Rodziny wielodzietne

Ha ha Kasik324 racja :smiley:

Te opowieści to takie miejskie legendy i nie ma co tego brać na serio, ale zadziwia mnie ludzka pomysłowość lub chęć usprawiedliwiania wszelkich nieszczęść czy dziwnych wydarzeń.

wracając trochę do tematu, ja jestem z wielodzietnej rodziny ( 9 -cioro dzieci ) i z opowieści mamy wiem że niebyło jej łatwo pod względem wytykania palcami na ulicy… często jakieś głupie komentarze typu ’ wkociła się jak kocica’ , itp. ale pod względem więzi zawsze było super razem się bawiliśmy starsze rodzeństwo “wychowywało” młodsze a teraz każdy ma swoją rodzine i kontakty są super, każdy by się dał pokroić za drugiego :slight_smile: finansowo rodzice też dwali sobie rade nigdy nic nam nie brakowało ( choć teraz się dziwię że udało się rodzicom podołać ) … więc ja myślę że wielodzietność to trudna ale wykonalna sprawa i mimo komentarzy trzeba mieć podniesioną głowę i wylewać miłość na dzieci tak żeby innym było głupio że mają tylko jedno czy dwoje dzieci :slight_smile: mama teraz jak jesteśmy już wszyscy dorośli i mamy swoje dzieci to mówi że jak tylko będziemy się szanować nawzajem to o kase nie ma się co martwić bo razm wszyscy jakoś damy rade :slight_smile: wiem żee to brzmi trochę naiwnie ale w sumie to tak jest czasem jest lepiej czasem gorzej ale jak trzeba to mamożemy na siebie liczyć i jak do tej pory to radzimy sobie całkiem całkiem :slight_smile:
ehhh to się rozpisałam :slight_smile:
a i jeszcze jedno rodzenie dzieci jednak chyba odmładza bo moja mamuśka jest jeszcze całkiem całkiem laseczka :slight_smile:

Uullaa bardzo dobrze powiedziane! zgadzam się we wszystkim oprócz tego odmłodzenia, bo to chyba raczej kwestia genów a nie porodów:-)
Rodzina wielodzietna to skarb, a nie powód do.wstydu, to świadomość, że zawsze mamy kogoś bliskiego, choćby nie wiem co:-)

Ja jeszcze powrócę do wątku kasy. Już gdzieś pisałyśmy o tym. Ja na wszystko co mam zapracowałam sama. Skończyłam studia, które robiłam razem ze szkolą policealną na wszelki wypadek i pracowałam. Nie dostałam nic od rodziców, bo ich nie było. Uważam, że radzimy sobie całkiem nieźle. Ile macie kolegów, koleżanek, którym rodzice opłacali studia a Ci ich nie skończyli? Jak trzeba za coś samemu zapłacić to się to szanuje :slight_smile:

Racja Angie. ja to jeszcze jak poszlam do pracy w wieku 17lat to jeszcze polowe pensji musiałam do budzetu dokładać…
Tylko rodzin wielodzietnych sa dwa rodzaje:
-pierwszy który uczy że aby miec to trzeba zapracować
-drugi który mówi napłodz.dzieci, a MOPS cie utrzyma.

To niech tym drugim odbierają dzieci, ja wychowam jak własne :wink:

I te drugie często maja fas i chodzą brudne i nienajedzone.

Oj tu bym się nie zgodziła…Tacy ludzie są bardziej wyrahowani niż myślicie. Do pracy nie pójdą bo wszystko dostają, mieszkanie socjalne, internet i laptopa z UE, dary z Caritasu, wyprawki do szkoły, dodatki z MOPS…i tak oto dzieci uczą, że mozna miec nie robiac nic…

Z moją córką do szkoły chodził chłopak z takiej rodziny. Nic nie wychowany, zero kultury. Brudny i w starych ubraniach z dziurami. Zawsze jak widziałam matkę to była z wózkiem i piwem w ręce.

my zdecydowanie jesteśmy tą rodziną wielodzietną w której każdy zapracował sobie na to co ma, ale to nie wyklucza tego że jak mój brat cz siostra będą mieć problemy z kasą a ja będę mieć coś odłożone to oczywiscie im pomogę…
Angie- ja też sama płaciłam sobie za studia i jestem dumna że mam tytuł mimoże było ciężko bo też pracowałam jednocześnie żeby zarobić na wesele :stuck_out_tongue: i może dlatego jestem z tego dumna bo było ciężko, a nie jak niektórzy chodzą jedynie na uczelnie mama przynosi zupę a jeszcze mówią “ku… zimna zupa” , ale z drugiej strony znam ludzi co mieli wszystko podstawione pod nos ale mają poukładane w głowie , ięc dalej wracamy do sedna sprawy że wszystko chyba zależ i tak od wychowania a nie stopnia zamożności :stuck_out_tongue:

Uullaa, a nie uważasz, że gdyby zależało od wychowania, to wszystkie dzieci z jednej rodziny zachowywałyby się tak samo? Znam przypadki rodzeństwa, gdzie jedno ma w głowie poukładane i jest zaradne życiowo, a drugie to niedorajda i olewator, niezdolny do osiągania w życiu niczego piza długami…

I tu się zgodzę z Angie, a wiem to na moim rodzinnym przykładzie.
Może to zależy od kolejności? Wiadomo jak się wychowuje pierwsze dziecko, chuchamy, dmuchamy, a drugie, trzecie czy piąte już inaczej…

macie racje, w sumie u nas też tak jest, brat ma czasem wyrąbane na wszystko i pewnie jakby mój mąż nie brał go do pracy trochę na siłę to siedział by na garnuszku u rodziców dalej mając 28 lat… ale w rodzinie wydaje mi się że trzeba raz czy drugi takim ‘potelepać’ żeby zaczą myśleć i żeby dorosną w końcu.
a i znam wielu takich co udają najbiedniejszych na świecie biorą wszystkie zapomogi jakie tylko się da i żyją cakiem całkiem bo im się za stówkę nie opłaca iść do roboty… to dopiero jest debilizm,

Uullaa bo jak najniższe wynagrodzenie to 1200 pln, a z mopsu moźna wydrzeć z tysiaka to po co zawracać sobię głowę robotą? :wink: w niektórych miadtach bezrobotni nawet zniżki na basen mają, to po pracować?

Można by rzec że po to pracujemy by mieć emeryturę, no ale kto do niej dożyje…a tacy bezrobotni to i tak na rente pójdą…

Kasik widzę że taką samą optymistką jesteś jak ja, co do przyszłej emerytury :wink: na rentę to chyba tylko socjalną mogą liczyć?

Taki to zawsze wykombinuje…i w ten sposób dzieciom pokazują, że za nic nie robienie też płacą, to po co się męczyć? wszystko mają za free, kto za nich płaci?! My, uczciwie pracujący, bo nam wpajali, że uczyć się trzeba,pracować trzeba, zeby coś mieć…

Kasik zobacz co za ironia… My naszym dzieciom wpajamy to samo :wink:

A no właśnie…nie chcemy ich na pasożytów wychowywać, a wniosek z tego taki że większość patologii, nierobów, krętaczy przechodzi z pokolenia na pokolenie:-)
Czasem zdarzą się jakieś rodzynki,:slight_smile: