Przygotowanie do karmienia piersią

Za pierwszym razem stoczyłam ciężką walkę o to żeby karmić piersią i się jakoś udało- karmiłam rok. Nie mogłam tylko za wiele odciagnąć mleka, dlatego zawsze jak musiałam gdzieś wyjść bez dziecka to było karmione mlekiem modyfikowanym. Teraz też bardzo bym chciała karmić piersią drugie dziecko : )

Ja jakoś wybitnie nie dbałam o piersi podczas karmienia.Moje brodawki są małe i płaskie ale jakoś dziecko wyciągnęło mi je. Jedyne co to smarowałam je moim pokarmem. I może to mi pomogło bo nie miałam popękanych brodawek

Jkrmamma też dużo przeżyłam, bo pierwszego synka którego urodziłam przez cesarkę nie mogłam d samego początku karmić pieriś, bo pokarm dostałam w dniu a potem synek nie chciał ssać piersi w ogóle, ale powiedziałam, że się nie poddam, mam pokarm, to będzie piła nie sztuczne i udało się :slight_smile: choc nie powiem bo ciężko było

Karolina.K to ja podobnie:-) nie przywiązywałam za bardzo wagi do pielęgnacji piersi, a się cieszyłam, ze w ogóle mogę karmić piesią i dla mnie to byłą radośc:-)

manndarynka za to moja córa miała strasznie silną potrzebę ssania, najchętniej by na mnie wisiała całymi dniami… Problem był w tym, że duża była i dużo spadła na wadze w pierwszych dniach po porodzie, bo też po cesarce nie miałam tak od razu tego mleka. Dopiero na 3 dzień nawału dostałam i wtedy już było ok.

A co do przygotowywania to w pierwszej ciąży jak tylko usłyszałam od lekarza, żeby hartować sutki i je wyciągać, to od razu zabrałam się za katowanie szorstką gąbką, szczypaniem i ciągnięciem. A i tak popękały po porodzie jak córcia zaczęła ssać. Smarowałam bepanthenem i mi dużą ulgę to przynosiło. W tej ciąży w ogóle nie męczę się z hartowaniem ale od samego początku sutki stwardniały i się bardzo powiększyły.

Jkrmamma poważnie, ja nie miałam takich problemów, tzn w pierwszych dniach po porodzie zarówno po pierwszym jak i po drugim trochę bolały, ale to minęło po paru dniach, ale o hartowaniu sutków pierwsze słyszę a to nie za ostre posuniecie na tak delikatne miejsce :slight_smile:
Ja mam ogólnie małe sutki, mało wystają i bałam się jak dziecko je złapię, ale było ok, natura robi swoje :_)

Właśnie tylko bólu przez to doświadczyłam niepotrzebnego, nic więcej. Normalnie też mam małe sutki, w tej ciąży tylko się tak powiększyły bardzo same z siebie : )

Mnie również się wydaje, że takie hartowanie nic nie da. Wręcz przeciwnie, można sobie podrażnić sutki które będą bardziej wrażliwe

Ewelina 86, ja też usłyszałam od doświadczonej położnej radę, by poranione sutki delikatnie smarować własnym mlekiem i wietrzyć. U mnie sprawdziło się to w pierwszych dniach karmienia, siara zawiera naturalny tłuszcz, który wzmacnia i natłuszcza delikatne brodawki, a dostęp świeżego powietrza przyspiesza proces gojenia. A sposobem na nawał mleczny jest liść kapusty przyłożony na obolałe piersi.Sprawdziłam- działa. Powiem Wam szczerze, że tradycyjne sposoby, sprawdzane przez wiele pokoleń kobiet karmiących bardziej mnie przekonują, niż reklamy kremów lub innych środków farmakologicznych. Oczywiście jeśli chodzi o łagodne dolegliwości, w poważniejszych stanach trzeba konsultować się z lekarzem lub położną.

Jeśli chodzi o pękające brodawki mi bardzo pomógł bepanthen.

Ja też słyszałam o metodach, które wypisała mamaiza. Nie watro smarować jakimiś kremami, tylko swoim mlekiem. I ta kapusta na nawał pokarmu. Moja kuzynka urodziła dwa tygodnie temu i metody są na bieżąco sprawdzone.

Dziewczyny mam pytanie czy wy w ciąży też miałyśmy na skutkach takie jakby kuleczki?
Ja pod koniec ciąży miałam na skutkach takie jakby kuleczki/zaschnięte mleczko, ciekawi mnie to czy któraś z was miała ten sam problem co ja… Gdy delikatnie przecierałam gąbeczką to schodziło/wykruszylo się a gdy mój mały ssaczek wziął się do pracy samo znikło…

Mam to samo od kilku tygodni . Zastanawiałam się czy to normalne , miałam zapytać się ginekologa . Ale widzę że nie tylko ja tak mam.

Nie wiem jak Wy dziewczyny, ale ja ostatnio zaczęłam się interesować dawnymi metodami pielęgnacji, odżywiania, dbania o zdrowie i higienę. I tak sobie myślę, że pokolenia kobiet- matek na bazie swoich doświadczeń i obserwacji wypracowywały dobre metody po które warto sięgać. Bo teraz w dobie nowinek i reklam można oszaleć. Nie mówię, że jestem wybitnie “eko”, bo np. pieluch tetrowych bym nie zniosła. Ale pamiętacie bum na karmienie mlekiem sztucznym z zegarkiem w ręku, też kilkanaście lat temu było zachwalane a okazało się, że natura najlepiej zadbała o dzieci. I znów karmimy na żądanie piersią. I dbamy o to by nasze dzieci dostały to co najlepsze. Oczywiście gdy sytuacja wymaga konsultacji z lekarzem i zastosowania leku to trzeba tak robić, ale doraźne problemy da się naturalnie “wyleczyć”.

Mamaiza dokładnie ja też to zaobserwowałam że kiedyś praktycznie każda kobieta karmiła butelka… Moja mama mnie czy też brata, mój mąż butelkowy, znajomi, rodzina… Wydaje mi się że osoby urodzone w latach 80-90 to rzadko które matki KP.
Taka była moda i wygoda… Moja teściowa jest do dzisiaj przekonana że karmienie piersią jest dla dziecka wręcz szkodliwe a mm dostosowane do potrzeb dziecka. Bo ona nie wie ile jej wnusia zjadła, czy to mleko jest wartościowe a jak kiedyś zostawiłam butelkę z mlekiem to powiedziała że to sama woda… Ale takie wtedy było przekonanie…

A mi mówiono żeby hartowac sutki, szczypac i ugniatac piersi ale nie odważyłam się na to a po drugie to nie było to konieczne, brodawki same po kilku dniach karmienia maluszka same się dostosowują a poza tym to takim czymś w ciąży możemy sobie zrobić krzywdę, albo wywołać przedwczesny poród.

Kasia ja też mam takie kuleczki. We wtorek idę do lekarza więc zapytam co to jest, jeśli oczywiście nie zapomnę bo się zagadam o czymś innym.
A co karmienia mm to u mnie w rodzinie każdy mówi żebym karmiła piersią właśnie. Więc jakoś inaczej niż u was :stuck_out_tongue:

Ja mam 3 braci i tylko jeden brat był karmiony piersią i tylko pół roku, bo moja mama była przekonana, że tylko tyle trzeba. Gdyby bardziej się do tego przygotowała, to na pewno by karmiła… Choć jak babcia opowiadała to moją mamę i wujka karmiła ponad 3 lata, moją mamę to nawet 3,5 roku, więc to nie ma znaczenia, jakie pokolenie :slight_smile:

te białe kuleczki to mogą być gruczoły, które nawilżają i natłuszczają brodawkę, wyglądają jak prosaczki u noworodków albo mały pryszcz:) ale mają za zadanie ochronić brodawkę przed wysuszeniem i podrażnieniem, nie wyciskajcie tego tak jak pryszcza.

Nie to nie jest to:-)
To masz rację jeśli są to krostki w okol sutka na brodawce to są wtedy gruczoły nawilżające, w czasie karmienia może się z nich saczyc minimalna ilość płynu.
A to jest na samym szczycie sutka takie zaschnięte mleczko…

Moja babcia też karmiła piersią wszystkie dzieci bardzo długo a już moja mama czy jej siostry nie… Mi się wydaje że to właśnie “wina” czasów, bo wiedzą na przełomie lat się zmienia. Kiedyś były deficyty żywieniowe oraz brak odpowiednich mieszanek. Pod koniec lat 70 wprowadzono do powszechnego użytku mieszanki mleka modyfikowanego i przekonywano matki że to właściwy sposób karmienia. Dopiero niedawno doceniono mleko matki i jest to propagowane jako najwlasciwszy sposób karmienia niemowląt i małych dzieci.

Kasia idę we wtorek go gin zapytam co to jest. Tak jak pisałam też to mam :slight_smile: