Poród – przyjście na świat dziecka - jest nie tylko niezwykłym, wzniosłym wydarzeniem lecz także ogromnym obciążeniem fizycznym i psychicznym dla organizmu matki. Nierzadko obciążenie to znajduje swoje odbicie w kondycji psychicznej kobiety. Przeczytaj o baby blues i depresji poporodowej, daj ten tekst do przeczytania najbliższym. Zauważenie problemu i szybka reakcja są bardzo ważne.
dzisiaj akurat przerabialiśmy ten temat (między innymi) na szkole rodzenia… przyznam, iż ja nasłuchałam się wcześniej o “baby blues” od koleżanek, ale raczej w kontekście “baby blues’a jako zjawiska widmo”… pewnie jednak trafiłam akurat na takie kobiety, którym nie przytrafiły się ani depresje poporodowe ani baby blues. chociaż z drugiej strony: być może nie każdy otwarcie o tym mówi…? nam dziś radzono na szkole rodzenia,by stosunkowo długo i kiedy to możliwe wypoczywać i się relaksować… podobno niektóre kobiety nawet w trakcie porodu były w stanie usnąć między skurczami (sic!)… więc tym bardziej powinnyśmy spać wtedy, gdy zasypia nasze dziecko, a nie gnać do prasowania, prania, gotowania i sprzątania… w ten sposób podobno zapewniamy sobie dobrostan nie tylko fizyczny ale też taki, który nas podbudowuje psychicznie… no i oczywiście trzeba zapewnić sobie pomoc Męża (który byłoby super, gdyby na czas połogu wziął urlop i nam pomagał) czy Rodziców (chociaż tutaj podobno trzeba zachować swoisty umiar, żeby właśnie się nie frustrować)
… PS: słuchajcie… mówimy o tym, że kobiety mają depresję poporodową… ale ponoć mężczyźni też tego mogą doświadczyć… także nie tylko my powinnyśmy pod tym kątem być bacznie obserwowane. Również nasi mężowie…
Najgorsze w tym wszystkim jest to, ze wiele osob z otoczenia nie zdaje sobie sprawy z sytuacji takiej kobiety (i nie mowie tutaj tylko o mężczyznach, ale także o kobietach starszych, które maja dzieci, a być może nie miały takich objawów). Efektem takiego stanu rzeczy jest jeszcze gorsze samopoczucie młodej matki, bo zamiast buc wspierana jest przez wszystkich krytykowana i sama juz nie wie ci ma robić. Moja rada jest taka, zeby przez te pierwsze tygodnie nie zapraszać wielu osob do siebie i jesli jest to możliwe to przeżywanie tych pierwszych chwil tylko w Waszym gronie, czyli mama, tata dziecko. I uprzedzcie mężczyznę o tym, zeby nie zapraszał nikogo do pomocy bez waszej wiedzy, bo nieraz z tej niespodzianki wychodzi gorzej niż byli. Jeżeli będziecie potrzebować pomocy to napewno same o nią poprosicie osobę, która chcecie. Pamiętać trzeba, ze to mija i nie wolno sie poddawać. Ja w tym czasie mało ci nie zrezygnowałam z karmienia piersią, bo juz mialam dość słuchania dobrych rad ze moje mleko jest bezwartościowe.ed
Najważniejsze jest wsparcie bliskich i wyczucie przez nich, że jest coś nie tak. Mam znajomą, która po porodzie dostała takiego stanu, że płaczące dziecko wyprowadzało ją z równowagi, miała ataki paniki i pewnego dnia zdarzyła się tragedia, rzuciła kilkudniową dziewczynką o podłogę…w tej chwili Natalia jest nastolatką, nie chodzi, ma padaczkę i jest niepełnosprawna fizycznie i psychicznie. Po kilku latach w tej rodzinie urodziła się kolejna dziewczynka i jest z nią wszystko w porządku.
Mi bardzo pomogła obecność męża, to że opiekował się nie tylko synkiem ale i mną, kiedy naprawdę tego potrzebowałam. W takich momentach docenia się faceta i takie momenty weryfikują, czy dokonałyśmy odpowiedniego wyboru …
Ja rozumiem i staram się wspierać takie mamy, pewnie dlatego, że kiedy na świat przyszedł mój pierwszy synek, to mój był z nami przez 2 tygodnie, pożniej musiał wracać do pracy, a pracował wtedy zagranica i nie mógł zerwać kontraktu, wrócił dopiero po 3 miesiącach. Przez ten czas wszystkie obowiązki były na moich barkach, o ile w pielegnacji i trochę w opiece mogłam liczyć na mamę, to emocjonalnie byłam zdana tylko na siebie, na mamę w tej kwestii nie mogłam liczyć, w otoczeniu żadnej młodej mamy nie miałam tzn. takiej z której mogłabym się wyżalić, ani dostępu do internetu. W między czasie synek zachorował, wylądowaliśmy w szpitalu, pobyt wspominam masakrycznie spanie na podłodze, jedzenie suchych bułek i mineralki, ale przetrwałam. Jakaś wwnętrzna siła dawała mi motywaję, żeby się nie załamać i nie przelewać swoich frustracji na synka. Mąż wspierał telefonicznie. I w sumie kiedy wrócił, to u mnie pojawiły się somatyczne objawy depresji, do tego stopnia, że bałam się sama zostawać w domu. Trochę to trwało zanim doszłam do siebie, ale myślę, że chyba zaraz po samym porodzie nie miałam czasu na ochłonięcie i odpoczynek, dlatego teraz wiem jakie to jest ważne, żeby mieć wsparcie i pomoc.
Oj wiem co to znaczy…Pierwsze tygodnie po porodzie nie były proste,zupełny brak wsparcia w ( Już byłym) mężu,do tego nieustanna krytyka ze strony rodziny ,docinki i uwagi.W Polsce niestety kobieta powinna być wzorowa,uśmiechnięta matka 24 godz na dobę,ludzie nie pojmują lub też nie chcą zrozumieć co dzieje się w organizmie i psychice świeżo upieczonej mamy.Ja osobiście bardzo zle wspominam ten okres,zupelny brak zrozumienia otoczenia,nieustanne uwagi w stylu’Wez się w garść,dziecko to dar",“Nie zachowuj się jak wariatka”…Przykre to było strasznie.Prawdopodobnie po części przelożylo się to na rozpad mojego małżeństwa,ponieważ ex mąż kompletnie nie potrafił odnaleźć się w tej nowej dla niego sytuacji,widocznie to co dzialo się w domu odbiegalo od jego wizji macierzyństwa.Na szczęście sama się z tym uporałam,jednak uważam je problem baby blues powinien być bardziej naglasniany i omawiany,poniewaz niestety w wielu ludziach nadal uważa ze to 'fanabelie ’ młodej matki.
no tak, sloniatko, masz racje… u nas tez lekki kryzys przyszedl po 4 tyg jak sie male urodzily i za pierwszym i za drugim razem, tyle, ze za drugim razem bylo gorzej, jako, ze dla dzieci bylam usmiechnieta, ale bylam zmeczona, nikt tego nie rozumial, chcieli impreze za impreza, przychodzili na gotowe i sie dziwili, ze nie jestem szczesliwa, ze laskawie nas odwiedzili… moj maz niby rozumial hustawki hormonalne, a sam dokladal do pieca i mnie denerwowal
no coz… a my cierpliwie musimy to znosic… ja za to 2 tygodnie po porodzie balam sie zostac sama z dwojka dzieci w domu, bo jeden nonstop prawie przy piersi a drugi dwulatek,energiczny i zywy, w koncu nie bylo tak zle,ale stres byl… na szczescie maz sie ogarnial pozniej i mi bardzo pomagal, pielegnacja starszego synka wieczorem nalezy do niego ![]()
To ja chyba miałam depresję ciążową, 9 miesięcy gdzie nie chciałam się widzieć z ludźmi, płakałam bez powodu i chciałam lustra wyrzucić. Po porodzie wszystko mi przeszło, minęło jak ręką odjął. No i instynkt macierzyński się obudził, dokładnie w momencie kiedy zobaczyłam dziecko po raz pierwszy. Ale moja decyzja o ciąży była aż za bardzo racjonalna, analiza ZA i PRZECIW, ciąża to był dla mnie okres, który po prostu muszę przetrwać aby cel osiągnąć. Wtedy robiłam to co powinnam (według poradników), mówiłam do brzucha, czytałam - bo tak “powinno się robić”, ale nie czułam takiej potrzeby. Dla mnie to było takie oderwane od rzeczywistości. Takie bez emocji. Widzę jak wy wszystkie się cieszycie, jaką macie radość z ciąży, z rosnącego brzuszka - dla mnie to były nieprzyjemne skutki uboczne na drodze do celu. Na szczęście jak tylko zobaczyłam małą to obudził się instynkt i była już tylko radość ![]()
No to u mnie gospodarka hormonalna się unormowała
A to dlatego ,że ani w ciąży ani po porodzie nie dopadały mnie żadne smutki
Szczerze mówiąc zawsze przed okresem miałam jeden dzień depresji kiedy płakałam bez powodu ,wszystko było nie tak, byłam zmierzła …
Gdy zaszłam w ciążę to ciągle się śmiałam z byle powodu i byłam spokojna jak nigdy. Mąż mówił ,że jestem oazą spokoju
Po porodzie ciągle szczęśliwa
I nadal tak jest. To wszystko dobrze na mnie wpłynęło ,a córeczka dodaje mi sił do działania każdego dnia
Jestem dzięki niej szczęśliwa. Na szczęście nie znam takiego czegoś jak “baby blues” ![]()
Ja myslałam, że to co miałam to baby blues a po przeczytaniu powyzszego artykułu myslę, że to był pourazowy stres poporodowy i baby blues:)
Zdziwiłam się, że mnie to dopadło, bo z natury jestem pewna siebie, wesoła i tp. Z pierwszym dzieckiem nic takiego nie miało miejsca (pomimo 30 godzinnej męczarni), a teraz…
O porodzie długo nie mogłam zapomnieć. Czułam się, jakby ktoś mnie skrzywdził. Nie rozumiałam dlaczego tak się stało, dlaczego tak bolało… dlaczego miałam tyle skutków ubocznych. Strasznie mi z tym było. Nie rozumiałam siostry, kiedy po własnym porodzie powiedziała do mnie 2 godziny po porodzie “było minęło i juz nie boli”, a ja rozpamiętywałam to 2 tygodnie. No i ogólnie po 3 dobie płakałam, czułam się smutna, brakowało mi ruchów dzidziusia, tęskniłam za nimi jakby i czułam się bezradna. Mąż mnie nie rozumiał, bo zawsze byłam szczęśliwa i radosna, ale pocieszał mnie mówiąc " już wreszcie jest nasz dzidziuś, tak długo na niego czekaliśmy, jest zdrowy i śliczny itp" i te słowa dodawały mi sił. Całosć "depresji " trwała ok 2-3 tygodnie.
Ja przy pierwszym dziecku nie mogłam dojść do siebie po porodzie, chciałam żeby wszystko było idealnie, a faktycznie nie miałam wsparcia- miałam ,wsparcie , życzliwych ,którzy wszystko wiedzieli lepiej.
teraz przy drugim dziecku jestem już wydajemie się dojrzalsza- całą ciążę miałam pozytywne nastawienie, nie przejmowałam się docinkami innych , postanowiłam rodzić tym razem sama a nie decydować się na poród rodzinny,
i poród przebiegł szybko sprawnie - inaczej niz przy pierwszym dziecku 24 godziny niekończących się bóli .
Myślę że sam przebieg porodu też ma ogromne znaczenie na psychikę.
Nie rozumiem dlaczego teraz aż tak weszły w modę porody rodzinne że wręcz ze zdziwieniem innych nawet w szpitalu się spotkałam - jak to to pani sama chce rodzić? a czy na pewno?
O proszę, akurat ostatnio czytałam o różnicach między baby bluesem a depresją poporodową. Cóż, depresji może nie miałam, ale baby blues jest mi bliski. U mnie pojawił się po 2 tygodniach, kiedy to mąż wrócił do pracy, a ja zostałam sama z dzieckiem. Wtedy też zaczęły się moje problemy z karmieniem piersią, poranione brodawki i ciężko gojące się poharatane krocze. Ale przetrwałam i wraz z końcem połogu nie było śladu po baby bluesie. Uff! Zobaczymy, jak będzie tym razem.
Mój poród był wcześniej niż planowali lekarze okazało się, że na macicy znajdowało się dużo zrostów i z racji mojego wieku ją uratowali ale nie było dla mnie w tedy to tak ważna liczyło się tylko to, żeby jak naj szybciej wziąć swoją córeczkę w ramiona i zacząć karmić, ale niestety brałam antybiotyk i nie wolno mi było tego robić. Nie poddałam się i gdy dostałam zielone światło ruszyłam do działania. Jednak źle ukształtowane brodawki i malutkie usteczka znowu utrudniły mi karmienie mojej kruszynki. Przepłakałam bardzo dużo w łazience żeby mąż nie widział, kiedy ostatecznie nam się udało byłam najszczęśliwszą mamą pod słońcem!!! Początki nie są tak słodkie jak opisują to w kolorowych magazynach, ale warto to przejść, żeby po czasie usłyszeć KOCHAM CIĘ MAMUSIU!!!
Ja byłam bardzo zmęczona porodem, do tego wykończona opieką nad dzieckim w pierwszych dobach jego życia. Ale nie miałam czegos takiego jak baby blues. Był stres, owszem, ale związany z troska o moje maleństwo, jak brano je na pobieranie krwi i badania. Miałam wtedy myśli, aby wszystko było okej i czy aby na pewno jest wszystko w porządku z moją córeczką. Nie obawiałam się zmian pieluszek, przebierania, karmienia piersią - wydawało mi się to wtedy absolutnie proste i takie własnie było. Ta umiejętność zajmowania się dzieckiem już we mnie była, i musiałam ja tylko dopracować. Branie jej na ręce, odpowiednie trzymanie też nie sprawiało mi trudności:) Ale rozumiem kobiety, które sobie z tym nie radziły. Na moim oddziale było takich matek sporo. Im pomagały położne. A mi nie musiały pomagać:) Z tego powodu dostałam tez od położnych ksywę: “zosia samosia” i bardzo mnie chwaliły:) Że pierworódka a tak świetnie sobie radzi:P
Tasia, to też miały szczęście te kobietki, że położne takie pomocne. W szpitalu, gdzie rodziłam, nie zauważylam, zeby specjalnie jakaś położna się interesowała jak młode matki daja sobie radę i to mógłby byc powód do stresu, czy nawet depresji… Sama się tym nie stresowałam, ale też ufałam swojemu instynktowi, ale tak jak częsc kobiet nigdy wcześniej nie zajmowałam się dziećmi i nawet nie wiedziałam jak bliżej wygląda pielucha albo z czego składa sie butelka do karmienia
Dobrze by w takiej sytuacji było wiedzieć, że jest ktoś, kogo można o jakieś szczegóły zapytać. Forum Lovi tez nie znałam ![]()
(z resztą nie znałam nawet żadnych firm tego typu, bo dopiero się uczę…)
Bardzo się boję ze wpadnę w depresje poporodową…podobno to wszystko zależy od sytuacji w jakiej jest kobieta(wsparcie, finanse, chęć posiadania dziecka), więc nie mam się o co martwić, ale mam to cały czas z tyłu głowy.
Boję się, że nie dam sobie rady…plączące dziecko, ból po porodzicie, brak pokarmu itp.
Czasami jedna mądra osoba w otoczeniu wystarczy, aby pomóc młodej mamie w zmaganiach ciążowo-poporodowych. Jednak są sytuacje, gdy wsparcie najbliższych nie wystarcza, gdy koniecznie należy udać się do specjalisty. Ale nawet wtedy dobrze mieć obok kogoś, kto będzie wspierał i motywował.
Barbara Michno-Wiecheć, psycholog psychoterapeuta
K.Czerska nie myśl o tym i nie przejmuj się na zapas tym ,że dopadnie Cię depresja
Być może będzie tak ,że wręcz przeciwnie będziesz cała tryskała szczęściem
Sama napisałaś ,że nie masz się czym martwić jeśli chodzi o te ważne czynniki potrzebne do spokojnego funkcjonowania
Najważniejsze jest dobre nastawienie! Gdy będziesz sobie mówić ,że będzie wszystko super i że dasz sobie bez problemu radę to tak będzie
I nawet płacz dziecka czy cały ten ból po porodzie nie będzie Cię dołował
Ja bardzo ciężko dochodziłam do siebie i też miałam chwilowy kryzys laktacyjny a mimo to byłam i tak szczęśliwsza niż kiedykolwiek w życiu, bo dziecko dodawało i nadal dodaje mi skrzydeł! ![]()
Dziękuję za dobre słowo. To jest moje pierwsze dziecko i tak bardzo chcę żeby wszystko było idealne…a rzeczywistość jest jaka jest.