Trudne początki

Może trochę nie na miejscu…ale chyba muszę!Chyba dojrzałam do tego aby komuś opowiedzieć swoją historię, może pomóc…
Teraz jestem szczęśliwą, choć często zmęczoną mamą dwóch maluchów… ale jeszcze 5 lat temu nie myślałam, że tak będzie…chyba nawet bałam się o tym marzyć!
Najpierw długo z mężem staraliśmy się o dzidziusia: setki badań, prób, leków, testów owulacyjnych, i nic! Rozpacz, żal… wszyscy mają dzieci, a my nie! Wtedy na widok kobiety w ciąży płakałam jak bóbr…
Zmiana lekarza…jedna poleca tego, inna tamtego, a my chwytamy się czego popadnie, byle się udało! Obsesja? NIE! To pragnienie bycia rodzicem, tulenia części siebie, to spełnienie marzeń!
Po kolejnych próbach udało się! Pojawiły się dwie upragnione kreseczki na teście! Radość miesza się z niepewnością, robimy drugi test, trzeci…każdy pozytywny! Szczęście… Gdybym mogła powiedziałabym o tym całemu światu, ale czekamy- choć trudno wytrzymać! Nasza radość trwała tydzień…plamienie…wizyta u lekarza…izba przyjęć…usg…jest serduszko…ale nasza fasolka jest mniejsza niż powinna być…czekamy, oznaczamy hormony…tracimy nadzieję! W ósmym tygodniu mój świat się zawalił! Ciąża obumarła…wyrok… Minęły trzy miesiące, kolejna stymulacja, i znów ciąża…ciąża którą nie potrafiłam się cieszyć! Bałam się! Ten strach o dzidziusia był tak silny…
Przyszedł szósty tydzień…plamienie…izba przyjęć…ignorancja personelu…łzy… Na usg nasz maluszek żyje!!! Wszystko ok! Biorę leki, leżę plackiem, wychodzę do domu-kontrola za 4 dni! I znów mój cały świat się zawalił…ósmy tydzień…ciąża obumarła…
Nie poddałam się! Zmieniłam lekarza (kolejny raz). Setki badań…i nie ma się czego przyczepić! Wszystko ok! Mijają 4 miesiące…próbujemy! Ale coś mnie kusiło zrobić jeszcze raz hormony tarczycy…coś mną kierowało! Odbieram wynik, i umawiam się do lekarza! TSH ponad siedem…mam niedoczynność tarczycy… Leczenie, wyrównanie poziomu hormonów, stymulacja… nadzieja i jest! Jestem w ciąży! Podejście lekarza inne o 180 * od poprzednich! Co 3 dni badania beta-hcg, usg, leki przeciwzakrzepowe na wszelki wypadek, dużo odpoczynku… Czuję się pewniej…Hormony rosną…nadzieja maleje wraz z pojawieniem się plamienia! Strach, rozpacz…postanowienie- to już ostatni raz! Modlitwa- ona pomagała! Gdy miną 8 tydzień poczułam, że mogę zacząć się nieśmiało cieszyć… Usg- wszystko ok! Maluszek zdrowy!Ja czuję się tak jakbym miała skrzydła! Radość, plany…cud się spełnia! Aż do 20 tygodnia…skurcze… za wcześnie…strach…leki…leżenie… Raz lepiej, raz gorzej ale do przodu!Z każdym tygodniem większa nadzieja i większy brzuszek! Licytacja…aby minął 28 tydzień, 32, 34, 36… Liczę ruchy i czekam! W 34 tygodniu od rana czułam się jakoś nieswojo, maluszek ruszał się niewiele, aż przestałam Go czuć…mleko, czekolada, telefon do lekarza, izba przyjęć…nie mogą znaleźć tętna mojego synka…płacz! KTG- i nic! Usg…jest! Żyje! Odwrócił się drobnymi częściami ciała do dołu i w kierunku mojego kręgosłupa… Boję się wracać do domu, ale nie mam po co zostawać w szpitalu! Nadszedł magiczny 38 tydzień, lekarz pozwolił mi wstawać… minęły dwa dni i wylądowałam na porodówce! Po 3 godzinach mogłam tulić synka do siebie…szybko jedna zabrali go do inkubatora, bo troszeczkę się poddusił przy porodzie. Mimo tygodnia spędzonego w szpitalu, walki z żółtaczką moja radość była ogromna! Najchętniej nie wypuszczałabym mojego skarbu z rąk!
Szybko mija półtora roku…znów pojawiają się dwie magiczne kreseczki! Jestem w ciąży! I znów się bardziej boje niż cieszę…Jak będzie…jak dam radę opiekować się synkiem, gdy znowu pojawią się komplikacje? Moje obawy nie miały sensu… Do końca ciąży nie leżałam ani jednego dnia! Malutka rozwijała się dobrze…i wszystko byłoby ok gdybym nie tyła jak szalona! Przybyło mi 28 kilo!!! Tyłam na samą myśl o jedzeniu…ale trudno! Ważne, że z dzidziusiem wszystko ok! W 38 tygodniu błyskawicznie ( w ciągu pół godziny) urodziłam zdrową córeczkę! Mam swoje dwa skarby!

Dziewczyny, nie poddawajcie się! Zawsze trzeba mieć nadzieję i próbować! Wierzyć lekarzom, ale zaufać też sobie i swojej intuicji! Nie dajcie się zbywać! WALCZCIE O SWOJE! Gdzie Was nie wpuszczają drzwiami, wchodźcie oknem! Pytajcie! Szukajcie! Naprawdę warto! Pozdrawiam i życzę wytrwałości! Marzenia się spełniają!