Słodycze dla dziecka

Drogie mamy jak jest u was w domu ze słodyczami dla dzieci ? czy czasem dajecie je swoim dzieciom? wiem że są nie zdrowe dla dzieci ale czasem gdy jestem u kogoś w gościach to córeczka zawsze dostanie jakieś słodkie ciasteczko w rączkę, nie wiem czy zabraniać czy raz na jakiś czas pozwolić jej na coś słodkiego ?

Słodyczy jako takich nie daję, natomiast córka kosztuje wypieków babci, oczywiście w dozowanych ilościach :slight_smile:

Ze słodkości synek podjada biszkopty w niewielkich ilościach. Poza tym babcine ciasto piaskowe- baaardzo lubi.
Wczoraj dostał odrobinę maku z makowca :slight_smile:
Kupnych ciastek, wafli mu nie dajemy w trosce o ząbki i brzuszek.
Poza tym komórki tłuszczowe, które zostają nam do końca życia i albo uwalniają tłuszcz albo kumulują mnożą się właśnie we wczesnym dzieciństwie. Nie chcę mu fundować jakiś predyspozycji do tycia.

Nie ograniczam małej słodkich rzeczy, myślę ze wszystko z umiarem do roku czasu mała nie zaznała smaku cukru czy soli, pierwszą stycznosc z cukierkiem miała w wieku półtora roku :wink:
nie mówię ze mała dostaje codziennie słodkości ale raz na jakiś czas tak, często dostaje wafelki;) -które pod nazwą wafla kryje się wafelek ryżowy :wink: są z różnych wersjach smakowych słonecznika, dyni naturalne… oj można tu wymieniać;) mała je je z apetytem a są źródłem błonnika.

Anita, my na te wafle mówimy styropian :stuck_out_tongue:

Zawsze miałam postanowienie ze nie będę dawała synkowi żadnych słodkości. Jednak zawsze jaj u kogoś byliśmy lub gdy ktoś nas odwiedzał mały otrzymywał coś słodkiego. Nie da sie tego uniknąć a nie chciałam sytuacji gdy dziecko na zabronione słodyczy i chodzi wyszaleć sie do kogoś :wink: raz na jakiś czas dostaje coś dobrego ale i rozsądnego :slight_smile:

U nas również częstują czasem jakiś ciasteczko czy kawałek czekoladki a mała uwielbia jeść i nawet jak ja jem to domaga się zeby sie podzielić a jak nie to zaczyna się denerwować .

Do ukończenie przez córkę roku nie dawaliśmy jej żadnych słodyczy i wszędzie gdzie szliśmy (czy do znajomych czy do rodziny) mówiłam otwarcie, że dziecko nie je słodyczy więc nikt jej ich nie dawał. Później stopniowo, raz w tygodniu dawaliśmy jej np. kostkę czekolady albo kawałek jakiegoś wafelka. Uznaliśmy, że całkowicie nie da się przecież wyeliminować słodyczy z otoczenia. No i lepiej chyba żeby dziecko znało umiar w jedzeniu słodyczy niż miało później jeść w sekrecie albo być w tajemnicy “dokarmiane” przez kogoś z rodziny.

Słodkości to naturalne obecnie: jabłuszko, banan, gruszka. Akurat dzisiaj w DD TVN mówili, że dzieciom poniżej roku nie wolno podawać absolutnie żadnych słodyczy, natomiast później też lepiej nie pozwalać na zbyt wiele. Słodycze i cukier w nich zawarty są pierwszym krokiem do próchnicy, a podobno Polska ma olbrzymi odsetek dzieci z próchnicą. Jak moja mała skończy rok to zobaczymy co jej będę podawała, skłaniam się raczej ku biszkoptom domowej roboty. Ja również nie byłam napychana słodyczami, w domu była zasada, że w niedzielę popołudniu możemy dostać czekoladę, dokładniej to rządek jeden z czekolady. I to było raz w tygodniu, efekt jest taki, że teraz mogę mieć pełny barek słodyczy i minie troszkę czasu aż go opróżnię, prędzej mąż wszystko wyżre :slight_smile:

My mamy niestety przykra stytuację. Kacper 20 stycznia konczy rok a juz kilkakrotnie został obdarowany słodyczami prosto do buzi . Zabraniam zawsze ale niestety to nic nie daje . Tescie wkladaja gdy tylko sie odwróce w dodatku smieja sie ze udalo im się ZASPOKOIC mojego syna. W partnera rodzinie jestem PRZEWRAŻLIWIONA mama bo nie daje osobiscie słodyczy i chemicznych produktów . Wmawiaja mi i krytykuja ze dziecko musi wszystko jest , wielokrotnie przez to płakałam i szczerze to bezsilna jestem .
Słodycze można dawac ale sprawdzone …W sumie czym się różni słodkie jabłuszko , bananik czy deserek ze słoiczka od słodkiego lizaka ? nie mówie tu o skladzie tylko o smaku …no niczym także nie rozumiem głupich uwag ze ja dziecko w ten sposob krzywdze …

Monika1993 nie załamuj się! Myślę, że szczera rozmowa z teściami powinna pomóc. W końcu to dziecko twoje i twojego partnera (więc powinnaś mieć w nim wsparcie) i teściowie powinni zrozumieć i co najważniejsze dostosować się.

Monika postaw się raz a porządnie. Oni już dzieci odchowali więc teraz niech się nie wtrącają i pozwolą tobie.

No ja pewnie Wam bym to samo radziła gdybym przeczytała to co Wy , ale niestety …to nie ten typ, brak rozmów szczerych , zero wzruszen …obraza ze strony tesciowej by byla gdybym tylko stanowczo , porzadnie powiedziała co mysle :slight_smile: Czuje sie przy niej jak jakas ułomna , bezradna i w ogoóle niedoswiadczona …
W święta taka sytuacja była - Wigilia z moja mama potem do nich na chwile i co pierwsze było ? I co pewnie nie macie nic na śniadanie ? no łzy w oczach mialam , gotowałam przed świtami i dobrze o tym wiedziała … cisato robilam a Ona oczywiscie robi z nas biedaków dosłownie… Dobra bo znowu jak sie rozpisze na ich temat to bede cały wieczór zła :slight_smile:

Monika przejmowałabyś się jakby się obraziła na ciebie? Ale tak szczerze.

Monika twoja teściowa naprawdę nie powinna się obrażać jeśli zwrócisz jej uwagę. Ja ze swoją miałam wojnę o wszystko (że imię dla dziecka nie takie, że karmię piersią a nie butelką, że za cienko ubieram). Ale powiedziałam jasno ŻE TO MOJE DZIECKO a ona swoje miała i wychowywała po swojemu więc niech się nie wtrąca. Owszem była obrażona przez jakiś czas (i dodam, że mieszkamy razem) ale ja miałam wsparcie w mężu i jakoś to przetrwaliśmy. Nie powiem, dalej ma swoje “dobre rady” ale już się tak nie narzuca.
Musisz być silna i obstawać przy swoim. I uwierz mi, że to zaprocentuje, bo nawet jeśli się obrazi, to po jakimś czasie będzie cię szanować za to, że nie ulegasz presji :slight_smile: Trzymaj się!!

Sijle niestety tak …przejmowałabym się . Obgadana bym była wszedzie zapewne …chociaz szczerze powiem , że z całej rodziny może tylko akceptuje ja jej mama , mąż i dzieci . Reszta uważa ją za zołzę , drętwą i wymadrzajaca się . Nikt ich nigdy nie zaprasza ani nie przyjezdza , a jak kiedys ze szwecji rodzina tescia chciała przyjechac to powiedziała ze jej nikt mieszkania nie bedzie szpiegowal :slight_smile: Przykra kobieta :slight_smile: . A tak apropo tej szczerosci …spłynęło by po niej jak po kaczce dziewczyny , Ona z nikim sie nie liczy , wszystko jest na NIE , Ona lepiej wie :slight_smile: Tyle w temacie :slight_smile:
wracajac do tematu słodyczy ,Jak mój partner był mały to mu nawet słodkie płatki czekoladowe słodziła cukrem , Krzyczy na córkę , ze ma dziecko z nadwaga i obgaduje , ze druga babcia tak narobiła a sama im wciska czekolady , słodkie herbaty , lizaki i co tylko może …Jakas porażka ta kobieta . Dobrze , ze szymon jest po mojej stronie , bo inaczej byłoby zle.

Z całego serca współczuję teściowej. Już lepiej nic nie mów, bo szkoda nerwów. Nie znoszę takich ludzi. Ale im więcej czytam o teściowych, i o tym jak mieszają w życiu to cieszę się, że swoją mam daleko i nie widuję jej zbyt często. Z tym, że moja się nie odezwie i nie wtrąci, bo wie, że zbiorę dziecko, siebie i wrócimy do domu.

Lenka do tej pory spróbowała troszkę czekolady, wafelki ryżowe, chrupki kukurydziane, ciasteczka kruche, trochę ciasta babci i to chyba wszystko. Staram się ograniczać jej słodkości i to bardzo, bo boję się o zdrowie ząbków (których jeszcze nie ma :P). Wolę dać jej jabłuszko lub banana.

Mój synek pierwszą styczność ze słodyczami miał dopiero po roczku, nie mogłam tego uniknąć bo jak ktoś do nas przychodził, stawiałam coś na stół to synek potrafił podejść i się poczęstować. Nie je dużo słodyczy, okazjonalnie bardziej. Pocieszające jest to że synek woli słone jak mado wyboru np. paluszki juniorki czy czekolada to zawsze wybierze paluszki :slight_smile:

Kacper tak samo …potrafi wziac sobie jakby nigdy nic ciacho ze stolu