Rocznica ślubu

Tak z tymi klotniami a szczegolnie jak sie jest w ciazy to masakra. Ja ostatnio tak sie na mojego pogniewalam.ze wzielam.torbe z ciuchami a ze mialam spakowana do szpitala i chcialam wyjsc z domu . Moniko.moze jakies wyjscie do restauracji kino itd. Tak spontanicznie i na spokojnie:)

Oj nie. Ja nie dam rady iść do kina żeby wysiedzieć tam. A odkąd jestem w ciąży to nie jem nic na mieście, tylko dania robione w domu, bo nie wiele jem produktów a poza tym nie wiem na co się trafi w jedzeniu.

Zawsze zostaje jakiś romantyczny spacer lub pilnik z jedzonkiem z domu:-) ja jadłam na mieście unikająm tylko fast foodow ale jak miałam ochotę to też zjadłam. Ale z kinem to racja byłam w ciąży na pingwinach z Madagaskaru i myślałam że nie wysiedzd do końca

Myślę, że jesli nie chcesz zjesc na mieście to najleppszym rozwiazaniem będzie właśnie romantyczny spacer zakończony kolacją przy świecach. Pooglądajcie film z wesela i cieszcie się sobą, wspominając dzień wesela. :slight_smile:

My z Mężem nie wiedzieliśmy co to są kłótnie, dopóki nie zostaliśmy rodzicami. Często wytykałam Mężowi, że za dużo czasu poświęca swoim pasjom motoryzacyjnym. A On bez swojego warsztatu czuje się jak ryba bez wody. W sobotę mieliśmy rodzinnego grilla. Przyjechał brat Męża, który jest kawalerem i drugi brat z żoną i dziećmi. Oczywiście Mąż zakomunikował mi, że musi coś podłubać w kanale przy samochodzie kumpla i postara się do nas dołączyć jak skończy. Jak ja mogłam się wtedy zdenerwować! Przeprowadziłam z Nim rozmowę na osobności, powiedziałam Mu, że niepoważnie traktuje gości. Kilka razy zdarzyło się tak, że praca pochłonęła Go tak bardzo, że nie udało Mu się do nas dołączyć. Tym razem powiedziałam “DOŚĆ!” Na szczęście Mąż przyznał mi rację i powiedział, że samochód skończy naprawiać w poniedziałek.
Przy okazji sobotni grill o mały włos nie doprowadził mnie do zawału serca! Synek bawił się piłką obok garażu, a ja zamieniłam ze szwagierką dosłownie kilka zdań. Kiedy się obejrzałam synka już nie było. Byłam przekonana, że Mąż, który był wtedy zajęty rozmową z bratem, zerka na synka. Niestety Mąż liczył na to, że ja panuję nad sytuacją. Po chwili zapytałam: “Gdzie jest Franek?”. A kiedy Mąż odpowiedział, że nie wie to po prostu zamarłam ze strachu. Wpadłam w niesamowitą panikę. Przeszukałam garaż, dom, podwórko, ogród, sad… Mąż w mgnieniu oka wsiadł na rower, cała rodzina poszukiwała naszego synka. A ja cała się trzęsłam… Zadzwoniłam do mojej Mamy, bo mieszka niedaleko i pomyślałam, że mógł do Niej pójść… Za 2 minuty rodzice byli już u mnie cali przerażeni… Nagle patrzę a szwagier niesie synka całego i zdrowego! Boże, poczułam taką ulgę, jakiej nigdy nie czułam w całym swoim życiu. Nagle zobaczyłam, jakie ja mam szczęście… Przerażenie zmieszało się z radością. Oszołomiona całą sytuacją rzuciłam się z synkiem w ramiona Męża. Wszystko nie trwało nawet 10 minut. W tym strasznym dla nas czasie bardziej doceniliśmy to co mamy. Gdyby nie młoda dziewczyna, która akurat przechodziła tamtą drogą, to nie wiem jak skończyłaby się ta historia. Jestem przekonana, że Pan Bóg nad nami czuwał…

Justyna8907, życzę Ci aby nad Waszą rodziną wreszcie zaświeciło słońce i kryzys szybko minął :slight_smile:

Jeszcze zobaczymy w jaki sposób uda się poswietowac i czy wogole się uda. Dużo zależy jak będę się czuła.

Bławatkowa to najadłaś się strachu. Dobrze, że wszystko się skończyło pomyślnie.

No niestety przy dzieciakach to trzeba mieć oczy do okola głowy a faceci z reguły nie zwracają uwagi sobie takimi pierdołami przecież mamy od tego są (ich zdaniem)
W moim małżeństwie też się zdarzają słabsze dni jak u każdego drażni mnie kiedy mój facet zamiast poświęcać czas mnie i małej zajmuje się czymś innym np gra na komputerze (jak małe dziecko a nie dorosły chłop) często mamy o to spiny a on biedulek nigdy nie rozumie o co mi chodzi … Ale z drugiej strony wiem że ja tez nie kiedy przesadzam jestem poddenerwowana i się na nim wyładowuje ale kobitki litości ile można

Tak dziewczyny ale wszystkie kłótnie o których mówicie są normalne my przed dzieckiem też takie mieliśmy. Po urodzeniu synka nie kłócilismy się praktycznie w ogóle na samym początku były dwie kłótnie a potem cały rok cisza co wcale nie oznacza że było super i że się układało. Teraz to zupełnie inna bajka kłótnie są o wszystko bo mąż wyprowadza mnie z równowagi z resztą ostatnio to wszystko mnie wyprowadza i mam poważny problem ze zdrowiem i równowaga psychiczną. Ale mąż jak zwykle żadnego problemu nie widzi rozmów nie ma a jak już to półsłówka a na drugi dzień udaje ze nic się nie stało a ja nakręcam się jeszcze bardziej bo jeśli mówię mu ze nie jestem szczęśliwa i gdybym wiedziała że tak będzie to zastanowiła bym się nad ślubem i dzieckiem to dla mnie się stało i jest daleko od w porządku

Czasem trzeba dać sobie trochę czasu, chwilę odczekać. No i spróbować pierwszym wyciągnąć rękę, spróbować szczerze porozmawiać chociaż wiem że to jest trudne.

Wiecie w czym jest problem ze jakby mówić do ściany. Przez kilka ostatnich dni padło wiele słów z mojej strony w kierunku męża wiele przykrych i nie miłych słów ale ich nie żałuję bo są prawdziwe i jeszcze mogłabym kilka dorzucić. Długo to w sobie dusilam i w końcu musiało znaleźć ujscie i mimo tych wszystkich słów mąż udaje ze nic się nie wydarzyło nie stało wszystko jest w porządku a mnie szlak trafia. A w rocznicę ślubu kupić mi bransoletkę i wręczył z uśmiechem i słowami “za te dwa lata nieszczęścia”.jego to chyba bawi

Ciężko jest czasem. Ja to na zaraz w pierwszym tygodniu zaraz od pierwszego dnia się z mężem klocilam. Nawet sobie nie wyobrażasz. Nie mogłam spać tylko myślałam o tym co zrobiłam i po co był mi ten ślub. Mąż mnie wogole nie rozumiał a przez ten tydzień właśnie mieszkaliśmy u niego. Jak tylko poszliśmy spać do naszego pokoju gdzie teraz mieszkamy to od razu wszystko było w porządku. Tam byłam pod presją jego mamy, nic sobie nie mogłam zrobić jeść, pić. Tzn mogłam ale ona mi nie pozwalała bo ona chciała robić wszystko. Jedzenia z wesela nawiozlam to nawet nie mogłam go zjeść bo ona rządziła co można jeść. Tzn weselne jedzenie rozdala po gościach że swojej strony a w domu byl bigos co zrobiła. Jak na stole było jedzenie którego nie jem i poszłam do kuchni żeby wyciągnąć z lodówki jedzenie jakie przywiezlismy to zaraz za mną poleciała że nie mogę bo jedzenie jest na stole wystawione.

Ciężko żyć z osoba zamkniętą w sobie. Justyna może nadejdzie ten dzień, kiedy mąż wybuchnie, otworzy się, bo na pewno przeżywa tylko gryzie to w sobie. I kiedyś pęknie.

W każdym jednym związku są kłótnie, ale niestety nikt mi nie wmówi, że kłótnie codziennie są dobre, bo tak nie jest. Przy codziennych kłótniach i awanturach normalny związek małymi krokami przeradza się w związek toksyczny. Dlatego, jeśli nie chcemy doprowadzić do upadku związku musimy coś z tym zrobić. Oczywiście samotne starania nam nic nie dają. Co z tego np my się będziemy starać, jak nasz mąż/partner będzie to olewał albo na odwrót… Duszenie w sobie emocji też nie jest dobre, bo kumulujemy w sobie emocje, które właśnie… w końcu muszą znaleźć ujście. I w końcu wybuchamy - wrzeszczymy, krzyczymy, płaczemy, czujemy się źle. Bo wcześniej się np nie porozmawiało, tylko strzeliło focha jednego, drugiego, dziesiątego, które się namnażają i z każdym dniem są coraz “groźniejsze”… Dlatego tak ważna jest rozmowa, szczera rozmowa. Wiecie czego nauczył mnie mój mąż? Właśnie rozmowy i rozwiązywanie problemów i moich fochów poprzez rozmowę. Zawsze tłumaczył mi, że on jest tylko facetem i on nie jest stanie się domyślić, za co się obraziłam i mam mu mówić co mnie zdenerwowalo, a co za tym idzie problem zawsze zostaje rozwiązany.

Przykro mi Justyna, że twoja rocznica ślubu nie wypaliła :frowning: Postaraj się z mężem więcej rozmawiać, a za rok przepis powinien się przydać! :slight_smile:

Justyna a mieszkacie sami czy z rodzicami? Jeśli sami to może weź się spakuj i pojedź na tydzień do rodziców, albo do jakiejś rodziny. Zabierz dziecko ze sobą i zrób sobie chwilę odpoczynku - wakacji. Odpocznij od tego co jest w domu. Może mąż zobaczy że jak Cie nie ma w domu i musi sam posprzątać, zrobić jeść to bardziej doceni i zobaczy że mu Ciebie brakuje.

Wiele razy o tym myślałam problem z tym że nie mam gdzie jechać nie mam takiej osoby. Rodzice mieszkają w kawalerce i mam z nimi średni kontakt

Jeśli w związku nie ma rozmowy to ludzie oddalają się od siebie. A im dłużej jest taka sytuacja tym gorzej. Z biegiem czasu ciężko wrócić do rozmowy tym bardziej, że być może nawet nie będziemy pamiętać od czego to właściwie się zaczęło.
Kłótnia raz na jakiś czas oczyszcza atmosferę ale częsta niszczy związek.

Justyna Twoja sytuacja bardzo przypomina mi sytuację mojej cioci. Ciocia jest z wujkiem już kupę lat po ślubie. Wujek też nigdy nie potrafił z nią rozmawiać, był zamkniętą w sobie osobą i jak się do niego mówiło to on nie odpowiadał. Nawet ciężko było im się pokłócić bo wujek nie reagował. Nie rozmawiali ze sobą żyli razem ale jakby osobno. I wiesz co? Teraz żyją dosłownie razem ale osobno. W domu mijają się bez słowa jakby się nie widzieli, każde z nich żyje własnym życiem, wujek nic nie mówi cioci a ciocia wujkowi, gdzie idą po co itd. dzieci już mają duże i nawet o dzieciach już nie rozmawiają.
Wszystko zaczęło się od braku rozmowy i porozumienia. Justyna ja nie chce Cię straszyć,ale szukaj dialogu ze swoim mężem, spróbuj porozmawiać, zmusić go do jakiejkolwiek reakcji żeby nie było za późno.

Kasiu czasem mam wrażenie że już jest za późno bo niewiele brakuje żebyśmy żyli jak twoja ciocia z wujkiem tyle że mymamy małe dziecko i ono puki co nas łączy. Ja dobrze wiem jakie są konsekwencje no ale co mam zrobić ściany nie zmusisz żeby odpowiedźpaja. Ile można walczyć? Ani spokojem ani awantura ani krzykiem ani słowem pisanem niczym nie da się dotrzeć wszystko pozostałe bez odzewu:-( ostatnio naprawdę zrobiłam mnóstwo awantur każdego by ruszyło po tym co mówiłam. Jasno powiedziałam że nie jestem szczęśliwa czego brakuje itd i co? Cisza zero odzewu

Justyna jeśli jest tak źle między wami to nie patrz tylko na to że macie małe dziecko i musisz tak żyć. Pokaż mężowi że jesteś coś warta że masz też swoje życie. Weź się umaluj, ubierz i wyjdź z domu z koleżanką, przyjaciółka. Powiedz mężowi dzień wcześniej że na następny dzień potrzebujesz wyjść i dziecko musi zostać pod jego opieka. Zostaw go na trochę z dzieckiem i niech zobaczy że to jest obowiązek i nie możesz tylko Ty sama się opiekować dzieckiem. Też potrzebujesz czasu dla siebie. A idź w tym czasie na zakupy, pizze albo po prostu zrób coś dla siebie.

Justyna8907, z tego co pamiętam to masz siostrę… A czy Ona nie może Ci jakoś pomóc? A czy masz ewentualnie jakąś przyjaciółkę, która mogłaby Was przenocować z synkiem? Myślę, że rozłąka dobrze by Wam zrobiła, nabralibyście do tego wszystkiego dystansu. Kłótnie i awantury nie rozwiążą Waszych problemów, a wręcz je pogłębią…