Kangurowanie przez tatę po cc

U mnie przyniesli żeby dziecko siarę ściągnęło i zabrali znów 

W moim szpitalu zabierają tylko na ważenie mierzenie a tak cały czas jest przy mamie, bez względu jak się ona czuje...

U mnie w szpitalu też dziecko jest cały czas przy matce, nie ma możliwości, aby je oddać i sobie odpocząć. Ja urodziłam rano, więc do około 17 był ze mną mąż na sali poooperacyjnej. Potem pojechał się przespać. Przez czas jaki leżałam unieruchomiona to dziecko było ze mną, głównie leżąc na mnie. Mimo cc nie miałam dzięki temu żadnych problemów z karmieniem. Po pionizacji wieczorem przewieziono mnie na oddział i tam też byłam ciągle z dzieckiem, nikt na noc nie zabrał go. 

Abc u mnie raz naswietlali to może temu nie oddali mi na noc córeczki. Tylko przynieśli żeby ściągnęła siarę i dopiero rano przynieśli 

Misiowa u mnie też tak jest. 

Karolinach, Misiowa z jednej strony dobrze ze nie zabierają dziecka bo to plusy dla obydwu stron. Ale jak przypomnę sobie jak się czułam po cesarce to nie wyobrażam sobie w tym czasie opieki nad dzieckiem kiedy sama jej wymagałam. Czy mogłyście liczyć na pomoc położnych?

Mi położne pomagały bardzo i córeczka co noc za moją zgoda oczywiście byla zabierania żebym ja mogła odpocząć. Po cięciu pokarmu nie miałam tak odrazu dopiero w 4 dobie a więc tym bardziej mogli ją zabierać. Mamameg dobrze napisałas że ciężko opiekować się malenstwem zaraz po cesarce bo my same tej opieki jeszcze potrzrbowałysm co nie zmienia faktu że nie było przeciwwskazan do kangurowania przez tatę. 

U mnie położne pytaly czy chce zostawić u nich synka czy biorę go na noc. W pierwsza noc (miałam cc o 18) synek był z poloznymi, później zdecydowałam że sama się nim zaopiekuje bo chciałam przywyknac do niego w nocy też i już zajmowałam się nim sama 

Mnie chyba nie pytały tylko powiedziały,żebym odpoczęła a one wezmą małego. Nad ranem przywiozły małego do karmienia.

Mamameg tak, co jakiś czas zaglądały i pytały czy czegos potrzebuję :) ale córeczka w szpitalu jak anioł więc nie było takiej potrzeby żeby je angażować :) 

Ja też nie wyobrażam sobie opieki od razu nad maleństwem kiedy nie mogę się ruszyć zwłaszcza że u nas na pooperacyjna nie mógł wejść nikt z rodziny. Ja mislsm jskus czas dziecko przy sobie ale jsk puścili znieczulenie a muluch zaczął płakać to modlilsm się żeby ktoś przyszedł i go zabrał 

 mamameg, ja w pewnym sensie też bym wolała oddać dziecko na pierwszą noc, bo po cesarce wstawanie było straszne. Ja i tak miałam rano cesarkę, więc do nocy to już w miarę byłam na chodzie. Może gdybym nie była w stanie się zająć, to ktoś by mi pomógł, a tak nikt mi nie proponował. Natomiast z tego co zauważyłam, to na pewno dzieci od matki nie zabierają. Po pionizacji dostaje się dziecko i nikogo zbytnio nie interesuje co dalej. Przed pionizacją też dziecko było ze mną, ale był i mąż obok. Ja ledwo chodziłam, podnoszenie się było koszmarem, więc synka wzięłam do łóżka swojego i tak spaliśmy. Na szczęście pierwszej nocy nie chciał nic jeść, czym w sumie wtedy też się martwiłam. 

Misiowa masakra nie wyobrażam sobie tego :/

 

JustaMama to w szpitalu gdzie rodziłas nie zabierają dzieci na noc? I zaraz po cięciu? To jak Ty to miałaś ogarnąć? 

Przed pionizacją, dziecka i tak mamie nie zostawią z wiadomych przyczyn. A po pionizacji zazwyczaj maluszka zostawiają już "na stałe", ale pierwszą noc maluszek często i tak spędza z pielęgniarkami noworodkowymi. Przynajmniej w szpitalu, w którym rodziłam tak jest. Cięcie miałam o 22, więc wiadomo, że na noc córeczki nie dostałam.  W sumie na drugi dzień również jej nie miałam - bo bardzo ulewała wodami płodowymi i się odśluzowywała, a ja wstałam dopiero po kilkunastu godzinach - nie byłabym w stanie się nią odpowiednio zająć.

 

Podziwiam Was, że dałyście radę po cc zająć się dzieckiem. Ja Syna miałam tylko w dzień, kiedy ktoś był ze mną na sali. No ale ja bardzo źle się  czułam jeszcze przez kolejne dwa tygodnie, w szpitalu byli wręcz zaniepokojeni, bo nie pomagały mi najsilniejsze leki przeciwbólowe. Ale też wiem, że innym kobietom bez problemu zabierali dziecko w każdym  momencie, kiedy o to poprosiły. Przywozili na karmienie.

W szpitalu, w którym rodziłam tez po cc zostawiają dziecko z matką na sali. Właśnie kiedy leżałam po porodzie w szpitalu dziecko u dziewczyny po cc strasznie płakało cała noc. Ona jęczała z bólu. Dopiero nad ranem pielęgniarka zabrała maluszka pewnie zrobiło jej się go w końcu szkoda. 

Karolinach no to w porę jej się zrobiło "szkoda" masakra ja to bym już dawno awanturę zrobiła no jak nie chce przyjść zabrać to niech chociaż przy nim pomoże. Zresztą łaski nikomu nie robiła to był jej obowiązek pomóc! 

Ja się prędzej domyślam,że kończyła się jej zmiana i po prostu zmienniczce dziecko wcisnęła... Wredne babsko.

Ja rodziłam w ogromnym szpitalu, na oddziale było kilkadziesiąt osób i tyle samo dzieci. Dzieci nie zabierali, bo nie było tyle personelu, aby się jeszcze tymi dziećmi zajmować. Jak u współlokatorki płakało dziecko, a ona się źle czuła to przychodziła położna, ale dziecko pobawiła i wychodziła. 

Przed pionizacją jak pisałam, też miałam ciągle dziecko, najpierw był mąż ze mną, a potem jak go nie było to też byłam z dzieckiem, tylko miałam pilot jak coś się bedzie działo. Synek leżał na mnie, więc tylko się przytulał i spał, więc nie miałam potrzeby korzystania z pilota. Natomiast noc po pionizacji była ciężka bo synek ulewał wodami, ja się bałam, że się zakrztusi, dlatego spał ze mną na boku, ale nie chciał jeść, przez te ulewanie i całą noc czuwałam. Przebrać go było mi bardzo ciężko. Wyjścia nie miałam jednak i musiałam.

Patrycja masz rację. No ale niestety tak to wyglądało.