Jestesmy ze sobą 10 lat mamy rocznego synka. Coraz częściej myśle o tym ze chce się rozstać,odejść. Nie czuje się z nim dobrze,ani kochana ani potrzebna. Jest jak jest,czuje jakbyśmy byli kumplami. Brakuje mi milosci,tych motyli w brzuchu,adoracji. Ciagle marze ze jestem z kimś innym kto mnie kocha,troszczy się,przy kim latam wysoko i jestem taka zakochana. Od pewnego czasu zauważylam ze w ogóle przestał pociągać mnie w łóżku,bardzo rzadko to robimy a jak już to tylko dlatego żeby dał mi w końcu spokój i przestał męczyć..Jestem taka rozczarowana tym związkiem…wybrałam kogoś kto do mnie kompletnie nie pasuje.
To jest bardziej trudne. Czesto po czasie okazuje się że pewne związki nie są takie jak oczekiwaliśmy że będą. Ale też wiem że pewne rzeczy w związku czasem się oznczaca czasem ewoluują. Może warto znaleźć sposób na porozmawianie z partnerem na temat wypalenia związku zwłaszcza że macie maleńkie dziecko. Wiadomo ze z powodu dziecka nie trzeba się poświęcać i być w niechcianym związku ale na pewno latwiej na tej pierwszej drodze dziecka być razem i wspierać siena wzajem
Kochana.. a co Cię w nim zauroczyło kiedyś? Dlaczego z nim się związałam? Kiedyś był dla Ciebie inny? Inaczej się zachowywał, adorował, pociągał? Inaczej wyglądał?
Ja jestem w związku ponad 8 lat, znamy się 2x tyle a małżeństwem jesteśmy ponad 2 lata i mamy małą córeczkę. Podobnie jak Wy. Też nie ma już motyli w brzuchu to chyba moja po prostu przez przyzwyczajenie, natłok obowiązków, zmeczenie. Ale kocham go bardzo, przytył on i ja też ale dalej mnie pociąga, tęsknię za nim itp. nie myślę o innych. Ale jeśli Ty masz z tym problem, czujesz że coś się wypaliło to albo terapia by tu pomogła może.. skoro on ma ochotę na seks to znaczy że mu się podobasz. Niestety niektórzy mają problem z okazywaniem uczuc. Może powinnaś z nim pogadać szczerze? O tym czego Ci brakuje. Nie chce stawać po żadnej ze stron. Ale czy to nie jest też tak że brak Ci czegoś ze względu na przyzwyczajenie, nude w związku i rutynę? Wiesz w każdym związku na początku jest super i cudownie. Jest namiętność, szał ciał. Pomysl o tych Waszych początkach, co sprawiło że z nim zaczęłaś być, co to było to "coś". Może da się to ożywić. Z drugiej strony macie dziecko, ale też musisz myśleć o sobie. Nie można żyć z kimś z kim się nie chce być. Ale ja na Twoim miejscu bym powalczyła mimo wszystko. Może jakaś mini rozłąka by Wam dobrze zrobiła. Nie wiem tydzień? Jakiś wakacji, u rodziców, znajomych. Powalcz. Życzę Ci powodzenia, byś była i czuła się kochana i wyjątkowa ❤️
beza, współczuję, ale z tego co piszesz macie rocznego synka, bardzo często jak pojawiają się malutkie dzieci i przybywa obowiązków, zmęczenia to dochodzi do takich kryzysów w małżeństwie. W ogóle zmienia się relacja między partnerami. Znikają motylki i przychodzi codzienność. Może warto na spokojnie rozważyć za i przeciw, pomyśleć co zrobić, pogadać otwarcie. A wcześniej, przez te 10 lat dogadywaliscie się? Czasem też wystarczy raz na jakiś czas iść gdzieś razem, albo wyjechać na weekend (bez dzieci), wyjść na chwilę z roli Mama/Tata na Partner/Partnerka, wtedy widać czy nadal lubicie spędzać ze sobą czas, czy macie wspólne tematy czy też jesteście ze sobą tylko ze względu na dzieci..
Jesli jestes rozczarowana odpowiedź jest prosta nie ma sie co meczyc na sile moze faktycznie nie pasujecie do siebie a jesli zalezy ci i chcesz to jeszcze ratowac to moze poprostu jakas terapia
Na pewno przydałaby się wam szczera rozmowa między wami. Wiadomo, że z upływem lat w związku pojawia się jakaś rutyna i to nie raz nie ma ciągłych motylków w brzuchu. Ale warto robić niekiedy rzeczy które zaskoczą drugą osobę, nie dać się tej rutynie zbyt bardzo bo wiadome że jest ona nie unikniona, nie raz potrafi nieźle zamieszać w związku, a tym bardziej teraz jak macie malutkie dziecko. Może to być też wyłącznie chwila kryzysu ze względu na nową sytuację w której obydwoje musicie się odnaleźć. Uważam, że powinniście szczerze porozmawiać bo jednak te 10 lat temu wybrałaś go na partnera, z którym chcesz iść przez życie więc nie warto skreślać tych wszystkich lat w ułamku sekundy. Jeśli jednak po wielu staraniach i rozmowach nadal będziesz uważać, że jednak wolisz odejść to zrób to, a nie tkwij w związku bo przede wszystkim będzie cierpieć tutaj to małe dzieciątko.
Zacznijmy od tego, że to tak nie działa, że po 10 latach w jakimkolwiek związku są te motyle w brzuchu bo związek po tylu latach stoi na innych fundamentach niż zauroczenie. Odejdziesz od męża i za 5 lat z innym tez juz nie będziesz czuła tego co na początku związku i to jest normalne.
Poza tym male dziecko zmienia wszystko, czasem sama nie mam ochoty jak juz syn spi po 20 nawet na oglądanie filmu, bo jestem zmęczona i to jest normalne. Idzicie czasem na randke, zostawicie dziecko u dziadków, z ciocia, niania. O związek trzeba dbać, to nie jest tak, że jakoś sobie to będzie, a każdy sobie rzepkę skrobie.
Oczywiście jeśli serio totalnie nic już Was razem nie trzyma to wiadomo, że czasem lepiej się rozstać bo taka nieszczęśliwa rodzina to wcale nie jest dla dziecka lepsza opcja niż rozwiedzeni rodzice. Tylko zastanów się czy z kimś innym za kilka-kilkanascie lat nie będziesz w tym samym punkcie.
Moim zdaniem spróbuj to uratować tak jak piszą dziewczyny za 5 lat z kimś innym będzie to samo. Może idźcie na jakąś terapię albo zorganizuj randkę daj temu związkowi jeszcze szansę jak za pół roku się nic nie zmieni to nie ma się co męczyć na siłę odejdziesz i tyle ale jeżeli nie spróbujesz tego uratować możesz mieć później pretensje sama do siebie że nie sprobowalas.
kurcze zawsze jestem w szoku jak słyszę lub czytam ze ktos do siebie nie pasuje a związek trwał 10lat.... taki mi się to wydaje nieprawdopodobne bo przeciez jakoś te 10lat byliście razem. W pewnym momencie w życiu zawsze wkrada się rutyna. Najważniejsze jednak żeby rozmawiać. Jeśli chcesz odejść to porozmawiaj z partnerem i spróbuj się dogadać dla dobra dziecka. Dziecko też to wszystko widzi i odczuwa. Jeśli jesteś nieszcześliwa i dusisz się w takiej relacji to lepiej ją zakończyć i zamieszkać osobno i nawet spróbować ułożyć sobie życie na nowo. Czasami kazuje się że nawet samemu człowiekowi jest lepiej niż w związku w którym nie ma miłości. Decyzja należy do Ciebie. Ty musisz się zdecydować w którą stronę chcesz isć i jak chcesz aby Twoje życie wyglądało za miesiąc czy za rok. Powodzenia i trzymam kciuki żeby było dobrze i po Twojej myśli ;)
Właśnie też uważam że ciężko doradzać;( tym bardziej że znamy jedna ze stron ale też wiem jak to być w związku, w którym jest się nie kochanym na szczęście na zorientowałam się w pore i to zakończyłam. Ale też przez pryzmat tych lat spędzonych razem, dziecka spróbowałabym ratować związek.
Oj tam kazda historia jest napewno inna . I trzeba patrzeć na dwie strony . Jeśli się nie kochacie i macie być ze swoją tylko dla dziecka to ja nie widzę sensu i przyszłości takiego zwiazku
Przede wszystkim trzeba porozmawiać. Czy partner też ma takie odczucia? Też jest mu źle, czy uważa że wszystko jest ok? Bo najważniejsze to zrozumieć siebie i znaleźć swój wspólny cel. Jeżeli każdy postrzega to samo w inny sposób i nie widzi w czymś problemu to właśnie problem powstaje. Nie może być tak, że w czasie kryzysu będzie się starała jedna ze stron. Więc jest to proces bardzo złożony. Ja też miewałam chwile zwątpienia. A partner żeby pokazać swoje ja wykorzystywał moje słabe punkty i uderzał w te czułe. Wszystko trwało dużo czasu. I pewnie jak w większości związków pojawiają się jakieś niezgodności. Ale trzeba nad tym pracować. Bo związek to nie wakacje tylko wspólne życie, praca, wsparcie, wymagania..... I tysiące innych rzeczy.
Przemyśl dobrze na czym ci zależy. Jeżeli definitywnie wiesz, że coś już się skończyło podejmij konkretną decyzję. Szkoda męczyć siebie.
Rozmowa i jeszcze raz rozmowa
Tylko nie każdy mężczyźni chcą rozmawiać, ja kiedyś czasem się tak czuję i chcę pogadać , wygrnac co przy mi ma sercu mój mąż czas to weźmie i tak postawi ze o co mi chodzi że zabraniam mu pić że zabraniam mu wiele rzeczy i czasem jest między nami fajnie czasem jakbyśmy się oddalali....może dlatego że mąż pracuje za granicą, a jak przyjeżdża na 4dni to nigdy nie ebyl uczuciowy, żeby pierwszy przytulić, itd...nigdy nawet do dzieci nie jest uczuciowy..nieraz nawet jak dzieci wołają mnie itd...to czasem ja już taka zmęczona i wygarniam mu.czy on mógłby się odezwać bo ja coś robię a on z tematem "jak tak latasz na każde ich zawołanie to lataj ja nie będę to nie idę " i tak jest zawsze ..rzadko z nimi roz.awia nawet chyba że sobie wypije parę piw to nagle z nimi czasem pogada ....też czasem czuję się nie dowartościowania;/
Niestety po 10 latach związku ciężko o motyle w brzuchu. Po tylu latach miłość polega bardziej na przyzwyczajeniu i zaangażowaniu. Jeżeli brakuje zaangażowanie to i pojawiają się takie rozterki. Myślę, że dobrze dziewczyny doradzają żeby porozmawiać szczerze. Zacząć dbać o relacje i wytłumaczyć, że oczekuje się tego samego z drugiej strony. Jeżeli to nie pomoże, to może terapia par? Odejść jest łatwo, ale w następnym związku będzie po jakimś czasie to samo. Związek to jest ciągła praca, bo początkowe zakochanie szybko mija.
Powinniście ze sobą szczerze porozmawiać i powiedzieć co czujecie i czego od siebie oczekujecie. Później powinniście podzielić opiekę nad dzieckiem żebyście byli wypoczęcie i mieli czas dla siebie. Mężczyźni lubią zadbane kobiety i np nałóż ładna bieliznę na wieczór.. obejrzcie razem film.. musicie spędzać czas razem i urozmaicać ten czas żeby nie weszła do związku rutyna.. Ja bardziej zaczęłam zdbac o siebie po drugim porodzie. Rozmawiamy z mężem o swoich uczuciach i potrzebach.. Kiedy mąż zaczął więcej czasu spędzać z dziećmi to zrozumiał moje zmęczenie i tak samo ja zrozumiałam męża kiedy sama zaczęłam pracować.. on wraca późno z pracy i ma tylko chwilę dla siebie oraz wieczór o ile nie usypia syna co nie jest takie łatwe;)
Dziecko dużo zmienia w związku i nie jest tak jak wcześniej ale ważne żeby obie strony postarały się o poprawę.. wina zawsze leży po obu stronach.. lepiej spróbować naprawić małżeństwo dla siebie jak i dziecka. W końcu jesteście razem 10lat i z pewnością nie będzie jak na początku związku. Jednak jeżeli nie widzisz sensu bycia razem to lepiej rozstać się. Dziecko nie będzie szczęśliwe w rodzinie w której rodzice kłócą się lub nie odzywają się do siebie. Dziecko jest mądre i czuję, że coś jest nie tak nawet kiedy będziecie chcieli to ukryć przed nim..
To też racja, tzn. jeżeli próby ratowania związku spęzną na niczym to nie ma co być ze sobą na siłę "dla dobra dziecka". Dla dobra dziecka, to trzeba zadbać o własne szczęście, nawet jeżeli będzie to oznaczać rozstanie.
Dokładnie, dziecko najważniejsze ale warto też myśleć o sobie. Bo będąc wiecznie sfrustrowanym, nieszczęśliwym przekładamy to również na dziecko.
Po 10 latach może i ciężko o motyle ,ale jednak nie sądzę by to było już tylko przyzwyczajenie :) Myślę ,że to kwestia głównie pracy nad związkiem :) Dbanie o wspólne relacje i o to by jednak nie zaniedbywać drugiej osoby. Starać się dla siebie tak samo jak na początku związku :) Dobrze jest się czasem zaskakiwać w pozytywnym tego słowa znaczeniu :) Nie zapominać o codziennych drobnych gestach :) Chcieć być dla siebie wzajemnie atrakcyjnym. Myślę ,że jak oboje dbają o to by ta iskierka się nie wypaliła to można naprawdę być sobą szczęśliwym :) Jestem mężatką 12 lat i czasem się ze sobą czujemy jakbyśmy dopiero co się poznali :) Staramy się dopieszczać nasz związek i naprawdę czuję się nadal zakochana :)
Jeśli między dwojgiem ludzi nie ma nawet chęci tego dopieszczania i wręcz denerwuje nas jego obecność , czujemy ,że już całkiem się wypaliło - to wtedy związek nie ma już seansu nawet mając dziecko. Bo nie da się szczęśliwie budować rodziny kiedy druga osoba przestaje dla nas cokolwiek znaczyć.
Myślę ,że bez poważnej wspólnej rozmowy nie rozwiążecie swojego problemu. Razem musicie pomyśleć jak Wam na sobie zależy i czy jest jeszcze szansa starać się rozpalić to jest czucie.
Terapia dla par ? Czemu nie. Tylko najpierw trzeba sobie odpowiedzieć czy aby chcecie próbować być razem i czy widzicie szansę ,że znów będzie Wam na sobie zależeć. Bo jeśli to wszystko na siłę ...to nie wiem czy to ma sens :)
Zapewne martwisz się o dobro dziecka, ale pomyśl czy w takiej rodzinie gdzie brakuje już miłości między rodzicami będzie mu lepiej niż jak będziecie żyć osobno ? Pamiętaj ,że wszystko co między Wami jest przekłada się również na dziecko i na siłę niestety nie da się go uszczęśliwić.
Przede wszystkim szczera rozmowa i musisz być pewna swoich uczuć :)