Od wieków we wszystkich kulturach i zakątkach świata podczas choroby i w biedzie mamy karmią swoje pociechy piersią. To łączy nas, kobiety i dzięki temu możemy wyczuć i zrozumieć czego potrzebują nasze maleństwa. Uważam, że wykarmienie dziecka swoim mlekiem jest najdoskonalszą formą miłości, jaką możemy ofiarować naszemu dziecku. Często niestety karmienie nie jest łatwe. Dlatego wielki szacunek dla mam które walczą o utrzymanie laktacji, potrafią pokonać trudności i nie poddawać się wtedy kiedy pojawiają się problemy.
Justyna i Mateuszek są bohaterami mojej kolejnej historii. Justyna gdy urodziła swojego synka od razu przystawiła go do piersi, mały od razu zaczął ssać. Pierwsze 3 tygodnie były dla nich obojga czasem cudownym. Mati pięknie ssał pierś co 3 godziny a Justyna w tym czasie się relaksowała. Niestety po 3 tygodniach synek dostał kolki. Kolejne karmienia piersią były dla Justyny koszmarem. Przy każdym przystawieniu do piersi Mateuszek płakał, wił się z bólu, wypluwał pierś, by po chwili znów ją chwycić, gryzł brodawki. Justyna płakała razem z nim. Próbowałam z Justyną różnych metod, sposobów na kolkę ale bez większego rezultatu. Wspierałam ją całym swoim sercem i ze wszystkich sił. Justyna była dzielna i z zaciśniętymi zębami przystawiała synka do piersi. Nie chciała się poddać. A ja jej bardzo kibicowałam.
Po 5 tygodniach dostałam od Justyny bardzo radosny telefon. Kolki minęły. Justyna bardzo szczęśliwa kontynuowała karmienie piersią. Warto było poświęcić się takiej idei.
Karmienie piersią jest najcudowniejszym prezentem od mamy dla dziecka. Ja również podziwiam mamy które a wszelką cenę walczą o utrzymanie laktacji.
Dlatego warto takie kobiety edukować i wspierać