Toksyczni rodzice

Bardzo chciałabym być wystarczającym rodzicem-nie za dobrym i na pewno nie złym. Dążąc do bycia idealnym łatwo popełnić błędy i przegiąć. Mając swoje dzieci dostrzegamy niedociągnięcia i błędy w wychowaniu naszych rodziców. Są czasami sytuacje -jak np. realizowanie siebie przez zmuszanie dziecka do robienia tego, co było naszym niespełnionym marzeniem, ale są też w moim odczuciu gorsze-zbyt opiekuńcze i autorytarne matki, sadystyczni ojcowie…Co dla Was jest już toksycznością? gdzie jest ta granica, której nie wolno przekroczyć?

Myślę że każdy z nas ma swoje zasady wychowania. Dla mnie nie do pomyślenia jest jak można zmuszać dziecko do robienia czegoś co nie sprawia mu radości, a jednak są rodzice, którzy pragną aby ich dziecko robiło wszystko to co jest nakazane z góry. Wiadomo można nakreślić dziecku jakiś system i to ci mogłoby robić w przyszłości, ale nie rozumiem rodziców, którzy nie pozwalają dziecku iść na studia ekonomiczne bo uważają że ma być ono prawnikiem bądź lekarzem. A później trafiają się złe osoby na niewłaściwym miejscu. Narazie jestem matka siedmio miesięcznej córki, ale chciałabym umieć byc czasami surowa, ale też od czasu do czasu wyluzować. Wychowanie dziecka to sztuka, ktora nabywamy z dnia na dzień, dlatego myślę ze rola rodzica jest ciężka.
Myślę ze każdy z nas chce byc dobrym rodzicem jednak zawsze bedzie coś nie tak. Ja jak byłam mala nie rozumiałam czasem dlaczego mama każe mi coś tam zrobić, a dziś wiem ze chciała dla mnie jak najlepiej chociaż wtedy była dla mnie wrogiem. Zawsze dziecko będzie źle na rodzica w chwili kiedy czegoś zakaże, ale nie wolno też pozwalać na wszystko. Ciężko mi tutaj wyznaczyć granice. Myślę że poprostu trzeba uczyć się na bledach i nie dopuszczać do tego aby dziecko cierpiało przez nasze wychowanie.
Polecam książkę “bojowa pieśń tygrysich” czytałam fragmenty na studiach i powiem, ze my jako rodzice naprawdę nie jesteśmy tak wymagający.

Myślę, że najgorsze jest mówienie dziecku, że się do niczego nie nadaje, porównywanie go z dziećmi innych rodziców i oczekiwanie wdzięczności za trud i „poświęcenie” włożone w jego wychowywanie.

Tak jak pisze Lipka nie możemy oczekiwać, że dziecko w swoim życiu spełni nasze własne marzenia. Chociaż nam wydaje się, że to czy tamto byłoby dla dziecka dobre to jednak ono musi samo zadecydować bo to jego droga i jego wybory tak dobre jak i złe.
Rodzice nadopiekuńczy chcą uchronić przed niepowodzeniem i cierpieniem co jest pięknym przejawem miłości.
Jednak takie wychuchane dziecko nie ma możliwości uczyć się przez popełniane błędy i porażki, które jak każdy ponosi w życiu.
Na drugim biegunie są rodzice krytyczni, którym zawsze mało jeśli chodzi o osiągnięcia dziecka. Musi być najlepsze, osiągać najlepsze wyniki bo inaczej dają mu odczuć, że do niczego się nie nadaje.
Nadmierne przywiązanie do siebie dziecka- często syna do mamusi. Potem taki mężczyzna miota się pomiędzy żoną, a matką, narastają wciąż konflikty bo mama chce być tą najważniejszą w życiu swojego dorosłego już dziecka.

Wielu rodziców nie zdaje sobie sprawy, że w ich postępowaniu jest coś toksycznego dla dziecka. Wychowanie wymaga nie tylko naszej miłości ale przede wszystkim dużo rozwagi z naszej strony.

Ja bardzo częstą swoją córeczkę chwalę i mówię że ją kocham ale take słowa dziecko powinno słyszeć jak najczęściej

Oczywiście bo uznanie dla osiągnięć dziecka buduje w nim poczucie własnej wartości. A dziecko kochane samo potrafi w dorosłym już życiu obdarzać prawdziwą miłością.

Trzeba jakoś wypośrodkować wszystko. Rodzic musi umieć pochwalić, umieć dostrzec to co dziecko zrobiło dobrze, ale musi też zganić i wyjaśnić dlaczego coś jest złe, dlaczego powinno być inaczej. Ja nienawidzę porównań. Raz tylko mama powiedziała mi (chyba jeszcze w podstawówce) “a bo twoja kuzynka to dostała 5 a ty tylko 4”, pamiętam, że powiedziałam mamie, żeby w takim razie mnie oddała a wzięła sobie kuzynkę skoro ona taka wspaniała. Przez tydzień chyba się nie odzywałam do niej, ale chyba zrozumiała swój błąd, bo już nigdy nic takiego od niej nie usłyszałam.
Nie wyobrażam sobie zaspokajania swoich niespełnionych marzeń i ambicji zmuszaniem dziecka do tego czego ja robić nie mogłam. Pomijając fakt tego jednego nieszczęsnego porównania, mogłam spróbować wszystkiego co chciałam i wybrać co mi się podoba (z zajęć pozalekcyjnych). To samo ze studiami, marzyłam o prawie, chciałam być prokuratorem. I co, po pierwszym semestrze odkryłam, że studia mi przeszkadzają w karierze, heh. Rzuciłam je, i rodzice nic nie powiedzieli, a ja od nowego roku akademickiego poszłam na politechnikę.
Po prawdzie, to chciałabym wychować córkę dokładnie tak jak mnie wychowano.

Oczywiście że trzeba mieć wymagania w stosunku do swoich dzieci , ale wszystko z umiarem. Trzeba przede wszystkim dac dziecku dużo miłości , poczucie własnej wartości, wspierać je ale jak zrobi coś złego to i zganic i wytłumaczyć że robi źle. Ja jako mama 13 latka nie raz już tego doświadczyłam i czasem też postąpiła niewłaściwie czego potem żałowałam ale człowiek uczy się na błędach . Oczywiście nie akceptuje wszystkich wybryków syna i kiedy trzeba opierdzielę i wygarnę co jest nie tak, ale ogólnie wspieram i staram się budowac z nim układ partnerski tak aby jak pojawi się naprawdę duży problem mógł mieć do mnie zaufanie i się z nim do mnie zwrócić. Na pewno nia zamierzam być toksyczna matka zarówno dla niego jak i dla Jasia

mraczek:) chyba nikt nie ma zamiaru być toksycznym rodzicem, czasami to tak wychodzi jakby niechcący…

Niestety toksyczność rodzi się czasem z nadmiernej i źle ukierunkowanej miłości lub nadopiekuńczości. Kochamy dziecko tak bardzo, że aż stajemy się dla niego utrapieniem.

Marta ma racje , w rodzinie partnera są tacy …maja córkę 20 lat i nadal traktuja ja jak minimum 16 latke … i ja rozmawiajac z nią wlasnie takie mam wrazenie , wrazenie ze rozmawiam z taka nastolatka 16 letnia … rodzice nie mogli miec dzieci …a jak juz zaszla w ciaze to musiala uwazac aby jej nie stracic 70 % szansy ze dziecko urodzi sie z downem lub inna choroba … 2 dziecko w ogole nie wchodzilo w gre bo szanse podniosly sie do 85 % chociaz baaaaaaaardzo pragneli i nadal pragnom …maja po 40 lat i jak Kacpisia mojego widza to sie trzesa , doslownie wyrywaja go sobie , ale wraajac do Emilii to wlasnie toksycznosci nadopiekunczosc i proba zrobienia z niej idealuu …doslownie krystalicznego czlowieka sprawilo ze maja dzis zamiast 20 letnia 16 córkę …która chce wszystko , dostaje wszystko ( materialne) a nie dostaje wolnosci , nie ma szansy na to aby sie usamdzielnic …na studia ponad 70 km dojezdza codziennie bo w internacie sama nie moze mieszkac :slight_smile:

Agulka;) niechcacy? Ja mysle ze z pełną premedytacją. Sa granice tylko trzeba je ustalic zeby nie wyrządzić krzywdy. Ja mialam i mam takich rodziców co trzymali mnie , w zamknięciu’’ nigdzie nie mogłam chodzic imprezy dyskoteki jak cos to powrot przed 22;) troche ich teraz rozumiem nie chcieli zle bali się o mnie piekna mloda dziewczyna. … na złe mi to nie wyszło ale troche musiałam sie z nimi nawojowac.

Kiedyś czytałam mądrą książkę dziecku musi widzieć w nas przyjaciela.
Nie przywódcę który rządzi wszystkim,jesteśmy rodzicami mamy dawać wzór do naśladowania .
Nie zakazy i nakazy.Pełne zrozumienie,zaufanie.Miłość.
Bardzo lubiłam i nadal lubię rozmawiać z mamą moją nigdy nie miałam tajemnic,nie miałam zakazów
lecz wiedziałam jakie są zasady i co mogę.KOCHAJMY DZIECI LECZ NIE DAJMY SIĘ ZWARIOWAĆ

Dziecka przede wszystkim nie powinno się do niczego zmuszać i nic narzucać . Toksyczni są rodzice którzy pilnują tak dziecko że nie może swobodnie się rozwijać , ci rodzicie którzy ciągle się kłócą a dziecko musi tego wysłuchiwać ,rodzice którzy znęcają się nad dziećmi . Dziecko trzeba kochać całą swoją miłością ,dużo przytulać i często rozmawiać .Sa to podstawowe rzeczy dające dziecku szczęście :smiley:

ja ostatnio usłyszałam od koleżanki, że jestem straszną mamą wiecie czemu, bo nie kupułam dziecku najnowszego zestawu play-doh. Ona sama stwierdziła, że skoro nie stać nas na to co najlepsze dla dziecka to po co decydowaliśmy się na drugie. Hmmm nie sądzę, że przez to, że czasem dzieci mają jakieś inne zabawki to znaczy, że ja jestem złą matką. jeść mają, głodne nie chodzą, brudne też nie, zawsze staram się kupować fajne zabawki, które rozwijają, często używane ale to nie powód żebym była złą matką ech nie wiecie jak mnie to zabolało

Kikacu mogłaś jej powiedzieć, że współczujesz podejścia do życia. Jakaś kompletna kretynka. Ale skoro dla niej miarą miłości do dziecka są najnowsze zabawki to za parę lat się przekona jaki to daje efekt.

Wiesz ja po prostu tak się strasznie poczułam ukłuta bo to, że nie kupuję nowości to nie znaczy, że mnie nie stać na to żeby dzieci miały dobrze, poza tym jak pisałam staram się by moim dzieciom niczego nie brakowało. A zabawki i zabawy wymyślamy właśnie teraz mam zamiar z małą tworzyć hand made myślę, że to lepsze niż kupić zabawkę i pozostawić dziecko samemu sobie.

Nie dziwię ci się. Ale nie przejmuj się tym, szkoda czasu :slight_smile:

Toksyczni rodzice… Często mowa o nich w domach biednych, patologicznych, gdzie matka, czy ojciec są alkoholikami, Ale bywa tak, że toksyczni rodzice są w tym pięknych, bogatych rodzinach. Czy można znaleźć jakaś rozsądną granice między wychowaniem, kontrolowaniem a darzeniem miłością? Trudne to… Bywa, że ojciec i matka są zbyt opiekuńczy… Co również nie jest dobre, gdyż starają się za wszelką cenę coś wynagrodzić dzieciom np: brak czasu dla nich kiedy oboje rodzice długo pracują by zapewnić swoim dzieciom jak najlepsze warunki do rozwoju, ale kosztem czego…? Co z tego, że mają wszystko, prócz tego najważniejszego prawdziwej miłości, prawdziwego zainteresowania. Kolejna sprawa… Kontrola… Pff… Można kontrolować dziecko i to na pewno nie jest żadnym przestępstwem, tylko nie należy ingerować w jego każdy krok… Uważam, że jeżeli stosunki rodzic dziecko sa poprawne, dziecko sam przyjdzie ze swoim problemem… Rzadko w takich sytuacjach dziecko ukrywa prawdę… Ważne by wtedy dziecko nie karcić, nie obwiniać, a starać mu się pomóc, pokazując tym sposobem, że może przyjść z każdym problemem. Co za tym idzie? Kontrola rodzicielska nie musi być az tak czujna(W jakimś stopniu na pewno). Ale dziecko pamiętajmy że ma też swoje prawa. jest tak samo człowiekiem jak my. Owszem rodzice także mają prawo do błędu. Zdarza się, tak że ojcowie otaczają synów mniejsza miłością niż córki… uważają że facet ma być silny i w aż takim stopniu nie muszą im poświęcać czasu. Co nie jest prawdą…

Ja obserwując swoje życie, zauważyłam, że mama na zbyt wiele rzeczy mi pozwalała. na pewno byłabym jej bardziej wdzięczna gdyby mnie nauczyła że w życiu nie można wszystkiego mieć. I że nie wszystko przychodzi od tak. Ale to też zależy od charakteru dziecka, czy powielę zachowania rodziców wyniesione z domu na swoje dzieci. Ja wiem, że na pewno nie. Wcześnie się wyprowadziłam. Zaznałam biedy i zrozumiałam o co chodzi… Ze trzeba sobie zapracować. Odmawiać sobie przyjemności. A przede wszystkim zasłużyć na dany fakt. tego samego chcę nauczyć swoje dziecko. Mam tyle szczęścia, że mój mąż został wychowany na takich zasadach na jakich chwiałabym wychować syna. Ale z kolei mąż, chce dać więcej dziecku niż on miał. także myślę, że nasze wychowanie synka ograniczy się do dużej miłości, zrozumienia, wyrozumiałości. Nie dawania wszystkiego na tacy, ale także niczego nie zabierania…

Ja nie ośmieliłabym się oceniać moich rodziców i sposobu wychowania mnie, gdyż każdy rodzic /pomijam rodziców patologicznych/ chce dla swojego dziecka jak najlepiej, a szkoły wychowania,którą mogliby skończyć nie ma. Rodzic wychowuje swoje dziecko sercem, intuicją i wiedzą jaką posiada. Wychowanie należy również dostosować do warunków w jakich żyjemy. W latach 60-tych czy 70-tych ubiegłego stulecia nikt nie słyszał o tzw. bezstresowym wychowaniu, a pokolenie dzisiejszych 50 -60 latków jest o wiele bardziej rozważne i życiowo praktyczne. Widzę to po moich rodzicach i innych w tym wieku. Ja żyję w innych czasach, w innych warunkach i mam inne priorytety, ale nigdy nie skarżyłam się na metody wychowawcze moich rodziców, choć pewnie popełniali błędy jak wielu z nas do dnia dzisiejszego. Jednak pewne dobre i sprawdzone metody wychowawcze moich rodziców powielam obecnie i jestem Im wdzięczna, że wychowali mnie tak, że w życiu daję sobie radę i od nikogo nie jestem zależna. Toksyczni rodzice- a tacy pewnie są- to zmora ich dzieci, gdyż swoją toksycznością nie tylko zatruwają życie swoim dzieciom, ale również sobie.