenia w kręgosłup też nie bolało, jedynie niedobrze poczułam się, podczas zabiegu. Po mojej informacji anestezjolog podał mi coś w kroplowce chyba i zaraz przeszło. Niestety , gdy zeszło znieczulenie już tak miło nie było. Każdy ruch, kaszel, czy próba wstania,pójścia do wc, znowu usiąść i wstać to było straszne. Musiałam prosić o leki przeciwbólowe dozylnie, po których mogłam jakoś doczlapać się do synka. Był on w inkubatorze w innej sali. Samo karmienie piersią też nie szło za łatwo, ale pomógł mi laktator i silna motywacja. Obecnie jestem w drugiej ciąży i też będę miała wykonany zabieg cc. Boję się, ale teraz to strach inny. Wiem, że muszę _dad radę, by szybko dojść do siebie, bo w domu będzie czekał na mnie drugi synek, który także mnie potrzebuje. Uważam , że trzeba zacisnąć zęby i przetrwać ten ból dla naszych dzieci.
Odejście wód i szybki przyjazd do szpitala. Od razy sterydy dla dziecka na płuca i kroplówka na podtrzymanie. Tak trzymali mnie przez tydzień na bloku porodowym. W pierwszym dniu 29 tygodnia i szybka decyzja lekarzy. O CC dowiedziałam się o godzinie 9 a na sali operacyjnej byłam już o 10. Przed dostałam środki przeciwwymiotne i uspokajające po czym położna założyła mi cewnik. Nic przyjemnego ale do przeżycia. Na sali operacyjnej anestezjolog zadał kilka pytań o samopoczucie po czym poprosił o lekkie skulenie i poczułam tylko ukłucie. Nie bolesne a po prostu nie przyjemne. Rozłożyli parawan i po kilku minutach już byłam rozcięta. Od momentu znieczulenia do zobaczenia synka minęło 15 minut! Stan synka nie pozwalał na dłuższy kontakt ze mną więc położna pokazała mi go tylko na chwilkę i od razu trafił do inkubatora. Ważył zaledwie 1250! Zszywanie trwało ok.30 minut. Zostałam przewieziona na sale pooperacyjną i tam po 4 godzinach, przy pomocy pielęgniarki zaczęłam zginać nogi w kolanach i przekręcać je na boki. Na oddział przewieziono mnie po następnej godzinie. Cały czas dostawałam leki przeciwbólowe. Od godziny 20, co godzinę przychodziła położna i podnosiła mi zagłówek. Wstałam sama następnego dnia o godzine 7. Takie było zalecenie lekarza. Cewnik ściągnięto mi po pierwszym wstaniu. Ból jest okropny, mimo leków przeciwbólowych. Ciężko się wyprostować bo wszystko ciągnie w dół. Tego samego dnia poszłam z mężem pod prysznic i poczułam się odrobinę lepiej. Od razu pojechałam z mężem na neonatologie do synka. I tak z każdym kolejnym dniem było lepiej. W 4 dobie zostałam wypisana do domu. Szwy w ranie są rozpuszczalne więc położna tylko podcięła końce przed wyjściem.
Początki laktacji były ciężkie. Ból rany i kurczącej się macicy okropny. Ale udało się i synek dostaje moje mleko, które odciągam i zawożę do szpitala.
Obecnie jestem już miesiąc po i nie odczuwam już rany. Nie mam również uczucia martwego pola w okolicy. Szybki powrót do rzeczywistości i codziennych obowiązków się na pewno się do tego przyczynił. Oczywiście wszystko z zdrowym rozsądkiem i nie przeciążając organizmu.
Nie mam porównania, bo to mój pierwszy poród ale patrząc na koleżanki, które rodził naturalnie wiem że jeśłi to będzie możliwe to następne dziecko będę chciałą urodzić siłam natury.
Obecnie synek waży już 1750 i ma się całkiem dobrze jak na wcześniaczka!
CC chciałam uniknąć jak ognia, ale niestety nie udało sie. W 37tc zadecydowano, że ciążę trzeba rozwiązać. Rano musiałam umyć się specjalnym płynem zabijającym wszelkie bakterie. Przed samym pójściem na porodówkę położna założyła mi wenflon i ogoliła mnie ma dole oraz podbrzusze. Przebrałam się w szpitalną koszulę i ruszyłam na blok porodowy. Byłam tam przed 10.00’ Najpierw próbowali mi jeszcze wywołać poród naturalny, podłączyli mnie pod ktg i kroplówke z oksytocyną. Leżałam tak bez efektów prawie do 19.00. Miałam już serdecznie dość. Byłam głodna, chciało mi się strasznie pić, a ze stresu dostałam biegunkę. Jakąś godzinę przed cc przyszła anestezjolog, zrobiła wywiad i podpisałam zgody. Po jakimś czasie pojawiły się położne z cewnikiem. Niestety cewnikowały mnie przed podaniem znieczulenia. To był koszmar… Po przejściu na salę operacyjną znieczulono mnie w kręgosłup. Nie było to bolesne, tylko nieprzyjemne. Chwilę po tym zaczął się armagedon. Ciśnienie skończyło mi do 220/150, zaczęło mnie brać na wymioty, anestezjolog darła się, żeby lekarz szybko zaczynał. Bardzo się bałam, ale nie było nikogo kto mógłby chociaż potrzymać mnie za rękę
Anestezjolog wręcz mnie wyśmiała gdy o to poprosiłam. Ciągle czułam co mi tam na dole robią, tzn. nie czułam bólu wszystko było odretwiałe, ale czułam każdy ich ruch. Po rozcięciu macicy i pęcherza usłyszałam jak zachwycali się czarnymi włoskami mojego synka. Po chwili uslyszałam, że jest owinięty pępownią. Spanikowałam jeszcze bardziej, ciśnienie znów skończyło. Uspokoiłam się gdy usłyszałam pierwszy płacz synka… niesamowite uczucie. Niestety szybciutko go zabrali, dość długo jak dla mnie był w pokoju obok. Lekarz powiedział mi tylko ile waży i mierzy, zdziwiłam się że mało, bo myślałam że będzie bardzo dużym dzieckiem. Po jakiś 15-20min dopiero mi go przynieśli pokazać. Był taki cieplutki gdy przyłożyli mi jego główkę do mojego policzka. Poprosiłam, żeby pokazali go jego ojcu, który czekał na korytarzu. Chwilę po tym skończyli mnie szyć i przywieźli mnie na salę pooperacyjną. Na korytarzu czekały na mnie szczęśliwe babcie i ojciec. Niestety z racji tego, że była już prawie 20.00 nie pozwolili nikomu ze mną zostać. No i zaczęła się noc… Trudna noc. Co godzinę położna mierzyła mi ciśnienie, było mi bardzo zimno, po jakimś czasie zaczęłam czuć potworny ból. Mimo tego nogi zaczęłam czuć dopiero koło 4-5.00 nad ranem. Wtedy też położna podmyła mnie na łóżku. Była jedyną sympatyczną osobą w tym chorym szpitalu. Niestety przed 7.00 skończyła zmianę, a jej miejsce zajęły beznadziejne zołzy, które nie bacząc na nic kazały się wreszcie spionizować. Wstanie z łóżka to był koszmar. Ból nieziemski. Pierwsze podejście odpusciłam, nie byłam w stanie podźwignąć się na mega opuchniętych nogach. Dopiero gdy przed 8.00 przywieźli mi synka przełamałam się dla niego. Pierwsze kroki… tego bólu nie da się zapomnieć
Z racji przyjmowania leków na nadciśnienie zabroniono mi przystawić synka do piersi. Cierpiałam i to bardzo. Umyć poszłam się z inną położnicą, bo wielmorzne położne nie miały dla nas czasu. Koło 14:00 zwolniło się łóżko na oddziale i przenieśli mnie tam z synkiem.
Z racji stanu dziecka na oddziale zostalismy 10dni. Początek był straszny. Nie miałam siły wstawać do dziecka, nie mogłam karmić dziecka, w drugiej dobie po porodzie pojawiły się u mnie objawy baby bluesa, byłam cała opuchnięta. Siedziałam na krześle bo z łóżka było mi ciężko wstać i tylko wyłam. Przez pierwsze dni nie byłam w stanie dobiec do toalety, bo popuszczałam. Wypadały ze mnie wielkie kawały mięcha wyglądające jak wątróbka. Dopiero kiedy w siódmej dobie zdjęto mi szwy odżyłam. Z zazdrością patrzyłam na kobiety po porodach naturalnych, które już po paru godzinach wstawały i ganiały jak sarenki, na te które karmiły swoje pociechy piersią. A ja tylko cierpiałam i cierpiałam i przepraszałam mojego synka, że widzi mnie w takim stanie.
Poród przez cc to był dla mnie koszmar. Wpomnienia do dziś są bolesne. Musiało minąć aż osiem lat, żebym dojrzała to ewentualnej kolejnej ciąży.
Miałam dwa porodu, oba sn. Nie rozumiem matek które na samym wstępie decydują się rodzić tylko CC… Dużo czytałam na ten temat przy pierwszej ciąży, słyszałam historii. I co jak co ale sama bym się nie zdecydowała na ten krok. Gdyby było to konieczne ale w ostateczności.
Ja właśnie boję się że będę miała cesarskie cięcie.bo moja córka nie chce się narazie obrócić.lubi kopać w dole.lekarz mi powiedział że jeszcze ma czas na obrocenie.termin na 15.03.2019.no zobaczymy jak to będzie.ale bardzo bym chciała urodzić naturalnie.
Spokojnie jeszcze ma czas dzieci niekiedy nawet i przed samym porodem się obracają. Mój syn się obrócił przed ostatnim usg w 33 tc.
Nie rozumiem dlaczego cc jest traktowane jak zło konieczne… ja jeszcze nie mam porównania z własnego doświadczenia, wolę urodzić naturalnie ale płakać nie będę jeżeli będę musiała przejść cc.
Myślę że takie pisanie, że wzbraniacie się tego jak ognia to inne kobiety które przechodzą cc bo muszą - czują się gorsze. Ogólnie tylko raz spotkałam się ze złą opinią o cc. Tylko że dziewczyna nie miała porównania jak to jest rodzić naturalnie, a tak reszta Mam doświadczonych różnymi porodami mówią że wszystko ma plusy i minusy i że jak by miały wybierać to było by im to obojętne.
Niby dzieci które rodzą się przez cc chorują na astmę i alergię- ja i moje rodzeństwo urodziliśmy się siłami natury a jesteśmy mega astmatykami i alergikami tak samo jak i moi znajomi chorujący na to samo…
Problem z laktacją… kobiety są różne i mają różne predyspozycje… wiele kobiet rodzących w taki sposób czy siłami natury może mieć problem z laktacją.
Z tego co czytam na forach czy blogach to kobiety mają wyrzuty sumienia że musiały rodzić przez cc, a to nie jest powód do wstydu… wstydzić się powinny kobiety które ćpają, piją i palą w ciąży…
Ja bardzo się bałam cesarskiego cięcia dlateho też mając do wyboru oba porody wybrałam ten siłami natury. Mając na uwadze ryzyko i powikłania jakie niesie siłę sobą zarówno jeden jak i drugi poród człowiek nienjest w stanie do końca powiedzieć, który jest bezpieczniejszy. Chyba nie ma czegoś takiego ![]()
Uważam, że każda mama niezależnie od formy porodu jest 100% mamą. Każda jest bohaterką, bo nieważne jest to jak się urodzi a to jak się opiekuje dzieckiem przed porodem jak i po.
Poród siłami natury i poprzez cc ma swoje plusy i minusy. Zdarzają się przypadki, ze raz na ileś rodzących przejdzie poród cc i będzie narzekać, bo były komplikacje był ból, ale przy porodzie naturalnym tez zdarzają się różne nieprzewidziane sytuacje, poród sn nie jest przecież bezbolesny, prawda?
Nie ma tez reguły bo każda z nas ma inny próg bólu. Ze mną cc miała szczuplutka dziewczyna, w tym samym wieku, i narzekała na ból zszycia, praktycznie cały pobyt w szpitalu chodziła ugięta bo bolał ją brzuch, nie umiała się wyprostować. Ja do szczupłych nie należę, wiec wydawałoby się że dłużej będę dochodzić do siebie, a wbrew pozorom szybko stanęłam na nogi, mogłam się wyprostować, a dyskomfort czułam tylko podczas siadania i wstawania.
I ja nie miałam wyboru, miałam wskazania do cesarki ze względu na ułożenie poprzeczne dziecka oraz wadę anatomiczną macicy. Wiec teraz wiem, że teraz tez czeka mnie cesarskie cięcie, wiadomo że się boje, bo mogą wystąpić komplikacje, ale urodzić trzeba ![]()
mamameg, masz rację, każdy poród jest inny i każdy ma swoje dobre i złe strony. Teoretycznie mogłabyś próbować SN gdyby zgodził się lekarz (być może ułożenie dziecka będzie prawidłowe), ale ze względu na wadę macicy przypuszczam, że nie ma innej opcji niż cc. Możesz za to przygotować się psychicznie na cc - to też jest istotne.
Kontrola, nie jest tak, że kobiety po cc są linczowane. Często cc to nie nasz wybór i konieczność. Ale coraz częściej zdarza sięm że cesarka jest z wyboru, ciężarna prosi o nią lekarza. Niedawno widziałam statystykę, z której wynikało, że jest prawie po równo porodów naturalnych i cc. Chodzi o to aby kobiety nie decydowały się na cc myśląc, że to mniej bólu i wygoda. Jednak wciąż wiele osób tak uważa i nie jest świadoma tego, że cc to poważna operacja i może zaszkodzić i matce i dziecku.
Możliwe powikłania po cc dla matki:
-zakażenia wewnętrzne miejscowe i ogólne
-zrosty w jamie brzusznej
-nieestetyczna blizna, z którą kobiety czasem walczą latami (czasem może być też zanik czucia w okolicy blizny)
-uszkodzenie narządów wewnętrznych (np. pęcherza albo jajowodów - jeśli doszło do niedrożności to mogą pojawić się trudności z zajściem w ciążę)
- trudności w rozkręceniu laktacji (to teoria, która jest coraz częściej obalana, ponieważ laktacja rusza gdy odkleja się łożysko - tak czy siak, nie zaobserwowałam u siebie podobnego problemu)
Kobieta po cc jest unieruchomiona około 6-8 godzin, zwykle potrzebuje pomocy przy opiece nad dzieckiem. Oczywiście zdarzają się też sytuacje, że kobieta o SN też nie ma siły się podnieść po kilku godzinach, ale to jest sprawa indywidualna, która zależy od przebiegu porodu i progu bólu.
Możliwe powikłania po cc dla dziecka:
-obniżona odporność u dzieci (rodzący się niemowlak nie ma kontaktu z florą bakteryjną matki przez to jego system immunologiczny nie jest dodatkowo wspomagany)
-zwiększone ryzyko astmy i cukrzycy (odsyłam Was do tej strony:
https://www.sosrodzice.pl/ciecie-cesarskie-naprawde-dobre-konsekwencje-cesarki-dziecka/2/)
-dziecko może mieć trudności w oddychaniu, ponieważ urodzone przez cc musi mieć odessane wody płodowe z płuc mechanicznie - taki zabieg jest na pewno nieprzyjemny i może podrażniać
Kontrola, dlatego właśnie wiele osób opowiada się za SN. Uważam, że nie ma gorszych i lepszych porodów, nie dzielmy ich tak i nie piętnujmy cc, ale bądźmy świadome MOŻLIWYCH zagrożeń i jeśli wybieramy to zróbmy to świadomie i rozsądnie.
Wy nie linczujecie, ale są takie kobiety które uważają że to łatwizna, a ostatnio słyszałam podobną debatę w autobusie aż mnie skręcało ze złości, jak jedna kwoka z drugą zaczęły oczerniać kobiety które rodzą przez cc…
Słuchając takich kobiet które debatują podobnie jak te z autobusu, czytając że cc jest jakąś tragedią, inne kobiety bardziej się tego boją, a nawet później czują się winne, a przecież rodzenie siłami natury też ma swoje ciemne strony i komplikacje. Cc często ratuje życie albo ochrania przed powikłaniami chorób które posiada kobieta która ma wskazanie do cesarki.
Nie jesteśmy jedynymi uczestnikami forum. Są kobiety które są niezarejestrowane a po prostu szukają informacji na dany temat, po przeczytaniu artykułu wiedzą z czym się to je, ale czytając fora mogą być przerażone. Nikt nie podkreśla tego że ta cesarka jest po to by uchronić przed tragedią i mamę i dziecko, a to jest najważniejsze.
Dlatego uważam że nie powinno się cesarskiego cięcia stawiać tylko w ciemnych barwach, bo najważniejszy jest szczęśliwy powrót do domu.
Kontrola jakości ja nie mówię że cc to zło czy tam zło konieczne niekiedy jest konieczne i ratuje życie czy dziecka czy matki A niekiedy ona życia. Osobiście wolę sn dla mnie cc ostatecznościa ale nie mówię że ktoś nie może inaczej myśleć są mamy które panicznie boją się sn i wg mnie cc chyba dla nich lepsze niż żeby miały traumę aczkolwiek osobiście wolę sn cc w razie ostatwcznej potrzeby.
Ja jestem mamą, która chcąc nie chcąc musiała mieć cesarskie cięcie z powodu licznych komplikacji zdrowotnych. Owszem mogłabym na upartego rodzić naturalnie, ale mogłoby to się zakończyć tragicznie dla mojego dziecka i mnie samej. Cesarskie cięcie nie jest pójściem na łatwiznę, jak nie raz można usłyszeć. Z własnego doświadczenia powiem, że nie jest. Jest w wiele trudniej niż po porodzie naturalnym. Po zabiegu, a raczej po operacji, bo to poważna operacja, jest się unieruchomionym przez kilka dobrych godzin, bo przez 8 nie wolno wstawać, ma się podłączony cewnik, itd. Nie można przytulić dziecka, ani go nakarmić, jak po naturalnym, co powoduje, iż laktacja nie jest stymulowana jakby od razu. Kolejno wchodzi w gre tzw. pionizacja po porodzie, czyli próby wstania z łóżka. Niech kogoś nie zwiedzie, że przeciwbólowe leki coś dają - boli jak fiks. Ja miałam jeszcze zainfekowanie rany, z powodu osłabionego lekami organizmu, w konsekwencji złapałam bakterie, która w normalnych warunkach nic by nie nawojowała, gdyby nie mój osłabiony stan. Później leki przeciwbólowe - paracetamol i ibuprofen - łagodne leki, a ból bardzo duży, bo mięśnie odpowiedzialne za siedzenie i wstawanie przy każdej próbie wstania się poruszają, a są przecież przecięte, więc boli.
Później po tych 8 godzinach zazwyczaj jest prysznic, a raczej próba wzięcia prysznica i próba stania pod tym prysznicem - u mnie łatwo nie było - ledwie do łazienki doszłam, wsparta na wspaniałej i kochanej pani położnej - a łazienke miałam w pokoju. Kolejno czynności przy dziecku - utrudnione z powodu rany na brzuchu.
Ogólnie sam poród przez c.c jest bezbolesny i szybki, ale późniejsze dochodzenie do siebie jest bardzo długie w porónaniu z sn.
Ale analizując czy sn czy c.c i tak wybrałabym c.c gdybym mogła, bo według mnie jest bezpieczniejszy zarówno dla matki, jak i dziecka. Owszem każdy ma swoje plusy i minusy zarówno w kwestii samego porodu, połogu, itd, jednak to jest moje zdanie ![]()
Eresz można powiedzieć że cc jako poród nie boli bo jest znieczulenie i nie męczy się kobieta ale za to po cc doświadcza bólu męczy się z bólu itd jeszcze zależy jak kto reaguje na leki bo niektórym pomagają innym nie u nas dają kroplowki mocne przeciwbólowe więc dopóki kroplowki są to kobieta jeszcze nie czuje bólu jako takiego.
Za to przy sn ból jest przy porodzie i kobieta męczy się przy porodzie za to po porodzie jest lżej ale też nie do końca zależy też od tego czy było nacinane krocze itd Więc w zasadzie nie ma porodu który jest łatwiejszy każdy niesie ryzyko jednakże cc to operacja jednak są przerywane powłoki brzuszne i mogą się pojawić inne dolegliwości jest więcej ryzyka różnych rzeczy przy cc niż przy sn ale przy sn też się pojawiają różne skutki uboczne jak ja to nazywam u mnie np to była zakrzepica która przy sn nie powinna w zasadzie wystąpić praktycznie A jednak wszystko jest możliwe.
Aisa- no właśnie każda ciąża i każdy poród są inne i nie da sie ich porownywać. Bo jeden przechodzi lepiej inny gorzej. Na mnie przykładowo paracetamol nie działa wogole. Jak dostałam kroplowke z ketonalem to czułam sie praktycznie nie najgorzej i mogłam wstawać bez wiekszych problemów.
Ja na niekorzyść sn biore mozliwe m.in. niedotlenienie, urazy przy wyciaganiu dziecka- zwichniete barki, naciagniete nózki lub nawet naderwane, a zdarza sie to- znam osobiscie jedną taką osobe.; do tego zaklinowanie dziecka,itd. Ktore przy cesarce nie wystepują. Natomiast przy operacji też jest mnóstwo ryzyka, ale wynikajacego bardziej z ewentualnej niekompetencji lekarza prowadzacego operacje.
Ja miałam tylko ta bakterie w ranie i samą rane i tyle. Ale taka rana to do zniesienia. Szczerze to nawet jakos szzególnie mi nie przeszkadza- to dla mnie forma pamiatki po tym, ze dzidzius siedział w brzuszku.
Eresz nie tylko o to chodzi przy takiej operacji mogą być komplikacje przez ciało każdy inaczej reaguje u jednych może być krwotok bo np ma się zaburzenie krzepnięcia o czym nie było wiadomo Wczensiej i wyszło w czasie operacji jest wiele opcji nie tylko lekarz ale i może wyjść coś zaskakującego dla dziecka przy wyciaganiu przez cc też istnieją różne możliwości że lekarz źle złapie i też może coś naciągnąć itd różnie z tym bywa ryzyko zawsze jest może wyjść w trakcie że np pacjentka ma uczulenie na daną rzecz o czym nie wiedział nikt ani ona sama. Już nie mówiąc że zakrzepica po cc to ryzyko dlatego zawsze dostaje się też zastrzyki po A w czasie operacji jakby wyszlo że pacjentka ma zakrzepice mogłoby być groźnie.
Więc każdy poród niesie ryzyko dla mamy jak i dziecka ale jakby patrzeć przez taki pryzmat to nikt by w ciążę nie chciał zajść bo ciąża to ryzyko już też A co dopiero poród.
Przy sn jest mniejsze ryzyko powikłań dla mamy dla dziecka jest lepiej niby bo florę bakterii ma przechodząc przez kanał rodny ale czasem zdarzają się różne komplikacje czy to przy cc czy sn ja słyszałam jak dziecko miało rane bo macice jak cieto to i dziecku szrame zrobiono to są rzadkie przypadki ale jednak zdarzać się mogą i czasem zdarzają. Z kolei u mnie młody był twarzyczkowo i czołem zablokował się.
Już nie mówiąc że słyszałam ostatnio o tym że nie było lekarzy dla dziecka po porodzie i przy porodzie 3 razy położna wciskala głowę dziecka z powrotem aby spowolnić poród dla mnie to absurd i takie osoby nie powinny pracować bo kurczę ale takiego czegoś nie powinno się robić.
Aisa- dlatego jak wiadomo wczesniej, że bedzie cesarka, to lekarz wysłał mnie na wiele badań, które mialy wykluczyć różne powikłania. Ja mialam caly plik kartek z badań zrobionych wczesniej tuz przed cesarką - a było ich mnóstwo. Dodatkowo wypełnialam z anestezjologiem taki wywiad, na podstawie ktorego dobrał dla mnie znieczulenie, ktore zostało mi podane w kręgosłup. I plus cesarki jest taki, że masz caly czas przy sobie lekarza operujacego, anestezjologa, położną albo dwie i czasem lekarz asystujacy. Także naprawde obsada jest konkretna;)
A ryzyko uszkodzenia mechanicznego jest o wiele bardziej znikome przy c.c. bo da sie dziecko wyciagnać przez ta miękką dziurę, którą jest nacięcie. Natomiast podczas porodu naturalnego są rózne utensylia służące wspomaganiu wyjścia dziecka, ktore bardzo często mechanicznie uszkadzają dziecko- w życiu bym nie chciała aby moje dziecko tak zostało wyciagane np. kleszczami…wrrrr
Wiesz Aisa- ja slyszalam znowu o upusczeniu dziecka, bo sie wyslizgnął poloznej- nie pamietam jaki szpital, ale to masakra. Ale widzisz to wszystko zależy kto jest przy jednym i drugim porodzie- jak konował- to spartoli i naturalny i cesarke, także nie ma mocnych na soecjalistów. A jak jest dobry lekarz to zadba i przy naturalnym i przy cesarce tez nic sie nie stanie.
Ja bym nie kategoryzowała co ma mniejsze lub wieksze ryzyko powikłań, bo sa one różne w każdym przypadku/formie porodu, także nie da sie porownać czy gorsze czy lepsze. Każdy poród niesie ryzyko powikłań. Tu sie zgadzam. Ja akurat myslalabym o c.c jako bardzuej bezpiecznym dla mnie i dziecka- analizujac plusy i minusy obydwu form porodów- jednakże to tylko opinia a nie naukowe fakty przemawiajace na wylączną korzyść którejkolwiek z metod.
A co sądzicie o tych kropelkach wzmacniających florę bakteryjną u dzieci po CC - https://www.aptekagemini.pl/coloflor-cesario-krople-5ml.html ? Ja sie o nich dowiedziałam od położnej która mówi że naprawdę warto stosować od pierwszych dni życia już