Justyna, już nie wiem co mam Ci doradzić bo za każdym razem koło się zamyka… Twój Mąż ma trudny charakter, ale nie wierzę, że nie ma rzeczy, która by na Niego nie podziałała. Może z wiekiem stanie się bardziej odpowiedzialny…
Na pewno nie poddawaj się i zrób coś dla siebie i dla dziecka. Nie patrz na męża. Nie patrz na to ile macie kasy że może coś zabraknie. Z Warszawy są często tanie połączenia autobusami do innych miast. jest to koszt od 1-7zł nawet. zadzwoń i popytaj gdzie i za ile. wyjedz z dzieckiem i tam poszukaj sobie noclegu na 3-4 dni. Odpocznij od męża. Jak zatęskni to sam po was przyjedzie.
Justyna czy twój mąż przed ślubem był taki sam jak teraz? Bo niemożliwe, że zmienił się o 360 stopni. Coś w nim dostrzegłaś, że postanowiłaś zostać jego żoną:)
Uff przeczytałam zaległe posty. Justyna, jak czytam o Twoim mężu to mi się nóż w kieszeni otwiera! Nawet już nie wiem co doradzić, dziewczyny przedstawiły chyba wszystkie możliwe opcje. Ale przyszło mi na myśl dokładnie to samo pytanie co adamos. Czy on przed ślubem też taki był? Od kiedy się zmienił? A mieszkaliście trochę razem przed ślubem, jeśli mogę zapytać?
Monika, mi się wydaje, że w tej sytuacji to mąż Justyny będzie obojętny na taki wyjazd i nic sobie nie przemyśli. Jedynie dla Justyny byłby to odpoczynek na pewno.
Może to głupie i nie chciałabym, żeby to zostało źle zrozumiane, ale może on kogoś ma?
Przed ślubem było tak samo jeśli chodzi o obowiązki tyle tylko że ja inaczej na to patrzyłam też pracowałam nie mieliśmm dziecka przez co miałam mniej obowiązków wracałam często późnym popołudniem obiad gotowajam na drugi dzień ale np rzadziej sprzątająm bo nie było potrzeby jak nie było nas w domu. Ale np mąż wracał dużo wcześniej niż ja i też nie mogłam liczyć na to że zrobi obiad. Poza tym mieliśmy więcej kasy wiadomo oboje pracowaliśmy nie było wydatków na dziecko tak więc było nas częściej stać żeby zjeść na mieście czy coś zamówić. Teraz i jak muszę ugotować chociaż dla synka. Emocjonalnie byliśmy bliżej może pozornie bo poprostu inaczej spedycjipmw czas dużo wychodzilismy i praktycznie nigdy sami dość bujne życie towarzyskie prowadziliśmy zazwyczaj zakrapiame alkoholem. Wiadomo po urodzeniu dziecka zmienić się całe życie i jest dużo więcej obowiązków. No i zaczęły się problemy. Rozmów nigdy nie było:-( a przed ślubem mieszkaliśmy ze sobą 2.5roku więc sporo.
Pani mamusiu twój komentarz jest na miejscu bo to się nasuwa samo. Też od dłuższego czasu się nad tym zastanawiam. Ale powiem tak nic nie znalazłam niczym się nie podkłada a sprawdzam regularnie więc albo się dobrze kryje albo nie ma
Justyna, my z Mężem jesteśmy już razem 6 lat, a małżeństwem prawie 4 lata. Przed ślubem często razem wyjeżdżaliśmy, lubiliśmy się stołować w różnych restauracjach, szaleliśmy na zakupach. Odkąd pojawił się nasz syn, nasze życie zmieniło się o 360 stopni
Mam nadzieję, że Twój Mąż nie prowadzi podwójnego życia i trzymam kciuki żeby Wam się ułożyło. A co zrobiłabyś gdyby jednak było inaczej? Czy potrafiłabyś wybaczyć zdradę?
Bławatkowa zadałaś trudne pytanie…czasem niektóre mamy dla dobra dzieci (przynajmniej tak im się wydaje, że dla dobra) nadal są ze swoim partnerem mimo zdrady.
Ja bym nie mogla byc z.partnerem tylko ze wzgledu na dziecko. Fakt nie zabranialabym mu widywac sie z dzieckiem itd bo wojna nic nie da a dziecko cierpi ale ja bym nie mogla.sie meczyc w.fikcyjnym zwiazku.
Napewno bym nie wybaczyla ale w obecniej sytuacji nie wiem czy bym odeszła bo gdzie? Chyba tylko do domu samotnej matki o ile by mnie przyjęli. Dodatkowo ja boję się rozstać z mężem bo wiem że będzie mi wtedy chciał zabrać dziecko i zrobi wszystko żeby udowodnić że z nim mu będzie lepiej. A karta przetargowa przede wszystkim była by kasa mieszkanie itd
My dzisiaj mamy rocznicę poznania się i mój mąż zapominalski wczoraj zabrał mnie na zakupy i kupił nową torebkę:) fiu fiu zaskoczył mnie, ale powiedział, że woli kupić wcześniej bo może zapomnieć(przez 1 dzień). I za to GO kocham:)
Ja tak samo jak Pamela nie byłabym z drugą osobą będąc w takiej sytuacji jak Ty. Musisz spróbować zacząć żyć na własny rachunek. Spróbuj jednak poszukać pracy. Pójdziesz do pracy to oboje będziecie pracować. Dziecko dacie do żłobka. Obowiązki inaczej się między Was rozłożą. Albo się poprawi albo będziesz mogła spróbować się wyprowadzić. Pomyśl nawet o przeprowadzce do innego miasta gdzie koszty są niższe wtedy. A póki co żyj z tego co mąż zarabia i nie żałuj sobie użytku tych pieniędzy. Wydawaj i mów że tym sobie wynagradzasz to że on nie ma dla was czasu na rozmowę, na czułości. Im dłużej będziesz siedziała w tym związku tym będzie Ci gorzej odejść. A jak dziecko dorośnie to się i tak rozstaniecie, albo on sobie kogoś znajdzie i Cie zostawi.
Mam wrażenie że niedokładnie czytacie to co pisze. Musiałabym pracować na dwóch etatach plus jakieś korepetycje np albo odbieranie dzieci ze szkoły żeby utrzymać się z dzieckiem wynajmując mieszkanie. A co wtedy z dzieckiem? Opuszczone przez rodziców? Poza tym mąż by mi wtedy na bank je próbował zabrać jako że nie spędzam z nim czasu itd. Wiem jedno jeśli się rozstaniemy będzie okropna bezwzględna walka o dziecko. A ja zniose wszystko ale gdyby sąd uznał że moje dziecko ma mieszkać z mężem to popełniła bym samobójstwo i to na sto procent nie wyobrażam sobie tego i jest to dla mnie najgorsze na świecie.
Jest druga kwestia. Mój mąż póki co pracuje bez umowy więc nic mi nie da jeśli nie będzie chciał dobrowolnie alimentów też nie ściągnę. Na żłobek nie będzie chciał to nie da grosza powie radz sobie a jak sobie nie radzisz tym lepiej dziecko będzie ze mną. Mój mąż nie chce ogólnjd żeby synek poszedł do żłobka więc póki jesteśmy razem i jeśli znajdę pracę to tylko opiekunka wchodzi w grę. Ale gdyby była sytuacja ze legalne zatrudnienie mu potrzebne jako karta przetargowa to zero problemu wykombinuje. On naprawdę wykombintjd praktycznie wszystko jeśli ma w tym cel.
To jest moja wina bo stałam się niewolnica własnego życia. Źle wybrałam zawód bo mogłam wybrać dużo lepiej płatny i nie było by problemu no i źle wybrałam męża a teraz mam gigantyczny problem bo jestem w pułapce.
Justynko, czytam Twoje wpisy i masz naprawdę nieciekawą sytuację. Ja z mężem jestem od 19 lat i też różnie bywa między nami. Zdarzały się sytuacje, że oddałam Mu obrączkę, padły też słowa o rozwodzie. Ale jakoś zawsze dochodziliśmy do porozumienia i to głównie zasługa męża. Mi nie byłoby łatwo odejść, bo mam 3 dzieci, najstarsza ma tu dobrą szkołę, której za nic by nie zmieniła, a poza tym, gdzie miałabym się podziać? Mieszkania mąż by nie opuścił, a ja nie mam na kogo liczyć. Najwięcej kłótni między nami pojwaiło się niedawno, po urodzeniu najmłodszej. Tak naprawdę nie byliśmy chyba gotowi na przyjęcie kolejnego dziecka. Przerosły nas problemy, obowiązki i wzajemne rozgoryczenie odbijaliśmy na sobie. W kryzysowej sytuacji zawsze uświadamiałam sobie, że pomimo wszystko kocham Męża i nie wyobrażam sobie życia bez Niego. Staram się zawsze wtedy przypominać sobie szczęśliwe chwile, to co było między nami dobre.
Myślę, że powinnaś najpierw zadać sobie pytanie, czy Go kochasz, a potem zadać Jemu pytanie, czy On kocha Ciebie. Jeżeli nic nie odpowie, to będziesz miała jasność. Ale jeżeli obydwoje kochacie się wzajemnie, to próbuj ratować Wasz związek. Stanowczo powiedz, że chcesz porozmawiać o ratowaniu Waszego małżeństwa. Jeżeli będzie Mu zależało, to podejmie temat.
Jeżeli jednak nic z tego nie wyjdzie, to na początek spróbuj poszukać kogoś do pomocy przy małym. Być może w okolicy mieszka jakaś samotna starsza pani, która chętnie zajęłaby się maluszkiem w zamian za pomoc przy sprzątaniu lub zakupach, albo za niewielką opłatą? Popytaj znajomych może znają taką osobę. Dobrze by było żebyś znalazła koleżankę, która ma dziecko w podobnym wieku (np. na placu zabaw) - mogłybyście rozmawiać o kłopotach z maluchami i wzajemnie sobie pomagać (np. jedna zostaje z dziećmi, a druga załatwia swoje sprawy,). Jeżeli znajdziesz osoby, którym będziesz mogła zostawiać małego pod opieką, to zacznij szukać pracy, bo dobrze by było, żebyś miała jakieś swoje dochody (w razie czego). Jeżeli dobrze pamiętam, to możesz pracować w szkole? A jeżeli tak, to może na początek udałoby się na pół etatu - to niewiele godzin i opiekunka dla małego nie wyszłaby drogo. Wymagałoby to czasu, ale może pewnego dnia udałoby Ci się “stanąć na własnych nogach”, uniezależnić się od męża. Jeżeli nie będzie chciał nic zmienić w Waszym związku, to traktuj Go jak powietrze, nic nie mów, o nic nie proś, jak będzie coś mówił to nie odpowiadaj, zostawiaj na stole listę z potrzebnymi zakupami, itp. Wiem, że takie zachowanie jest dziecinne, ale zobacz czy przynosi jakiś skutek.
Masz rację Agnieszko. Kocham męża ale tyle się ostatnio dzieje złego i jesteśmy tak daleko od siebie jest tyle złości że czasem wydaje mi się że bardziej go nienawidzę niż kocham. Dodatkowo czuje się przytłoczona problemami małżeńskimg i macierzyńskimi no bo wydaje mi się że poniosłam porażkę tak kierując swoim życiem. Czy mąż mnie kocha? Mówi że tak ale szczerze nie czuje się kochana.nie na też między nami tej iskry nie wiem jak to wytłumaczyć. Kiedyś jak zakładająm sukienkę czy obcasy albo nie wiem chodziłam chwilę w bieliźnie to mąż na mnie patrzył z uznaniem aprobata czasem pożądaniem. A teraz zdecydowanie tego brakuje mimo że dbam o siebie tak samo
To przeczytajcie sobie teraz historie mojego brata swieza jest bo stalo to sie zaldwie przedwczoraj.
To tak moj brat bedac w wojsku 9 lat temu w Żaganiu poznal dziewczyne zaszla w ciaze slub itd. No niby sie kochali itd. Potem ona zaszla w druga ciaze i dzieci ciagle wspominaly jakiegos wujka Zenka brat byl na misji w Afganistanie jak wrocil dowiedzial sie o zdradzie swojej zonki zlozyl pozew itd ale sedzina zarzadzila separacje na wzglad na dzieci. Brat jej wybaczyl bo kocha dzieci mimo iz to drugie prawdopodobnie nie jest jego. Po paru latach urodzil sie 3 synek i pytanie czy jego bo rozne opinie chodzily a podobny jest do tego drugiego co niby jest owocem zdrady no ale brat mowi ze od malego wychowuje i nie jest w stanie ich porzucic bo jich kocha . a jak ten ostatni sie urodzil to zas w szpitalu odwiedzil go rzekomo juz ojciec jak to powiedzialy polozne…Ale brat ciagle byl z nimi. 3 mies temu przytrafila sie dla mojego brata tragedia. Po przyjezdzie z poligonu dostal zapalenia pluc a powiklania mial takie ze stracil czucie od pasa w dol. Lezy juz 3 miesiac w szpitalu zalamany ze nie moze chodzic a ta k***a bo inaczej jej nie mozna nazwac 2 dni temu spakowala wszystkie rzeczy i sie wyprowadzila do tego Zenka jakiegos wykorzystujac to ze moj brat lezy przykuty do lozka zabrala wszystko co moj brat kupil bo ona nigdy nie pracowala i co teraz moj brat ma zrobic? Zalamal sie tak chlopak jaka ma wole do rehabilitacji itd. ? On tak sie poswiecil a ona mu takie swinstwo zrobila ahm…
Oj ludzie są czasem okropni. W ogóle nie myślą o uczuciach drugiej osoby i tylko je wykorzystują.
Dokładnie, brat mógł ją dawno zostawić a nie dawać jej szansę:( Chciał dobrze, a cierpi:(
Pamela, Twój brat to dobry człowiek, skoro opiekowała się dziećmi, mimo, że mogły nie być Jego. Szkoda, że przytrafiło mu się takie nieszczęście. Być może znajdzie jeszcze sens życia i spotka osobę, która go naprawdę pokocha. A ta PANI? Kiedyś los się na pewno od niej odwróci, nie buduje się życia na nieszczęściu innych.
Justynko, skoro Wasze małżeństwo ma jeszcze szansę, to spróbuj z tym ignorowaniem męża, udawaj, że Go nie zauważasz, że świetnie sobie radzisz bez Niego. Postaraj się nie pokazywać negatywnych emocji, wręcz przeciwnie - bądź uśmiechnięta i zadowolona, opiekuj się maluchem jakby to była jedyna rzecz, która przynosi Ci szczęście (choćby nie wiem co). Wychodź z domu z małym, nie mówiąc gdzie, ani kiedy wrócisz (zwłaszcza w weekendy jak mąż jest w domu). Być może mąż zacznie się zastanawiać, co Cię odmieniło, zacznie Cię zauważać.
Później dzieci patrzą na to co robią rodzice i bardzo często później w ich rodzinach pojawiają się takie same sytuację. Powinniśmy dbać o siebie i się szanować. Dążyć do kompromisu, nie dawać dzieciom powodu do zamartwiania się co będzie z ich domem.
Pamela kobiety czasem są bardziej okrutne niż mężczyźni. Nie wiem jak tak można naprawdę. Mi się nie układa ale nie wyobrażam sobie zdradzić męża albo szukać sobie innego który będzie chciałg mnie i dziecko. (takie rady słyszałam od kilku koleżanek). Nie potrafiła bym tak poprostu szukać sobie innego. A gdyby się zdarzylo że bym pokochała kogoś innego bo może się tak zdarzyć zwłaszcza w kryzysie gdy dostanie się od kogog to czego nam brakuje to od razu odeszła bym od męża. Nie umiała bym prowadzić podwójnego życia dla mnie to obrzydliwe moralnie fizycznie i emocjonalnie. Poza tym wyrzuty sumienia mnie by zjadły bo niezależnie od wszystkiego uważam że ludzie zasługują na prawdę.
Moniko co do tego co napisałaś. Właśnie tego się boję bo choćbym kochają synka nad życie poświęcają mu dużo czasu okazywała uczucia na każdym kroku i Zaspajajaja potrzebę bliskości to i tak nie nauczę go kochać i okazywac uczucia sama. Nie nauczy się tego jeśli nie będzie miał przykładu leśni k nas u rodziców nie będzie widział okazywania uczuć czułości drobnych gestów. A u nas tego brak