Pierwsze chwile w żłobku/przedszkolu

Chyba ja jako mama bardziej przeżywałam ten pierwszy dzień . Siedziałam i myślałam ;) 

weszlismy do sali a mój syn nawet nie zapłakał , dal całusa , powiedział „papa Tylko wróć”  Panie nawet powiedziały ze pod tym względem jest super bo nawet nie zapłacze i nie zapyta gdzie mama tylko wpadnie w wir zabawy  . 

juz chodzi 3 mc i za każdym razem mówi „tylko przyjdź po obiadku „  ale chętnie rano wstaje i idzie . 

To chyba większość mam tak ma, że czasami jednak bardziej to przeżywają od dzieci, i to w każdym aspekcie wychowania.

Napewno łatwiej mamie jeżeli dziecko chętnie idzie do żłobka/przedszkola niż płacze i buntuje się. 

Historia co prawda nie moja, ale brata..

jego żona bardzo chciała, żeby ich dziecko poszło do przedszkola - kontakt z dziećmi itd ale traf chciał, ze świeżo zmieniła prace i nie mogła w pierwszych dniach odprowadzać dziecka do przedszkola, wiec musial to zrobić moj brat.

mały był tak przestraszony, ze płakał i krzyczal „tatusiu, proszę nie zostawiaj mnie!”.. on płakał w przedszkolu, a moj brat w samochodzie… był tak rozbity, ze musiał wziąć kilka dni urlopu, bo normalnie odchorowal ta sytuacje. A zaznaczę, ze chłop wielki jak tur i raczej do nadwrażliwców nie należy :)

oczywiscie bratanek po tygodniu był już w siódmym niebie i świetnie się bawił, ale pierwsze chwile były naprawdę trudne.. dla wszystkich 

Ja byłam z tych dzieci, które bardzo długo do przedszkola nie mogły się przekonać. Ale też historia prawdziwa, moja, kiedy chodziłam do przedszkola i zdarzyło się, że odprowadził mnie właśnie tata to kolejnego dnia do mojej mamy powiedziała moja przedszkolanka, by mąż więcej dziecka nie przyprowadzał do przedszkola.. a czemu? Bo kiedy tak płakałam i tata widział mnie ryczącą w oknie to się po mnie wrócił i mnie zabrał.. hehe.. więc coś w tym jest..

Czesem tatusiowie tylko wydają się być mniej odporni na zostawianie dziecka, jak widać nie tylko mamusie płaczą zostawiając dziecko :) 

Ja się zastanawiam, jak to u nas będzie... Na pewno będę przeżywać rozstanie. Jedyny plus że synek pójdzie do żłobka w placówce, w której pracuję jako nauczyciel przedszkola :)

Będę mogła podpytać koleżanek, jak sobie radzi.

Pierwsze chwile najgorsze ;/ 

U nas byly dni adaptacyjne pamietam jeszcze przed rokiwm szkolnym szlo sie na godzine dwie z dzieckiem do przedszkola i tam bylo razem z maluchem ;) w sumje fajny pomysl rodzice oprowadzali a panie wymyslily pare fajnych zabaw i tyle potem we wrzesniu juz dzieci zostawaly same;) u nas obylo sie bez placzu nawet przy zmianie przedszkola corka chetnie chodzila ;) ale byly i takiw dzieci ktore probowaly uciekac z szatni rozplakane bo chca do domu

Wiem jak jest, w mojej grupie były różne dzieci, o różnej wrażliwości. Niektóre adaptację miały parę dni, inne parę miesięcy... Mam nadzieję, że mój synek będzie dawał radę i szybko się zaadaptuje, na szczęście jeszcze przynajmniej 9 miesięcy będzie ze mną w domku :)

Najgorsze jest moment rozstania rodzica z dzieckiem.. Syn mimo, że szybko zaklimatyzowal się w żłobku to kilka dni płakał przy rozstaniu.. chwilę później bawił się dobrze z ciociami ;) 

Justys zawsze te rozstania z mamami są najgorsze a potem dziecko zapomina i jest super zabawa ;)

najlepiej to nie żegnać się z dzieckiem tylko po cichu zniknąć to dla dziecka jest mniej bolesne 

Ja właśnie zapisałam córkę do żłobka od września. Nie ukrywam,że jestem pełna obaw, pomimo ,że wiem ile korzyści niesie żłobek... Już się boje tych rozstań :/ 

Tak te rozstania są najgorsze. U mnie syn dość długo się przyzwyczajał do żłobka . A potem jak dłużej był w domu to znowu płakał 

To u nas w przedszkolu poszło bardzo sprawnie. Obawiałam się jak syn zareaguje bo wcześniej miał mało kontaktu z dziećmi, nawet w rodzinie. A naprawdę obyło się bez płaczu. Mówił tylko te pierwsze dni że mu było smutno i że jeden chłopczyk płakał. Ale wejście miał okropne bo ledwo go zaprowadziłam to inny chłopczyk wręcz się darł, że chce do domu, że mama go ma stąd zabrać itd, więc mój stanął jak wryty i szok...

 

Ale u nas pani zaraz "porywała" dzieci na salę, szybki buziak i papa, nie dawali czasu na pożegnania żeby dzieci (i rodzice :p) nie płakali.

 

Adaptacji w naszym przedszkolu nie ma ale te pierwsze dni panie prosiły odbierać dzieci po obiedzie, więc o 12.30. To akurat był czw, piątek, potem pon syn miał już katar więc w domu, a wtorek już chciał być na leżaczki.

Będzie dobrze nie przejmuj się 

MałaZołza właśnie na stronie żłobka, który wybraliśmy, pisze o tych rozstaniach. Tak jak napisałaś, zeby ich nie przedłużać, bo dzieci bardzo to przeżywają.