Rehabilitacja metodą Bobath

Drogie mamy,
moja córka jest rehabilitowana metodą Bobath - jak wiadomo polega ona rehabilitacje poprzez zabawę. My na swojej rehabilitacji korzystamy z wałków jak i piłki i takich kuleczek z kolcami, są też zabawki z FP które swoimi kolorami skupiają wzrok i zainteresowanie dziecka. Chciałabym swojej córce kupić trochę sprzętu rehabilitacyjnego do domu i nie wiem czy zdecydować się na ten specjalistyczny czy rozejrzeć się za jakimiś zabawkami pobudzającymi zmysły dziecka? Mamy, które rehabilitują swoje dziecko tą właśnie metodą co mi radzą?

Ja rehabilituję synka zarówno metodą Vojty jak i Bobath, ale nie kupowałam specjalnie żadnych pomocy do ćwiczeń tylko bazuję na tych które mam w domu. Tak naprawdę w tej metodzie chodzi o to aby pobudzać dziecko do wykonywania ćwiczeń poprzez zabawę i tak też robimy. Napiszę CI co u nas się sprawdziło :

  • szeleszcząca książeczka - synek bardzo intensywnie ruszał paluszkami aby szeleściła i to pozwoliło mu na otwarcie zaciśniętych do tej pory piąstek
  • lekkie grzechotki, piszczałki które może przekładać z rączki do rączki, a najlepiej aby miały jakieś wszyte tasiemki za które może złapać i które próbuje urwać - bardzo ćwiczy paluszki
  • niezastąpiona mata edukacyjna na której wieszam różne zabawki tak aby pobudzać go do sięgania po nie
  • materac lub karimata na której ćwiczymy codziennie np. obroty,
  • poduszka klin , bardzo pomocna w ćwiczeniach mięśni ramion ( mamy teraz ćwiczenie które pomaga synkowi w nauce raczkowania)
    *skarpetki z zabawkami ( ja osobiście nie mam ale wiem że są pomocne przy ćwiczeniach nóg)
  • ja zamiast ćwiczeń na piłce , sadzam synka na kolanach tyłem do siebie i swoimi nogami wykonuję ruch tak aby synek musiał balansować swoim ciałem tak aby utrzymać pion

Nie wiem co jeszcze napisać ponieważ ja już wszystko robię z automatu:)
Bardzo ważne aby dziecko miało zawsze luźne, wygodne ciuszki takie które nie krępują jego ruchów. Ja dodatkowo aby zmniejszyć napięcie u synka noszę go zawsze plecami do siebie i staram się aby jego noga lub nogi były podkurczone, podniesione , aby nie napinał się. Bardzo często ćwiczę z nim rowerek, unoszenie rączek, klaskanie, liczenie paluszków,wiosłowanie itd ale to już zapewne sama wiesz jak ćwiczyć.

Bardzo mi pomogłaś swoją wypowiedzią :slight_smile: Też noszę córkę przodem do “świata” ale nie podkurczałam jej nóżek, od jutra zaczynam to praktykować. Z maty i powieszonych zabawek (to w zasadzie też zaczerpnięte od Ciebie, gdyż w którymś poście już o tym pisałaś:) córka nad wyraz mocno korzysta uruchamiając swoje wszystkie bodźce. Muszę zwrócić uwagę na ubranka, by nie krępowały ruchów, na zajęciach ćwiczy w bodziaku, a w domu ma zawsze pełny strój, choć zdarza mi się z nią ćwiczyć przed kąpielą gdzie już rozbieram ją do body. Z lekkich grzechotek korzystamy, w zasadzie ma jedną ulubioną która jest pełna śliny :slight_smile: Piłkę mam w domu, lecz nie jest odpowiednio napompowana (jutro się za to wezmę:). Poduszka kim niewiele mi mówi…?

Przepraszam za błąd- chodziło mi o poduszkę klin.
A czy Twoja córka ma też wzmożone napięcie?
Nóżki się podkurcza aby zlikwidować to nienaturalne napięcie , tak samo jest dobrze np. położyć dziecko na przewijaku podnieść lekko i podkurczyć nóżki i bawić się z nim w ten sposób, mówić mu coś , moja rehabilitantka mówiła że jak mama ma wymalowane paznokcie to można podtrzymywać mu nóżki pokazując paznokcie. Ja podkurczam nóżki i całuję stópki, kładę jago stopy na ramionach itd. Chodzi o to aby przełamać to napięcie , bo jak nosisz go i nogi ma sztywno na dole to nic to nie daje a tak to możesz swobodnie powodować że dziecko ma więcej ruchu. Ja nawet zauważyłam że odkąd tak noszę to jest bardziej elastyczny i nawet podczas zasypiania podnosi nóżki wykopując kołderkę. Co do ubrań , ja ćwiczę metodą Vojty więc mój synek ćwiczy nago , ale w domu zakładam mu wygodne spodenki lub rajtuzki i zwróć uwagę aby np, podczas noszenia, podkurczania nóżek był jeszcze luz ( aby dziecko nie zginało stopy lub palców), tym bardziej że jak podkurczasz mu nóżki to ciuszki mają tendencję do podnoszenia się.

Córka rehabilitowana jest z racji tego, że jest wcześniakiem, lecz napięcie mięśniowe również u niej występuje. Od pasa w dół jest napięta jak struna z kolei od pasa w górę wiotka. Dziś ćwiczyłyśmy wieczorową porą w samych bodach od razu widać jak duża jest swoboda ruchów niczym nie ograniczona :slight_smile: Z paznokciami jutro przetestuję.
Moja córka uwielbia też rączkami dotykać mojej buzi…jak i chwytać za włosy :)to też było zalecenie rehabilitant, by jej dłonie nie były cały czas zaciśnięte,

Moja starsza córka rehabilitowana była najpierw Voytą, a potem NDT Bobath. Ta druga metoda bardziej przypominała zabawę, dzięki czemu córka łatwiej znosiła sam proces rehabilitacji.

Postanowiłam poruszyć temat w tym wątku, by niepotrzebnie nie poruszać nowego…W przybliżeniu od 3ms wieku dojrzałego a miesiąca korygowanego chodzę z córką na rehabilitację metodą bobath. W zasadzie do tego czasu przeszliśmy już przez 5rehabilitantów, ale od marca jest to już stały skład dwóch babeczek, które zajmują się moją córką. Tak jak na początku była to rehabilitacja mająca na celu wyeliminowanie wad postawy tj. asymetrię, skracanie boku oraz zwalczenie niechęci do leżenia na brzuchu, tak teraz jest to w dużej mierze zagłębianie tajników rozwojowych. I panie rehabilitantki uparcie skupiają się na tym by córka raczkowała, choć wg mnie ona bardziej garnie się do wstawania. W czym jest problem? Córka więcej odczuwam, jest coraz mądrzejsza…i takie na siłę ustawianie jej w pozycji do raczkowania dość mocno ją irytuje, złości…i powoduje silny płacz. Jaki jest cel by dziecko prze 50min nieustannie płakało, spinało się, złościło…i patrzyło na mnie błagalnym wzrokiem. Rozmawiałam z neurologiem o tym…co wnosi rehabilitacja w nasze życie na tym etapie, neurolog starej daty nie popiera w ogóle metody bobatha…który jest dość książkowy i skupia się na każdym etapie, a wiadomo, że nie każde dziecko raczkuje…Na rozwianie moich wątpliwości dostałam kolejne skierowanie do innej poradni rehabilitacyjnej…z której zapewne nie skorzystam…ale jestem w rozsypce gdyż nie wiem co dalej robić z rehabilitacją…

U nas tez wprowadzona byla metoda bobaty i vojty, ale z racji tego ze metoda vojty bardzo meczy organizm ograniczone zostały jej cw do bobaty i widac więcej efektów. Niestety nie sa one powalające ale a to potrzebny jest czas

Klio kolejna rzecz nas łączy :slight_smile: moja córka też jest rehabilitowana i też już mam tego dość. Sama rehabilitacja jest dla Anki dosyć przyjemna, ALE jeździmy na nią co dwa tygodnie, teraz mamy miesiąc(!) przerwy, bo jest sezon urlopowy. Jakie efekty mogą być przy takich przerwach? Poza tym co chwilę coś u mojego dziecka wynajdują. Najpierw była asymetria, potem źle raczkowała, potem się garbiła, potem wynaleźli jej jakiś przykurcz przy ramionach, za chwilę, a raczej miesiąc, usłyszę, że nie powinna stawać na paluszkach. Jak wychodzę z tego ośrodka, to mam wrażenie, że moje dziecko jest jakąś kaleką. A tak naprawdę, gdyby wzięto wszystkie dzieci pod lupę, to u każdego by się coś znalazło. Chciałabym się skonsultować z jakimś innym lekarzem rehabilitacji, ale co z tego, że albo nikogo w mojej bliższej i dalszej okolicy nie ma, albo jest i ma powiązania z naszą nawiedzoną doktorką.

Ostatnimi czasy gdy tam idę…to jak na skazanie wręcz…cały czas analizuje co mam zrobić dalej. Choć od rehabilitantki usłyszałam, że córki z ośrodka mi nie wypuszczą…Pamiętam jak annawiana pisała (tak mi się przynajmniej wydaje) że gdy dziecko zaczyna samodzielnie raczkować rehabilitacja nie jest potrzebna. Ja się nasłuchałam ostatnio, że córka ma nadwrażliwość na dotyk…i czy w domu też tak się zachowuje…cóż w domu to ja z nią się bawię, a nie zmuszam do raczkowanie - gdyż jest to dla mnie totalny absurd! Z tych wynajdywania nieprawidłowości…to moja córka będzie miała skoliozę jeśli nie będzie prawidłowo się jej rehabilitowało. Ja z kolei mam 2x w tygodniu rehabilitację…a chciałabym ja ograniczyć do minimum. Mam tyle wątpliwości w tym temacie. Usłyszałam od bliskiej mi osoby, że nie powinnam rezygnować…ale łatwo mówić, a jak by się znalazła w mojej sytuacji i zobaczyła jak dziecko płacze i broni się przed tym to by zrozumiała o czym mówię.

To dziwne, bo mi rehabilitantka powiedziała, że nie można dziecka do raczkowania zmuszać i tak na dobrą sprawę nie ma dobrego sposobu, żeby tego dziecka nauczyć. Moim zdaniem trzeba pozwolić dziecku rozwijać się we własnym tempie, zwłaszcza, jeśli jest wcześniakiem. Anka zaczęła raczkować z dnia na dzień. Ciągle słyszę, że robi to źle, ale nikt nie potrafi mi powiedzieć, jak to poprawić.

Może to wynika z mojego przewrazliwienia sama nie wiem…dam sobie jeszcze ten tydzień, zobaczę jak będzie wyglądać rehabilitacja i jakie będą wymagania w stosunku do córki. Jeśli rozminie się to z moimi oczekiwaniami, an przyszły tydz umówię konsultację z innym rehabilitantem.

Jesli dziecko placze przy rehabilitacji to zastamowilabym sie mad zmiana rehabilitanta.metoda bobaty nie jest raczej bolesna dla smyka. Chyba ze chodzi o votje. Tak czytam waszych wypowiedzi i zazdroszcze ze macie tak malo rehabilitacji. Jednak ja bym z nich nie rezygnowala jesli sa jakies ALE co do rozwoju dziecka. Chcialabym aby moja corka miala tylko asymetrie badz problem z raczkowaniem. A sek w tym ze asymetria bedzie zawsze. A raczkowac corka bedzie jesli przeniose gory i rzeki. Ale spokojnie… jestem w trakcie realizacji tego :slight_smile: wracajac do watku nie rezygnujcie z cw bo lepiej poprawic stan zdrowia smyka nizgo pogorszyc

Problem…chyba został rozwiązany, całkiem możliwe, że potrzeba była czasu. Dwukrotnie zajęcia odwołałam ze względu na przeziębienie małej i gdy pojawiliśmy się po chorobie rehabilitacja odbyła się za pomocą zabawy, bez nacisku na jej kolanka w pozycji “czworaka” było chodzenie po macie na czworaka, a córka miała to naśladować, robiła to z radością i uśmiechem. A w ten dzień miałam akurat obawy, że rehabilitacja będzie dla niej zmorą…gdyż dzień był upalny i córka nie miała jednej z swoich dwóch drzemek, moje obawy okazały się bezpodstawne…nawet nie zapłakała podczas zajęć.
W domu praktykowałam z nią raczkowanie, chodząc najpierw sama (jednocześnie się od niej oddalając) by następnie usiąść i mówić do małej by przyszła do mnie i nastąpił ten przełomowy krok! przyraczkowała do mnie, duma wręcz mnie rozpierała. I okazuje się, że nie potrzeba na dziecku wywoływać jakiegoś nacisku…pomimo tej dumy, mam pewne obawy jak zjawię się na kolejnych zajęciach (z inną rehabilitantką) i usłyszę, że jest to złe raczkowanie…które może doprowadzić do skoliozy…

Rozpierająca duma swoją drogą, ale córka tak mocno przeżywa to raczkowanie, że wczoraj do 3 w nocy próby raczkowania po łóżku urządzała…także mój zachwyt znacznie opadł i dopadło mnie zmęczenie…i pewna dygresja skąd dziecko ma w sobie tyle energii :slight_smile:

Klio gratuluje :slight_smile: pierwsze kroki na czworakach to wzruszający widok, ja sama się popłakałam, jak Anka zaczęła raczkować :slight_smile:
My teraz mamy miesiąc przerwy, ale za to po niej intensywny czas, bo mamy konsultację i innego rehabilitanta, u pediatry, normalne zajęcia i jeszcze prawdopodobnie będziemy musieli odwiedzić neurologa przed wizytą u tej psycholki od rehabilitacji. Swoją drogą sama jeszcze na zabiegi i podpytuję moich rehabilitantów o różne nowinki i wszyscy chórem twierdzą, że nasza lekarz rehabilitacji jest nienormalna :slight_smile: aż mi się tak jakoś lżej zrobiło na sercu :slight_smile:

rikitikitam dziękuję :slight_smile: radość jest wręcz nie do opisania :slight_smile: aczkolwiek…nie rozumiem czemu tak mocno się w tym temacie spina i chce raczkować nocną porą kiedy czas jest na spanie :slight_smile: Najbardziej podoba mi się ten sposób gdy ona siedzi, a my z TŻ chodzimy na czworakach i mówimy do niej “no chodź” jest tak podekscytowana, że aż uderza rączkami w swoje wyprostowane nóżki, a gdy już zatrzymujemy się, siadamy i ją wołamy to sama zabiera się do raczkowania. Zadziwiające, ze rodzic poprzez zabawę z dzieckiem też potrafi wynegocjować pewne zachowania…

rikitikitam mam nadzieję, że ta przerwa przyniesie lepsze prognozy :slight_smile:

Ania początkowo też tak miała :slight_smile: to minie, dziecko jest zafascynowane nową umiejętnością. Pilnuj, żeby nie wyrobił sobie przy tym raczkowaniu siedzenia z nogami do tyłu.
Teraz młoda raczkuje w takim tempie, że nie nadążam za nią. Jak mi nie chce iść spać, to wieczorem bawimy się w gonianego. Zapinkala po całym mieszkaniu a my ją gonimy, albo ona goni nas. Jak ją odkładam do łóżeczka, to tylko przytula się do swojego kocyka i już jej nie ma :slight_smile: martwi mnie jedynie to, że dalej się tak rozkracza. Ale przynajmniej już pewniej stoi i przeważnie na całych stópkach, więc jeden problem z głowy.

Raczkowanie u nas jest pełną parą, występują też próby wstawania najlepiej wychodzą te przy kanapie. Nasza rehabilitantka ma swoje oczywiście w tym temacie do powiedzenia, by dziecku dociskać nogi, stwierdziła, że córka ostatnimi czasy jest nadpobudliwa…ah…które dziecko w jej wieku nie jest nadpobudliwe. To, że się wyrywa na zajęciach nie chcąc ćwiczyć w odczuciu rehabilitantki oznacza, że jest nadwrażliwa na dotyk…chyba na siłę chce się czegoś doszukać :slight_smile:

Dziwne aby dzieci które sa na etapie raczkowania czy tez chodzenia byly wyciszone, bo co niby maja robic? Czytac ksiazki??? Czy poznawac swiat…

Poza tym wcześniaki są z reguły nadpobudliwe, chyba moja rehabilitantka nie jest doszkolona w temacie wcześniaków :slight_smile: