Siostrzana miłość!

moja siostra kiedyś jak nie była w ciąży powtarzała że chce mieć cięcie cesarskie po co się męczyć, jak zaszła w ciąże to jakimś cudem udało mi się ją przekonać do porodu naturalnego, powtarzałam aby spróbowała, dużo żeśmy rozmawiały przez całą ciążę aż w końcu się zaczęło! mam telefon od siostry że chyba rodzi! więc bez namysłu dzwonie do koleżanki która pracuje na sali porodowej, akurat ma wolny dzień! biorę ją i detektor tętna, całe sprzęt do porodu i jedziemy do jej domu! koleżanka zbadała i mówi 2 cm rozwarcia, a ona uśmiechnięta siedzi na piłce, ją zupy nalałam siostra zjadła i wtedy zaczęły się ostre skurcze! długo siedziała w wannie w wodzie. poród zaczął się około 12.00 jak miała 7 cm rozwarcia zdecydowała się na przyjazd do szpitala, i tam urodziła koło 22.00 pięknego synusia z 10 pkt.!
kiedy wyszła ze szpitala to powiedziała że kolejne dziecko rodzi w domu i nie ma bata nikt jej nie zmusi do pojechania do szpitala! kiedy w czasie porodu weszła do szpitala straciła poczucie bezpieczeństwa i te nacięcie krocza którego tak unikałyśmy przez ten cały okres porodu w domu i pozycja horyzontalna (to była decyzja lekarza ginekologa!)
na całe szczęście byłam ja, koleżanka i jej mąż! cały poród ocenia super, tylko ten moment szpitala! i poleca rodzic samej jeśli nie ma żadnego ale…

ja jako położna nie wyobrażam sobie aby mnie nie było przy porodzie mojej siostry! to było coś innego, niespotykanego, był wielki strach ale i też wielka radość! coś cudownego!