Kiedy kobieta rodzi po raz pierwszy ( nawet teoretycznie przygotowana) dopiero odkrywa “Planetę Poród”, przechodzi wewnętrzną przemianę - staje się matką. To wielkie wydarzenie dla całej rodziny, nawet tej dalszej… Gdy rodzi po raz drugi już “umie” to robić, nawet położna prowadząca poród zwykle oczekuje więcej… Gdy rodzi po raz kolejny - trzeci, czwarty, piąty - to już niemal “specjalistka” w rodzeniu. Właściwie mogłaby sama… Oczywiście położne znają zagrożenia wynikające z “wysokiego” wielorództwa, ale nie o tym chcę napisać. Nasza troska należy się każdej rodzącej, bo każdy poród jest jedyny dla tego konkretnego dziecka.
Towarzyszyłam pewnej kobiecie w jej piątym porodzie (będąc młodą położną…) i to ona właśnie uświadomiła mi tę prawdę. Szczegółowo opowiadała mi przebieg poprzednich porodów, to co czuła i jak witała kolejne dzieci. O każdym z nich - zapamiętane (i nie pomieszane!) dane. Każdy poród dawał jej poczucie tworzenia (boskie konotacje?) nowego człowieka. Już wiedziała, że nie ma jednakowych dzieci, że nawet rodzeństwo się różni. Wiedziała też, że ta szczególna uwaga należy się już od poczęcia i narodzin. Każdemu porodowi, niezależnie który to jest, należy się podziw i szacunek.
Ta kobieta nauczyła mnie pewnej pokory (oj, doświadczone położne znają te uczucie…) wobec aktu rodzenia. Dzięki niej z równą troską opiekuję się kobietą rodzącą po raz pierwszy, jak i kolejny.