Pracując na Oddziale Neonatologicznym, na co dzień spotykam się z róznymi problemami zarówno matek jak i ich Maleństw.
Pewnego dnia, przechadzając się po szpitalnych salach, zauważyłam pacjentkę, która była bardzo smutna i przytłoczona, ocierała łzy które leciały jej po policzkach…
Zapytałam się jej co się dzieje, na co ona odpowiedziała że urodziła 3 dni temu i od tego czasu Mała nie przystawia się do piersi. Dziecko przebywało na początku w inkubatorze…Mama oznajmiła mi, żę bardzo chce karmić piersią i jest jej z tego powodu smutno, bo musi ociągać pokarm, który zalega w piersiach i podawać go z butelki. Na karmienie piersią była nastawiona od poczatku ciąży i teraz czuje się niepełnowartościową matką, kobietą.
Słysząc te słowa, stwierdziłam że nie ma innej opcji- pomagamy ! Startujemy z karmieniem i już.
Pacjentka bardzo się ucieszyła, że ktoś okazał jej większe zainteresowanie i że nie jest sama z tym problemem.
Zaczęłysmy przystawiać Małą Klarę do piersi, co okazało się być nie lada wyczynem i wymagało wiele cierpliwości. Przychodziłam do mamy w porach karmienia przez cały swój dyżur dzienny oraz nocny. Mała przystawiała się do piersi, ssała, ale trzeba było ją pobudzać, bo przysypiała przy piersi. Wypróbowałysmy milion sposobów oraz pozycji, zeby Małą zachęcić do zjadania pokarmu z piersi. Niestety jej karmienie nie trwało długo. Na następnym dziennym dyżurze, nie było już pacjentki, została wypisana do domu wraz z dzieckiem.
Miesiąc później będąc na zakupach w centrum handlowym, zostałam zaczepiona przez pewną kobietę słowami, czy pamięta mnie pani. Spoglądając na nią, spostrzegłam, że to własnie mama Klary! Co za spotkanie!
Oznajmiła mi, że dałam jej nadzieję, żę wszystko się uda i dzięki mnie karmi teraz piersią. Że bardzo dziękuje za pomoc i okazaną wyrozumiałość i że wiara oraz upartość w dążeniu do celu potrafią zdziałać cuda. Zostałam wycałowana i wyściskana w podzięce. Po miesiącu usilnych i mozolnych prób karmienia piersią, Klara w końcu “odpuściła” i przystawiła się do niej. Jest do tej pory karmiona naturalnie, czyli już 6 miesiąc= pięknie przybiera na wadze, jest ślicznym, uśmiechniętym dzieckiem. Wymieniłysmy się telefonami z mamą Klary i do tej pory utrzymujemy kontakt.
To jedna z sytuacji, kiedy poczułam się potrzebną położną oraz to, że mój zawód ma sens. Strasznie się cieszę, jeśli mogę komuś pomóc. Ta praca to moja prawdziwa pasja, powołanie, z pewnością dodaje mi skrzydeł!