Wcześniak w szpitalu

Opowiem wam trochę z punktu widzenia mamy głębokiego wcześniaka, jak to jest. W razie gdyby komuś było potrzebne… My byliśmy na Polnej w poznaniu. I wygląd ato mniej więcej tak- maleństwo w inkubatorze na oiomie,przy inkubatorze może być na raz tylko jeden rodzic (jedynie pół godziny można być we dwoje w tym samym czasie, z wyjątkiem sytuacji, gdy rodzice żegnają się z dzieckiem). I trafia tam ten rodzic… i co dalej?

Przed wszystkim rodzic ma prawo otworzyć okienka i dotykać własnego dziecka, ma prawo poprosić by inkubator otwarto, by mógł mieć kontakt z maluszkiem, ma prawo do kangurowania dziecka (o ile to nie zagraża bezpośrednio jego życiu, a zwykle nie zagraza). Ma prawo do niego mowic, spiewac, czy co tam uwaza. Ma tez prawo przyniesc dziecku wyprana pieluszke tetrowa z ktora sie przespal, by malenstwo czulo zapach rodzica (i to nie jest zadne zagrozenie- lekarze wrecz polecali) Dobrze to wiedzieć, bo jaj się trafi na leniwe lub niemiłe pielęgniarki, to odmawiają otwarcia inkubatora lub podania maluszka do kangurowania bo im sie nie chce. A kangurowaniem jest ekstremalnie ważne dla rozwoju takiego malca. I mają obowiązek dziecko podac.
Matka dziecka może być przy nim niemal cały czas, poza czasem gdy jest obchod, zmiana pielegniarek, lub są jakieś zabiegi/badania. Wtedy wszystkich wypraszają na korytarz. Ojciec może wejść do dziecka tylko do godziny 19tej (przynajmniej na polnej), ale kolo 17-tej jest zmiana pielęgniarek i rwa kolo 40 min i wtedy również nie można być na sali.

Po drugie - aby uzyskać informacje (mimo że mamy do tego prawo) trzeba niestety wiedzieć, o co pytać. I tak- pielęgniarki pytamy o to, o ile dziecku podano mleka, oraz czy zrobiło smułke, czy i ile przybrało na wadze. O resztę pytamy lekarza - o to, czy wszystkie organy pracują poprawnie, czy są planowane zabiegi, jakie leki i na co dziecko otrzymuje, czy jest dożywiane dożylnie, kiedy zmieniano wenflon, jakie są wyniki badania wzroku- czy dziecku grozi retinopatia, czy dziecko oddycha samodzielnie lub jaki procent mieszanki tlenowe aktualnie otrzymuje. Czy podjęto próbę rozintubowania i jak się powiodła.

Co więcej rodzic ma prawo pytać dlaczego monitor przy jego dziecku pika, bo akurat jakiś wskaźnik się bardzo zmienił i do pielęgniarek należy informowanie w tym zakresie (nie dajcie się spławić tekstem “pani patrz na dziecko, monitor jest dla mnie”, bo do tego monitora to wasze dziecko jest podpiete, a niestety zwykle taki tekst się slyszy)

Dla rodziców są przygotowywane specjalne szkolenia. Zależnie od tego, kto akurat je prowadzi, warto z nich korzystać. Szczególnie przy temacie “pierwsza pomoc”. Bo niestety zdarza się ze wcześniaki juz w domu mają bezdech i trzeba ratować.

Warto też dowozic i pilnować by podawano wasze mleko, a nie modyfikowane. Maleństwo dużo szybciej nadrabia wtedy. Aha- gdyby sie okazalo ze któryś dzień nie dotrzecie do szpitala,to można zgłosić na kuchni ze maja nadmiar mleka zamrozić i wtedy podają z zapasów (ale zapas trzymają tylko dwa tyg). I mleka dowozonego do szpitala nie wolno mrozie samemu- musi być świeże, przewiezione w pojemniku chłodzącym, z dokładnie opisanym dniem i godziną ściągania oraz danymi matki. Na dowóz mleka macie 12h. Starsze jest wylewane.

Zadawajcie jak najwięcej pytań i pilnujcie czy wszystkie badania są robione. U nas zdążyło się ze było jakieś odchylenie podczas badania mózgu i miała być kontrola po 4 tyg. Która oczywiście została zapomniana i tylko dzięki naszej interwencji została wykonana. Warto wiedzieć co i dlaczego jest robione, w końcu tam też pracują tylko ludzie. Co wiecej- cykl szpitalny zakłada ze na OIOM-ie i na opiece ciągłej (czyli tej po oiomie) lekarz prowadzący zmienia się co tydzień lub dwa. Wiec łatwo coś przeoczyć.

I najważniejsze - na oiomie generalnie o niczym nie decydujece- podpisujecie zgody na podanie dziecku tego cźy tamtego, ale to to tylko formalność. Jak nie podpiszecie czegoś, to wam na ten okres odbierają prawa rodzicielskie i podpisuje sąd. Natomiast na opiece ciągłej juz macie prawo wyboru (o ile nie ma zagrożenia życia, ale tam już zwykle nie ma). Możecie np zdecydować czy chcecie, by waszemu maluszkowi przetaczano krew, czy chcecie by szczepiono i jaką szczepionką (bo są różne na rynku, lepsze i gorsze), iTP.

Czy są tu mamy, które coś chcą dodać? Czasem warto wiedzieć. …

Ah, i jeszcze jedno- nie bójcie się pytać ani mieć własnego zdania. Ja jak zgłosiłam na oiomie ze dziecko trzeba przewinać, a kable niestety nie pozwoliły bym to zrobiła sama, to usłyszałam, że “jak dziecko chwile w oborniku poleży to nie umrze”. Oczywiście przewinieto za chwile, ale co się we mnie zagotowało, to moje ; ( teraz bym była mądrzejsza i spytała czy jej by było wygodnie w oborniku. Tak samo pilnujcie by bez odkazenia rak nie dotykali dziecka. Mysmy tak niemal stracili małą, jak ją zakazili gronkowcem. I jeszcze bezczelnie wmówili ze ma to ode mnie z porodu. Dopieor na wypisie dowiedzialam sie ze to bzdura, bo mala po porodzie byla zdrowa i przebadana pod tym kątwm. Ale wtedy człowiek był przerażony wszystkim. Tak więc na spokojnie. Może komus to da siłę, której ja nie miałam.

Bardzo fajnie to napisałaś też jestem mamą wczesniakow bliźniaki. Niestety każdy szpital się rządzi się swoimi prawami i jak ktoś nie wie o co zapytać albo co mu można to są potem nieporozumienia.

Witaj. A w którym tygodniu jeśli można wiedzieć urodziłas? Czy wszystko jest OK z maluszkiem? Jestem w ciąży i ciężko mi sobie wyobrazić przez ile trzeba przejść w tego typu sytuacjach. Fajnie, że chcesz podzielić się swoimi doświadczeniami

Co do większości to się zgodzę. U mnie było podobnie tylko jak najbardziej można było być na obchodzie i wtedy też zawsze najwięcej się dowiadywalam. A i czas przebywania obojga rodziców był nieograniczony. Moglibyśmy być we dwoje tylko że mąż max do 22. I co do przewijania to ja robiłam to sama zawsze jak już doszłam do siebie. Ba nawet te kabelki od pulsoxymetru sama odpinalam, wyłączam te alarmy itd. Wszystko zależy od placówki.
Faktem jest że należy o wszystko pytać a odpowiedź pielęgniarek nie zawsze jest miła lub satysfakcjonujca.

Kazda mama boi sie zeby dziecko sie wczesniej nie urodzilo ale niestety nikt tego nie przewidzi.Widzac jak własne dziecko jest w inkubatorze i mozesz złapac za raczke swoje maleństwo i widziec jak podpiete jest różnymi kablami.To dla rodziców napewno bardzo trudne…Ale dokładnie należy o wszystko pytac i miec pod kontrolą

AgataS - Ja rodziłam w 28tc czyli ekstremalnie wcześnie, choć były i dzieci wcześniejsze. Najmniejsze było z 22 tyg, leżało obok nas…
My mieliśmy szczęście- mała jest silna, zdrowa i właściwie prawie nadgonila juz resztę (poza szczepieniami, bo tu mielismy paskudnego nopa i trzeba bylo wstrzymac). Jest naszym skarbem najpiękniejszym. Tylko lekarzy do dziś nie toleruje :wink: ale nie myśl o takich rzeczach, żeby się nie nakręcać. 3mam kciuki!

Aleksandraajk: Co do kabelkow- u nas nie wolno było samemu ruszyć, ale to- jak pani wspomniala- kwestia placówki.

KarolinaG- a twoje maluszki duże juz? I zdrowe? Z tego co mówili, to bliźniaki zwykle troszkę wyprzedzają termin.

Wiecie co jest moim zdaniem najtrudniejsze na takim oddziale szpitalnym? Jak slyszycie, że komuś się nie udało. Bo widzicie te mamy co dzień, znacie historie niemal wszystkich dzieci z oiomu, które tam z wami leżą. … i za każdym takim razem z jednej strony strasznie wam żal tej mamy, która płacze, a z drugiej modlicie się, by wasze maleństwo nie było kolejne. Ale warto walczyć, wiem to z doświadczenia :wink:

Ooo i takie historie nie tylko duzo uczą ale też dzięki nim czlowiek schodzi troche na ziemię… nie w każdym szpitalu jest super przyjemnie i każdy traktuje dzieci z pasją i powołaniem. W naszych czasach panuje duża znieczulica. Ja jak urodziłam wcześniaka to też musialam sama o niego zadbać bo inaczej było ciężko , wszystko ładnie pięknie przed wizytą lekarzy a potem to już jak sie przypomni.

Wiadomo że w każdym szpitalu jest inaczej ale w moim najbardziej wkurzalo mnie. To że byla to moja pierwsza ciąża i człowiek ślepo ufa położonym a one traktują nas jakbyśmy były głupie i niedoswiadczone więc same decydują . Mojemu synkowi podawali mleko modyfikowane ,szczepily go , podawały antybiotyki nic mi nie mówiąc ,totalna samowolka. Jeśli nie jest ktoś wygadany i odważny to trzeba sie tego nauczyć albo wysyłać męża. Teraz już wiem jak postępować bo człowiek uczy sie na błędach w koncu :slight_smile:

Mam nadzieję że u Was wszystko ok. O mleku wiedziałam, moja dobra koleżanka długo woziła mleko dla córeczki. Jechała w jedną stronę 70 km, a czasem nie mogła nawet wejść na oiom. Ostatnio panował jakiś wirus, był sezon grypowy.

Najbardziej przykrą rzecza jest to, jak my wychodzimy do domu, a nasze dziecko zostaje tam…
Widziałam jak moja koleżanka to przeżywała. Mega podziwiam i chylę czoła.
A to co napisałaś, na pewno przyda się wielu mamą.

Też np w moim szpitalu było tak że po wyjściu z polozniczego mogłam się przenieść na oddział tam gdzie był mały, na tak zwany hotel choć wcale to tak nie jest przez nikogo traktowane. Normalnie miałam tam łóżko i dostawałam posiłki jak bym była pacjentka i mogłam być tam z małym cały czas w sali praktycznie obok niego. A wiem że nie wszędzie tak jest. Później już on był na tej sali razem ze mną. Dlatego to akurat super ze strony mojego szpitala.

A to u nas tak nie było jak u was aleksandraajk. W Poznaniu ez jest tzw gotelik dla mam, ale on jest tak trochę osobno, pokoje są wieloosobowe i w zasadzie z tego co pozostałe mamy mówiły, to warunki tam panowaly raczej średnie (nawet był problem z mlekiem ściąganym, bo lodówka na korytarzu publiczna, a na oddziale mleka w nocy nie przyjmowali). Ja nie skorzystałam z hotelika, mimo iż mieszkam ponad 70km od szpitala. Po prostu jeździłam co dzien rano i wracałam wieczorami. Wiem, że część mam wolala sobie mieszkanie studenckie wynająć do spółki, bo ponoć warunki o niebo lepsze, a koszty wychodziły bardzo podobnie (czy nawet taniej)

A z rzeczy wartościowych, tym razem bardziej pozytywnych, które rodzicom wcześniaka warto wiedzieć, to:

  • szczepienia szczepionkami 5w1 i 6w1 przysługują za darmo, tak samo za darmo można sobie wybrać szczepionki bez rtęci, szczepionkę na pneumokoki i chyba rotawirusy tez (ale tu nie jestem pewna na 100% bo nie skorzystalismy). Warto wiedzieć, bo niektóre przychodnie nie informują ze to się należy w pakiecie.
  • przy umawianie wizyty u specjalistów dobrze jest zaznaczyć, że to wcześniak. Jeśli z medycznego punkty widzenia jest to istotne to wizyta będzie miała wcześniejszy termin, trochę “poza kolejka”
  • na wizytę do neonatologa warto mieć spisana listę pytań które chcemy zadać, by nic nie przeoczyc, bo te wizyty są zadko (u nas co trzy mies tylko byly), a prywatnie ciężko dostać się do dobrego neonatologa (w poznaniu praktykę prywatna ma chyba tylko dwóch) i niestety kosztuje to sporo (150 zł za około 10 min wizyte)
  • jeśli lekarz sugeruje zabieg lub inną ingerencję, warto skonsultować to zalecenie z innym lekarzem tej samej dziedziny. ( w naszym przypadku logopeda naciskała, by dziecku podciąć wedzideko, bo “ma za gruby język, na pewno nie będzie mówić” etc. . Nic nie podcielismy po konsultacji z innym specjalista. Mała wlasnie zaczyna mówic- dużo, wyraźnie i bez oporow. A zaoszczzedzilismy jej bólu, stresu i ewentualnych powikłań. I absolutnie nie twierdzę że lekarze zawsze się myla, ale warto mieć odrobinę dystansu, bo oni też są tylko ludźmi, czasem nadgorliwymi w swych osądach)

Witarz przerażająca jest Twoja historia, cudownie że wszystko skończyło się dobrze. A z tym obornikiem to straszne, jak można tak skomentować;/ I masz rację, ja też jestem zdania, że każdą ingerencję dobrze jest skonsultować jeszcze z kimś innym. Ile teraz ma Twój maluszek?
Mamy powinny mieć zagwarantowane miejsce przy maluszku, by mogły z nim być, i to w godnych warunkach. Mam nadzieję, że to się kiedyś zmieni.

Nieraz sie słyszy ze sie nie udaje i to bardzo przykre ale trzeba walczyc do konca.
Ostatnio ogladalam program o wczesniakach i dużo sie napatrzylam.Takie maluszki a juz cierpią i walczą o życie.

Mała ma półtora roku skorygowane, czyli liczac od momentu porodu w zasadzie 21 miesięcy.

Z tym zagwarantownym miejscem obok dziecka - tu się zgodzę,le obawiam się ze póki co to przed dluuugie lata zostanie tylko jako pobożne życzenie . I nie dotyczy to tylko w wczeniakow. Ostatnio byłam z małą w szpitalu w poznaniu (przypętał nam się wirus i mała się zaczęła szybko odwadniac). Wiec jak zobaczyłam warunki to myślałam że padne- byłyśmy w pokoju z różnymi zakażeniami na oddziale zakaźnym, bez dostępu do kuchni czy choćby czajnika (można było tylko wodę w termosie dostać, o ile ktoś miał termos), a łóżko miało tylko dziecko- rodzicowi wolno było tylko spędzić noc na krześle (nie wolno było nawet materaca, ani karimaty na podłogę polozyc). I tak trzy noce. A ja jestem aktualnie w 8mies drugiej ciąży. Wiec wytrwałam pół nocy i zadzwoniłam po męża,żebynie zmienił. Oczywiście został ochrzaniony przez pielęgniarki ze podmienic wolno tylko do 22.00. Ale ostatecznie go wpuściły (lepiej dla nich, bo już byłam na skraju nerwowym i bym wyraźnie powiedziała co mysle). Wiec mąż spędził dwie noce czuwajac na krzesle, a o 6 rano ja go szybko zmienilam i leciał do pracy, i potem na jakiś obiad (bo w szpitlu nie było opcji zjeść normalnie) i spowrotem do dziecka. Porażka. Wypisalismy mała po dwóch dniach na żądanie, jak tylko opieki kroplowki.
I oczywiście też zdążyłam się dorobić infekcji na oddziale. Na szczęście organizm się wybraniu j ciążę utrzymałam. W każdym razie uważam, że zarówno dzieci jak i rodzice powinni mieć ludzkie warunki w czasie hospitalizacji maluszka. Bo czasem mam wrażenie ze nawet więzienia mają lepsze warunki socjalno żywieniowe niż szpitale… wybaczcie, musiałam się wygadac. …

Myślę, że świetnie napisany artykuł i będzie bardzo pomocny dla wszystkich rodziców którym urodza się wcześniaki. Szkoda że większość rodziców nie może się przygotować na tego typu sytuację.

Niestety co do jedzenia w szpitalach zgadzam się, czasem połączenie pokarmów jest dziwnie połączone, chleb + bułka + trochę masła i serek wiejski dwie łyżki. :o

Witarz, współczuję bardzo przeżyć ze szpitala…

My w Częstochowie na parkitnę trafiłyśmy po upadku Zuzy, na sali leżała dziewczyna z rotawirusem. Ja pomimo ze KP nie dostałam przez cały pobyt nic do jedzenia, mogłam spać na krześle…

Witarz zasady zasadami, ale widząc kobietę w tak zaawansowanej ciąży to same mogłyby pomyśleć i wykazać się odrobiną zrozumienia. Współczuje, bo musiało być Wam bardzo ciężko. Niestety masz rację z tym porównaniem z więzieniem… w wielu przypadkach uważam identycznie.

Witarz czasami trzeba się wygadac i od razu jest lepiej.
Takie niestety mamy warunki w tych Polskich szpitalach.Jak bylam z 8 miesięcznym synkiem w szpitalu to na drugi dzień po wyjsciu ze szpitala wróciliśmy tam z powrotem bo zarazil sie w szpitalu rotawirusem i tydz bylam z nim w szpitalu i spalam na krześle albo podłodze .Wszystkie matki takie były zle ale ich to nie obchodzilo.Synek jtz zdrowial w szpitalu a dzien przed jego wyjściem do domu przyjeli na jego sale dzieci z rotawirusem to chociaż Synka mogli przenies na inna sale żeby się nie zarazil.
Z tym więzieniem to masz racje bo tam napewno sa lepsze warunki niż u nas w szpitalach.

Agusia8 myśmy tez między innymi dlatego tak szybko wypisali na żądanie. Jak tylko mała poczuła się lepiej. Bałam się nie tylko o ciążę i ogólne wykończenie nasze, ale też żeby właśnie nie ryzykować złapaniem czegoś kolejnego. Tym bardziej ze dali nam na salę adenowirusa i jakieś dwa niezidentyfikowane nie przypadki.
Niestety to są uroki naszych szpitali- z jednej strony sa zawsze czynni, nawet w swieta, porobia badania i nie ma ryzyka, że jak rodzinny lekarz zapisza coś w ciemno i “na czuja”, ale z drugiej- jest ryzyko wdepnac w coś jeszcze gorszego.

Swoją drogą nigdy w swoich przewidywania ciazawa ch “jak to bedzie” nie myślałam, że macierzyństwo składa się przede wszystkim, procz miłości, z panicznego strachu o to by malenstwo bylo zdrowe, bezpieczne i szczęśliwe. I że tyle w tym bezradności i niepewności.