Patologia ciąży- o doświadczeniach

Witajcie, dawno mnie tu nie było :)))) ale mam troche czasu i wracam (nie wiem na jak długo, bo mam dwójkę dzieciaczków, trzecie w drodze, ale póki mam czas, troche popisze:)

Na patologii leżałam 3 dni, ale nie mam żadnego doświadczenia w trudnych ciążach (na szczęście) wierze, że jest to trudne, bardzo trudne. Martwimy się codziennie (co poniektóre) jak jest wszystko ok a co dopiero jak są problemy.
Marta myśle, ze jesteś teraz dużo silniejsza, wiele przeżyłaś i wnioskuje, ze wygrałaś, udało Wam się.

Co do straty, ja myśle, ze każda kobieta przeżywa to inaczej i nie każdej pomoże to sama, nie ma jednej recepty, dużo zalezy od naszego charakteru, siły psychicznej, myślę że wspominanie tego,w niczym nie pomoże. Trzeba iść do przodu.
Ginekolog mojej koleżance powiedział,żeby nie rozpaczała, bo jeśli następuje poronienie to znaczy, ze z ciążą od początku coś jets nie tak i może urodzić dziecko niepełnosprawne.
Mam koleżanke, która poroniła (5 albo 6 razy) to jest dziewczyna z silnym charakterem (mało takich) no cóż, powiedziała szkoda, przykro mi, walcze dalej. Urodziła zdrowego synka. po kilku latach znów poronienie, następnie miała ciąże pozamaciczną, problemy podczas operacji i finalnie musieli jej wyciąć jeden jajowód (uwierzcie mi niejedna by się załamała) a ona powiedziała, przecież mam drugi…:slight_smile: i po kilku miesiacach zaszła w ciąże. Ciąża z komplikacjami, najpierw nie mogła znaleść lekarza proadzącego (bali się prowadzić jej ciąże), w końcu jej się udało, podonie jak Ty Marta leżała na patologii i każdy lekarz jej mówił,ze niedonosi, urodzi przedwcześnie. Urodziła po terminie zdrowego synka :slight_smile:
Życie czasem pisze swoje scenariusze i nawet jak lekarze nam móią tak czu tak to zawsze jest nadzieje i cuda, które na prade się zdarzają. Moja koleżanka jest tego żywym dowodem, niegdy się nie poddawajcie!

Marta i mi łezka poleciała na Twoje słowa… :frowning: Na pewno spotkasz tego swojego Aniołka :* Niech czuwa nad Wami…

Jak sie czyta niektóre historie , które przeżywają matki z dziećmi lub z ciazami to serce sie kroi…i wydaje sie byc.to nierealne dopkuki kogos bliskiego nie spotka…moja siostra bardzo pragnęła zajsc w ciaze…długo partner nie chcial az sie zdecydowali nie starali sie długo bo udalo sie juz zajsc za drugim razem…ale w 32tyg odpadł jej czop i leciały jej.lekko wody plodowe, musiala przelezec w szpitalu na patologi bez wyjscia z lozka nawet do wc po tyg…mogła pojsc tylko do wc i ciagle lezac…w 33tug i pare dni urodziła…synek zaczal juz.kesc ladnie bez sandy…tylko z buteleczki…i mial wyjsc.synek do domu a tu w ostatnim momencie okazalo sie ze cos jest nie tak…ze synek ma podejrzanie cholestazy…i zle wynki z synek ma wirus Cytomegania… A czytajac o tym.w internecie to az szkoda gadac …i tak mi zal siostry…w poniedziałek dop będzie wiadomo cos więcej…i mam.nadzieje ze sie to nie potwierdzi ze będzie to nic poważnego…oby;-( czemu tak musi byc…;-( brak slow.

Moja koleżanka, może i nie jakaś przyjaciółka, ale straciła teraz dzieciątko w 17 tygodniu. Szok. Powiem szczerze, że nie wyobrażam sobie czegoś takiego. A im dalej tym chyba trudniej i bardziej się to przeżywa, choć wiadomo, że strata to strata.

magros dużo zależy też jak się postrzega płód ja od początku uważam że to dzieciątko i przy takim myśleniu nie ważne kiedy ale kobieta traci dziecko i osobiście miałabym aniołka w pamięci :confused:
ale jak ktoś uważa że dopóki na usg nie widać kształtu dziecka to już trochę inaczej ale sądzę że większość kobiet uważa że dziecko to dziecko od początku ciąży myślę że czym dalej tym większy żal bo już się czeka na maluszka itd a na początku jeszcze nie było tego czasu wyczekiwania ale to nie znaczy że strata mniejsze w końcu to miało być dziecko nie ważne czy 7 tydzień 17 czy 21.

Aisa, ja uważam dokładnie tak samo, bardziej mi właśnie chodziło o to, że im dłużej tym bardziej jednak człowiek się przywiązuje, a nawet przyzwyczaja do myśli, że całe życie się zmienia. A nie chcę nawet sobie wyobrażam co czują mamy, gdzie tracą dziecko przy porodzie. Chyba nie wróciłabym do domu, gdzie wszystko przygotowane… A strata mniejsza nie jest, strata to strata nie zależnie od tygodnia.

Magros to dla mnie niewyobrażalne stracić dziecko przy porodzie… albo i później… Chyba bym wylądowała w psychiatryku :frowning:

Dla mnie dziecko też jest od momentu poczęcia także w każdym tygodniu strata byłaby bolesna, ale wiadomo im dalej tym gorzej znieść stratę… tak mi się przynajmniej wydaje.