Uważam Agnieszko że jesteś bardzo mądra kobieta i dziękuję:-) do psychologa nie chodziłam konkretnie z problemem seksualności chociaż o to się też otarłam. Poszłam jeszcze przed ciąża ponieważ nie wyobrażająm sobie porodu sn dla mnie to niewyobrażalne i obrzydliwe k mój mąż widzącw mnie w takiej sytuacji to w ogóle dla mnie kosmos. Z tym poszłam i zaraz potem byłam w ciąży. Miedź czasie dowiedziałam się że za bardzo chce być doskonała w każdym calu że mam bardzo zanizona samoocenę i nie lubię siebie. (dokładnie to o czym pisałaś poprzednim że jestem zbyt krytyczna dla siebie)No i pewnie stąd problem z intymnych relacjach. Rodziców kiedyś widziałam może nawet kilka razy ale byłam bardzo mała bo jeszcze nie rozumiałam co robią ale moi rodzice też moim zdaniem też za bardzo mówili o seksie cielesnosci tak naprawdę do wszystkich. Nie mówię że to temat tabu i że tak powinno być on ale jak mówię niejednokrotnie czułam się zakłopotana. Mężowi odmówiłam sporadycznie ale traktowałam to po ciąży jak obowiązek. Ciąży faktycznie bardzo się boję tzn nie chce teraz ale nie myślę świadomie o tym podczas zbliżen zwłaszcza że się zabezpieczamy. Ale za to nie umiem pogodzić roli matki i kochanki poprostu mi to nie łączy się ze sobą jest albo to albo to i napewno świadomie boję się że obudzi się synek. I o zgrozo jak na złość budzi się bardzo często. Nie raz szłam do niego z trakcie czując się okropnie wręcz brudna. I głaskajam go w łóżeczku a łzy płynęły same. Takich rzeczy jest u mnie sporo. Nie karmilam piersią ale gdybym karmila nie wyobrażam sobie żeby wtedy mąż ich chodźby dotykał no nie dla mnie albo jedzenie dla dziecka albo obiekt seksualnw i nie da się połączyć.
Bardzo zastanawia mnie to, czemu Twój mąż nie próbuje się do Ciebie zbliżać względem fizycznym. Pomimo kłótni, tego, że się nie dogadujecie, to jednak facet jest facetem i ma on swoje potrzeby, raz większe, raz mniejsze, ale zawsze je ma. A może on zaspokaja się w inny sposób, np sam? Przed komputerem, telefonem? Jest taka możliwość, że Twój mąż jest sam w domu, albo po prostu przed/po pracy ma trochę wolnego czasu dla siebie?
Uważam podobnie co Agnieszka, jednak troszkę inne zdanie mam na temat potrzeby bliskości. Ja uważam, że każdy człowiek ma potrzeby seksualne, tylko jeden ma ochotę na seks codziennie, a nawet kilka razy dziennie, a drugi człowiek ma takowe potrzeby raz na pół roku…
Justynko, jesteś super mamą i chcesz dla synka wszystkiego co najlepsze, mimo, że jest niezłym łobuziakiem. Moim zdaniem podświadomie starasz się mu wynagrodzić to, że urodziłaś przez cc (co przez niektórych uważane jest, o zgrozo !, za “gorsze” przyjście na świat), to, że nie karmiłaś piersią (a przecież z każdej strony jesteśmy bombardowane informacjami, że mleko mamy jest najlepsze) oraz to, że instynkt macierzyński nie odezwał się u Ciebie natychmiast po porodzie (pisałaś o tym w jakimś wątku). Starasz się bardzo być dobrą mamą, do tego stopnia, że zapominasz o sobie, mężu, o tym, że jesteś żoną, a nie tylko mamą. Boisz się, że jak na chwilę się “zapomnisz” to małemu może stać się coś złego. Być może się mylę, ale takie mam wrażenie czytając Twój wpis. Ja też czasem tak mam, że mąż mnie denerwuje, bo nie rozumie, że ja jestem przede wszystkim mamą, a nie żoną. Nie mam nawet ochoty na lampkę wina z okazji urodzin moich czy męża, bo od razu wyobrażam sobie, że mała zachoruje i trzeba będzie jechać do szpitala,a tam powiedzą, że matka była pijana. Już takie jesteśmy. Pocieszę Cię, że jak karmiłam piersią to tez nie chciałam być dotykana, a jak mąż przypadkiem dotknął, to się darłam i leciałam do łazienki się myć. Z czasem było lepiej. Mam nadzieję, że kiedyś Twoje życie się polepszy. Szkoda, że nie masz gdzie pojechać z małym, odpocząć, z innej perspektywy przyjrzeć się Sobie i swojemu życiu. Być może zatęsknilibyście z mężem za sobą i zaczęłoby się zmieniać coś na lepsze. Jedno jest pewne: walcz o siebie, bo jesteś wspaniałą dziewczyną, która zasługuje na szczęście. Wierzę, że kiedyś to szczęście się do Ciebie uśmiechnie.
A myślałaś kiedyś, żeby pisać pamiętnik? Takie “przelanie” codziennych myśli, trosk i problemów pomaga spojrzeć z dystansem na to, co nas trapi.
Agnieszka z tym pisaniem pamiętnika świetna sprawa. Ja piszę od kilku lat i może nie rozwiązuje to wszystkich problemów, ale pomaga oczyścić się samej sobie, przelać na papier to czego nie powiemy innym.
Justyno, nie jestem nie miła tylko Cie nie rozumiem już. Bo ciągle piszesz o jednym i tym samym a nic z tego nie wynika.
Dzięki Agnieszko. Nie myślałam nigdy o pisaniu pamiętnika tym robiłam to kiedyś jako nastolatka ale teraz chyba bym się bala że wpadnie w niepowołane ręce.
Magiczny oczywiście że jest taka możliwość. Do łazienki z mężem nie chodzę
zdarza się też że on jest w domu a ja z synkiem na dworze. Komputer raczej nie no bo ogólnie u nas laptop głównie w szufladzie leży no ale mamy internet w telefonie więc to żaden problem. Szczerze mówiąc to bardziej obstawian ta wersje niż innej kobiety.
Justyna, mężczyźni o wiele gorzej znoszą seksualną abstynencję, wiem to po swoim Mężu
Co prawda, bez problemu wytrzymał okres 6 tygodni po porodzie, ale pod koniec już zaczął odliczać dni
Wiadomo, że kiedy kobieta jest świeżo upieczoną mamą to z tą ochotą na seks różnie bywa. Zresztą w okresie laktacji libido znacznie spada pod wpływem prolaktyny. Jeśli do tego dochodzi zmęczenie to igraszki w ogóle nie wchodzą w grę. Po pierwszym porodzie na początku było mi ciężko pogodzić rolę matki i kochanki, za to po drugim szybko odnalazłam się obu rolach
Mój Mąż mógłby praktycznie codziennie, ale zdaje sobie sprawę z tego, że nie zawsze jest to możliwe ![]()
Jeżeli krępujesz się wprost zainicjować zbliżenie to możesz Go trochę nakręcić SMSami. Napisz Mu w co jesteś ubrana, itp. Myślę, że Jego wyobraźnia bardzo by wtedy zadziałała… Co Ty na to? ![]()
Na mojego męża to chyba nie działa próbowałam tak za radą koleżanki ba nawet wysłałam mu kilka stroi erotyczych z pytaniem czy chciałby mnie w którymś zobaczyć no i jak wybrał to napisałam że może mi kupić taki i go założę. No i z męża strony koniec tematu do domu też nakręcony nie wrócił. Mój mąż nie miał żadnego problemu żeby wytrzymać po porodzie przynajmniej nie okazywał bo my z ciąży też bardzo rzadko się kochalismy bo balismy się i nie czuliśmy komfortowo. Były też kilka razy takie sytuacje przed ciąża że np miesiąc nic tak poprostu no ale przed ciąża to rzadko tak. Teraz norma. Ja nie karmilam piersią więc nie wiem skąd ten brak chęci raczej psychika tu działa. A dodatkowo mąż nie zabiega i koło się zamyka. Codziennie to nigdy nie mieliśmy takich potrzeb
Justyna jeśli tak będzie wyglądało Twoje małżeństwo to jaki sens w to brnąć. Ślub macie pewnie konkordatowy, bo gdyby cywilny po rozwodzie miałabyś czystą kartę. Pisałaś wcześniej, że mąż straszyłby Cię odebraniem dziecka. to nie jest takie proste. Skoro tak mało się nim zajmuje skąd u niego nagle taka inicjatywa? Da łby radę sam wychować, chyba tak Cię tylko straszy.
Adamos dałby radę albo jego mama by pomogła a skąd on bo na złość mi. Wiem że to nie jest proste ale przede wszystkim udowodnił by że pod względem finansowym i mieszkaniowym będzie dziecku lepiej z nim i to racja. A gdyby to nie wystarczyło to wyciągnął by jeszcze wszystko co mogłoby mu pomóc np fakt że chodziłam do psychologa i byłam u psychiatry w związku z lekiem przed porodem. Mój mąż po trupach dojdzie do celu jeśli chce. Czy jest sens w to brnac? Nie mam pojęcia póki co mnie tylko robić coś żeby ratować bo odejść nie mam gdzie
Cześć Justyna, jestem Ola
dziewczyny bardzo się starają Ci pomóc i wiele madrych rad już padło. Dodam cos od siebie. Może się przyda. Sens walki jest dopóki jest o co walczyć. Zastanów się co jest Twoją motywacją… czy walczysz dla siebie i męża i dla waszej miłosci i bliskości czy po prostu żeby nie stracić dziecka? Chcesz żyć ze swym meżem nadal czy się do tego zmuszasz? Nie musisz odpowiadać tutaj na te pytania, sama sobie to przemyśl. Jeśli zmuszasz się do czegokolwiek to choćbyś nie wiem co robiła efekt nie będzie zadowalający. Wspomniałaś o wielu aspektach ale wątpię żeby ktokolwiek tutaj był w stanie Ci pomóc. Temat jest wielowątkowy i kazdy najdrobniejszy szczegół ma ogromne znaczenie. Problemy nie tworzą się nagle ani znikąd, przeciwnie, przez długi czas lubią się gromadzić a skutki czasem widać dopiero po latach. Najgorsze jest że potem jak po nitce do klebka trzeba dojść do źródła. Dlaczego to mówię? Żyje z człowiekiem który jest po terapii, nie chcę tutaj pisać dokładnie, co przeżył bo nie wielkie ma to znaczenie poza tym nie jest to dobre miejsce. Obecnie zdarza sie ze jego mądrość , doswiadczenie przezycia z przeszłosci są terapią dla mnie. Po pierwsze TRZEBA MOWIĆ i TRZEBA SŁUCHAĆ. Jeśli Ci zależy na mężu próbuj nieustannie z nim rozmawiać i słuchaj go zawsze nawet jeśli myślisz ze to co mówi to totalne pierdoły. Jeśli Ci nie zależy to porozmawiaj również o tym co czujesz. Może okaże się że oboje chcecie się rozstać i to będzie dla was zdrowsze, nie zakładaj że zabierze Ci dziecko, może być zupełnie odwrotnie. Skoro mówisz że zajmuje się nim godzinę dziennie to może wcale nie będzie chciał Ci go odbierać. Nie zakładaj że znasz go na tyle ze wiesz co czuje myśli i co zrobi. Czasem jest się z człowiekiem przez pół życia i nagle okazuje się że wcale nie zna się go tak dobrze… Trzymam kciuki
Justyna, jeżeli jest choć cień szansy na uratowanie małżeństwa to zawsze warto o nie zawalczyć. Czasami ludzie zbyt szybko się poddają. Czasem człowiek ma zbolałą duszę i wydaje mu się, że żyje w totalnym potrzasku. Wszystko wydaje się wtedy beznadziejne, przychodzą czarne myśli… Uważam, że przy odrobinie dobrych chęci, zawsze jest wyjście z sytuacji. Wydaje mi się, że macie szansę odbudować wspólne relacje. Musisz przede wszystkim uwierzyć w to, że jesteś wartościową kobietą. Widzę, że Twoja samoocena jest dość niska. Staraj się myśleć o sobie pozytywnie. Słyszałaś o metodzie perswazji? Stań codziennie przed lustrem i powtarzaj: “Jestem bardzo wartościową kobietą”. Powtarzaj to codziennie, dotąd aż w to uwierzysz
Myślę, że opory przed kontaktem intymnym z Mężem tkwią w Twojej głowie. Dopóki nie pokochasz samej siebie, nie będziesz czerpała satysfakcji ze zbliżenia. Musisz być przekonana o własnej wartości ![]()
Justyna, będę trzymać za Was kciuki! Małymi kroczkami dojdziesz do celu ![]()
Dziękuję Wam wszystkim za wypowiedzi i rady☺muszę to wszystko na spokojnie przeanalizować i zastanowić się co jest dla mnie najważniejsze. Myślę że obecnie to powinnam zacząć od swojego stanu psychicznego bo jest kiepski a ciężko o coś walczyć jak na się ochotę schować w szafie i płakać. Moja samoocena z powodu wyglądu zawsze była niska a teraz dodatkowo się obniża bo czuje ze nie radzę sobie z dzieckiem. Inne kobiety mają dwójkę czy nawet trójkę i są cały dzień same niektóre nawet i na noc bo mężowie w delegacji i dają radę a ja nie daje z jednym
Justynka! Nikt nie jest idealny. Daj sobie czas
ja kazdego dnia mam zastrzezenia do siebie… bo inne kobiety maja kilkoro dzieci, zarabiaja, robią kariere, mają idealny lad w domu i ugotowany pyszny obiad i jeszcze ciasto upieczone. Ja za to wiecznie zawalona sterta prania a w domu syf. Też mam problem z samooceną i wygladem. Po ciąży wisi mi fald tluszczowy i mam blizny na całym brzuchu. Do tej pory libido nie wróciło do normy
czasem czuje sie okropnie bo mam wrazenie że taka kobieta nie ma prawa się podobać mężczyźnie, ale nauczyłam się sobie z tym radzić
ilekroć przychodzi mi do głowy że wyglądam okropnie, wtedy myślę że te moje blizny nie są na nic… bo to blizny po urodzeniu mojej córeczki. To ślady które pozostały żeby przypominać mi co w życiu jest na prawdę ważne
- Miłość i poświęcenie. Są gorsze rzeczy niż rozciągnięta skóra i rozstępy. To myślenie mi pomaga ![]()
Ola ma rację. Powinnyśmy być dumne ze swojego ciała bo wydało na świat nowe życie
Nie daj się zwieść pięknym zdjęciom z pierwszych stron gazet, które przedstawiają szczupłe i jędrne Mamy, bo w większości przypadków to zasługa Photoshopa
Pamiętaj, że najważniejsze jest wnętrze człowieka. Początki mojego macierzyństwa też były bardzo trudne. Syn płakał wniebogłosy w dzień i noc. Spokojne wzięcie prysznica to był luksus, nie mogłam nawet spokojnie wyjść za potrzebą. Synek strasznie się ulewał i kilka razy zachłysnął się mlekiem i musiałam Go brać nawet do toalety. Obiad gotowałam na raty albo wcale, w zlewie leżała sterta niepozmywanych naczyń. Czułam się z tym okropnie. Mąż pocieszał mnie żebym nie martwiła się nieugotowanym obiadem, czy nieładem w domu. Powiedział mi, że najważniejszy jest czas poświęcony dziecku. Bywało tak, że Mąż zmywał naczynia, rozwieszał pranie bo ja praktycznie cały dzień leżałam z synem przy piersi. W ciągu dnia miałam dla siebie może ze 2 godziny bo tyle syn spał w ciągu dnia w wózku (bez piersi). Czasem łzy cisnęły mi się do oczu, ale wiedziałam, że z każdym dniem będzie coraz lepiej. Gdy urodziłam drugiego syna, stałam się lepiej zorganizowana, dostałam niesamowitego powera. Nie miałam czasu na refleksje nad własnym życiem.
Justyna, a co masz na myśli, pisząc, że nie radzisz sobie z dzieckiem? Synek jest nakarmiony, przebrany i wykąpany? Bawisz się z Nim? Dziecku naprawdę więcej nie potrzeba
Ważne, że jesteś i Go kochasz
Takie małe dziecko nie zwraca uwagi na to, czy jest posprzątane czy nie, czy ubranka są wyprasowane, czy tylko wyprane. Liczy się Twoja miłość do Niego, dziecko to czuje i jest najszczęśliwsze pod słońcem, bo ma kochającą Mamę. Pomyśl sobie, jakie będziesz miała w przyszłości wsparcie. Myśl pozytywnie ![]()
Blawatkowa odnióse się już tylko do tego co znaczy że sobie nie radzę otóż głównie to że nie mam cierpliwości że potrafię naprawdę nakrzyczeć na synka nawet w sytuacji nieuzasadnionej jak np takiej że nie chce jeść albo że walnie w łyżeczkę i wszystko dookoła brudne wyprowadzaja mnie z równowagi mega takie sytuacje.
A co do ciała to u mnie nie jest kwestia ciąży. Szczerze to po ciąży wyglądam lepiej niż przed ale nigdy nie byłam zadowolona ze swojego ciała
Justyna więc dziewczyny mają rację, wszystko zaczyna się w Twojej głowie. Musisz w końcu uwierzyć w siebie! Przecież jesteś wspaniałą mamą i Twojemu dziecku nic nie brakuje. Ma wszystko co mu potrzeba. Dla swojego dziecka jesteś najlepszą mamą na całym świecie bo chcesz za wszelką cenę dać mu wszystko co możesz. Chcesz mu zapewnić wszystko co najlepsze.
A na kłopoty z mężem musisz faktycznie zacząć od siebie. Spróbuj z lustrem i powtarzaniem sobie tak jak zaproponowały Ci dziewczyny.
A z SMSami do męża spróbuj tak, ubierz się fajnie i zmysłowo w jakąś pociągającą bieliznę, zrób sobie zdjęcie a nie samej bielizny i wtedy wyślij mężowi z jakimś romantycznym pobudzającym wyobraźnie tekstem. Może wtedy zadziała.
Justyna a może zrób odwrotnie, całkowicie ignoruj męża i nie odzywaj się do niego. Ciekawe kiedy się zorientuje:)
Adamos, też to proponowałam, kilka postów wyżej. Uważam, że warto spróbować, ale decyzja należy do Justyny.
Ta strategie stosowałam wiele razy np po kłótni ale mój mąż chwilę też milczy a potem udaje ze nic się nie stało i zachowuje się całkowicie normalnie. Nawet nie wiecie jak mnie to po kłótniach denerwuje