Emocje butelkowej mamy

Marzyłaś o tym, by karmić piersią. Nie udało się. Bardzo to przeżywasz, targają Tobą negatywne emocje, zadajesz pytania, które jeszcze bardziej bolą. Obawiasz się, czy karmiąc butelką dasz dziecku to, co dostałoby gdybyś karmiła piersią. Przeczytaj, w jaki sposób powstaje więź między matką a niemowlęciem oraz dlaczego nie warto trwać w rozpaczy nad straconym mlekiem.

Wiele mam jak się nastawi na karmienie piersią w czasie ciąży i nie mogą karmić, wtedy czuje żal, rozpacz! Wtedy trzeba aby taka mama miała wsparcie ze strony męża czy też rodziny i znajomych!
Chodź wiele niepowodzeń wynika z nieprzygotowania się do laktacji!!!

W rzeczy samej. Kiedy moja koleżanka zobaczyła jak karmię syna butelką, ostentacyjnie oświadczyła, że ona będzie karmić jak najdłużej. Ja tylko pokiwałam głową i odparłam, że życzę jej tego z całego serca, choć to nie takie proste jak jej się wydaje. Karmiła 3 tygodnie niecałe.
Pierwsze dziecko do 6 miesięcy dokarmiałam, później przeszłam na mm bo byłam w ciąży z drugim synem. Natomiast drugi syn ssał pierś do ok 3 miesiąca. Niestety dośtał pleśniawek, zaraził mnie i przez ten ból nie dałam rady. Późniejsze dostawianie się nie powiodło choć nie ssał tylko 2 tygodnie. Stwierdziłam, że nie będziemy się katować i ściągałam dalej pokarm. Puki co laktacja jest, ale nie mówię nie mm. Synek jest tak do mnie przywiązany, że prawie cały czas spędza ze mną. Śpimy razem, bawimy się, jemy (przespał może 2 tygodnie w łóżeczku).
Owszem karmienie z piersi jest fajną sprawą bo o każdej porze dnia i nocy mamy gotową ,Butlę" do podania, w nocy dajemy pierś i spać, a tu to podgrzewanie/przygotowanie, ściąganie pokarmu itd, ale i bez karmienia można zbudować silną więź z dzieckiem

Mama karmiąca butelka nie jest gorsza matką. Czasem po prostu natura sobie zażartuje i tak już jest, ale to czy karmimy piersią czy butelką świadczy o naszej miłości do naszych dzieci nie. Ja karmię piersią ale mam koleżanki które karmia butelką i sa najwspanialszymi mamami dla swoich dzieci.

ja walczyłam jak lwica, żeby karmić małego jak najdłużej relaktacje bolały leciały łzy, aż po 3 razie powiedziałam dość to przecież nie koniec świata i maluch tez od razu się przestawił i nie płakał za piersią, moja teściówka była niezbyt zadowolona, że niby sie łatwo poddałam ale ile można a maluch się najadał i spał dłużej niż po moim mleczku i żadnych kolek niczego. Czasami smutno mi było, że juz nie karmię piersią, ale wtedy sobie mówiłam, że przecież maluch rosnie i jest szczęśliwy. Nie obwiniajcie się jeśli nie dacie rady

Gdybym trafiła na forum w czasie ciąży to na pewno byście o mnie powiedziały, że na matkę się nie nadaję. Na początku ciąży nie chciałam w ogóle słyszeć ani o naturalnym porodzie ani o karmieniu piersią. Kwestia sposobu rodzenia zmieniła się w drugiej połowie ciąży. A karmienie, hmm, no cóż, cały czas twierdziłam, że karmić nie będę. Ale jakoś w okolicy 36-37 tygodnia okazało się, że już pojawia się pokarm, denerwowałam się tym. Prawie wpadłam w panikę. W szpitalu po porodzie, kiedy przyniesiono mi małą i przystawiono do piersi to chciałam krzyczeć “NIE!”, ale jakoś się wstrzymałam. Pierwszy miesiąc karmienia był dla mnie koszmarem, popękane, krwawiące brodawki, młoda szczypała czasami, później kryzys laktacyjny. Tak się męczyłam i mówiłam sobie byle do jesieni, jak skończy 3 miesiące to przechodzę na butelkę, nie będę więźniem. A kiedy minął 4 miesiąc i pokarmu robiło się coraz mniej to się nagle załamałam. Próbowałam chyba wszystkiego na pobudzenie laktacji, ale niestety, ilość pokarmu ciągle się zmniejszała. Teraz kiedy mała ma prawie 8 miesięcy już w zasadzie nie mam go wcale. Raz na dzień czy dwa dam jej między posiłkami possać pierś, bo jak się mocno natrudzę i namasuję to coś tam poleci, kilka kropel. Więc w momencie kiedy ja chciałam karmić jak najdłużej, okazało się to niemożliwe, natomiast przetłumaczyłam sobie, że dałam dziecku to co najważniejsze na początku, a teraz będę dawać jej inne ważne rzeczy, takie jak miłość i zainteresowanie.

ja miałam taki moment w szpitalu kiedy patrzyłam na zegarek i kolejne godziny mały przyssany do cyca (o 5 nad ranem już nie wytrzymałam) odstawiłam go i poszłam po butelke i sie pokłóciłam z położną bo ta mi nie dostanie pani butelki i juz. Na kolejny dzień zapytałam na obchodzie czy mogę sie wypisac na własne żądanie bo nikt nie będzie za mnie decydować czy karmię piersią czy butelką, pielęgniarki dostały opieprz od pediatry, że nie mają prawa mi odmawiać butelki. A po powrocie do domu odetchnęłam mówie teraz juz na butli będziesz aż raz podałam sztuczne mleko bo piersi mi rozsadzało więc powrót do piersi a raczej do laktatora i butelki, ale niestety później walczyłam o każdą kropelkę bo byłam dumna, że moje maleństwo tak ładnie rośnie na moim pokarmie, ale chociaz 2 miesiące daliśmy radę

Ja podziwiam wszystkie mamy które walczą jak lwice o pokarm dla swojego maluszka ale przecież czasem to nie od nas jest zależne. Więc jeżeli już widzimy że nie mamy siły, jesteśmy tym bardziej zmęczone to nakarmmy dziecko butelką a jak już będzie spokojniejsze to wtedy przystawmy je do piersi może zaskoczy.

no ja miałam całe pokrwawione piersi, osłonki(kapturki) w ogóle nie wchodziły w rachubę bo mały nawet nie chciał ich złapać, ściagałam mu troche laktatorem i buteleczką podawałam bo nie mógł zupełnie załapać a jak juz załapał to prawie nic nie było w piersiach bo mi laktacja zanikała i znów zaczęłam walczyć o nią i tak w kółko 3 razy aż wreszcie sama z wielką anemią dałam nam obu spokój ja zaczęłam jeść wszystko, żeby poprawić swój organizm (a przy karmieniu niestety nie zawsze mozna zjeść różne warzywa czy owoce, w kazdym razie na samym początku) a mały jadł mm i najadał sie i oboje staliśmy się bardziej spokojni, a ja wreszcie miałam czas dla drugiego dziecka. Bo jednak karmienie piersia i ta walka zajmowała mi dużo czasu

Tez miałam plany karmić synka do 2 roku życia jednak juz w drugiej dobie pojawiły sie niepokojąca wysypka, śluzowe kupki i bóle brzuszka. Wytrwalismy do końca 6 miesiąca wtedy dopiero okazLo sie ze synek ma alergie na białko mleka krowiego i laktozę od tamtej pory powoli przeszliśmy na nutramigen który pił do skończenia 18 miesiąca. Było mi przykro ze nie mogę karmić go piersią ale moje mleko aby mu szkodziło. Lekarka tłumaczyła mi ze syn pojąć moje mleko musi je trafić tak jakby znajdowały sie w Nin kawałki szkła. Po przejściu na butelkę wysypka zniknęła w ciagu kilku dni kupki wreszcie po raz pierwszy wyglądały normalnie i żadnych boli brzuszka nie było!:slight_smile:

Jestem właśnie w samym środku tego problemu. W szpitalu karmiłam piersią ( z początku bez osłonek, ale w końcu piersi nie dały rady i musiałam po nie sięgnąć), ale z powodu konfliktu serologicznego i przedłużającej się żółtaczki zapadła decyzja o podaniu dziecku sztucznego mleczka. Po 24 godzinach na butelce mój maluszek nie chciał chwycić za kapturki i znów zaczął ranić mi brodawki. Widziałam też, że się nie najada, że ma za mało mojego mleczka. W domu problem się nasilił, a kiedy zbliżało się karmienie łzy same nachodziły mi do oczu. Podałam mleko modyfikowane. Położna radziła by używać tego mleka tylko w sytuacji krytycznej. Odciągam pokarm, ale mały zjada wszystko na bieżąco i przynajmniej raz na dobę muszę podać mieszankę. Czuję się jak wyrodna matka nie dając rady karmić piersią. Mimo, że moje Kochanie dostaje moje mleczko z butelki nadal mam do siebie żal, chodzę wciąż przygnębiona i czasem płaczę. Dziś trafiłam na Wasz artykuł i dopiero porządnie się rozkleiłam. Ból i żal nie znikną od razu, bo nadal mam poczucie winy, ale cieszę się, że o tym piszecie i wierzę, że prędzej czy później pogodzę się z faktem iż karmię butelką. Najważniejsze, że widzę jak moje maleństwo rośnie i przybiera na wadze.

Mika pamietaj o tym, ze to nie sposob karmienia czyni z nas dobre czy zle matki. Czasami dziecku trzeba pomoc, ale najwazniejsze jest, ze chcesz karmic i ze sie nie poddajesz.

To w jaki sposób karmie swoje dziecko nie jest wyznacznikiem tego jaka jestem matka. Ponieważ nawet wtedy kiedy karmimy butelka mozemy być mocno związani z dzieckiem. Czasami nawet zdarza sie tak, ze dziecko karmione butelka jest bardziej przywiązane do natki niż te karmione butelka. Najważniejsze w tym wszystkim jest nasze nastawienie. Jeżeli bedziemy karmić dziecko z miłością, to dziecko to odczuje i bedzie sie do nas zbliżać. Jednak jeżeli karmienie bedzie podejmowane niechętnie to bądź maluszek to odczuje i bedziemy się od siebie oddalać, a karmienie bedzie przykrym doświadczeniem dla obu stron. Wiem, ze czasani emocje biorą gore i ze obwiniany sie za niepowodzenie podczas karmienia piersią, które wychodzą przy podawaniu butelki, ale najważniejsze jest to abyśmy wszystko robiły z miłością i jeżeli nie udali sie naturalnie karmić to to nie znaczy że przez to mamy sie czuć gorsze. Pamiętajmy że szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko.

Walka walką, ale natura różnie obdarza. Wg. mojej opinii możemy stawać na głowie a mleka zawsze może być w piersi za mało… Staram się karmić córkę mlekiem z piersi, który ściągam pare razy dziennie…jest to ogromna męka, nic nie mogę w domu zrobić jak Mała zaśnie- co się rzadko zdarza, że w ogóle śpi. Czasami jest tak, że trzymam ją na kolanach a do piersi mam przystawiony laktator, bo ona jak zaczyna ssać pierś to trwa to 1 min i jest płacz…Skąd to wynika? Mam dużo koleżanek, które karmią mm i dzieci są równie zdrowe i piękne ! Ja postaram się karmić pół na pół jak najdłużej, ale nie wiem ile wytrzymam.
Pozdrawiam !

Ja bardzo chciałam karmić piersia, i karmiłam aż cały miesiąc :slight_smile: Była to dla mnie ciężką decyzja o zaprzestaniu, ale synek jest dzieckiem ulewającym ( na piersi wręcz chlustającym ). Wraz z pediatrą podjelliśmy decyzje o karmieniu syna mlekiem AR i tak jest do dzisiaj. Syn cały czas ulewa, a normalnym Bebilonem wymiotuje nawet kilka godzin po jedzeniu. Mamy nadzieję, że niebawem z tego “wyrośnie”. A to że karmie butelką nie czyni mnie gorszą mamą.

Ja miałam rzeke mleka… wykarmiłabym pół oddziału noworodkowego na raz, gdyby taka potrzeba była. Niestety moje dziecko dwa tygodnie leżało na intensywnej terapii. Codziennie dowiadywała się o nowych podejrzeniach, badaniach… karmiłam ją co 1,5h (taki z niej żarłok) … po 2 tyg, całkowicie zdrową Zosię wypisali ze szpitala… pokarmiłam ją jeszcze tydzień piersią. Niestety wcześniejsze doświadczenia i jej kolki nie pomogły laktacji, wręcz przeciwnie. Mleka ani kropli. Miałam straszne wyrzuty sumienia, że nie karmię jej piersią. Ale widziałam, że po butelce nie ma kolek, robi normalne kupki i je rzadziej i spokojniej. Teraz już pogodziłam się z tym, że Zosia musi jeść mleko modyfikowane, choć nie powiem, ale bardzo chciałabym nadal karmić piersią …

Każda mama chce jak najdłużej karmić, ja sama walczyłam o mleko niestety bezskutecznie i po 2 miesiącach musiałam karmić już tylko mm. Długo sobie zarzucałam błędy i obwiniałam siebie za ten fakt. Ale kiedy patrzę z perspektywy czasu na to wszystko wiem, że mimo wszystko mojemu dziecku nie dzieje się krzywda na mm. Je ładnie, nie ma kolek, nie ulewa już i nawet alergia mu minęła na mm. Do tego ładnie przesypia noce i jest przede wszystkim zdrowym dzieciaczkiem. Ciężko jest się pogodzić, że nie możemy karmić, ale warto nie okazywać tych emocji dziecku bo ono bardzo to przeżywa razem z nami, może stać się płaczliwe, rozdrażnione. Przy karmieniu liczy sie spokój, opanowanie i dużo czułości.

Sama chciałam karmić jak najdłużej niestety rzeczywistość w moim przypadku również okazałą się brutalna. W ciąży nie wyobrażałam sobie żeby karmić dziecko inaczej niż tylko piersią. Po porodzie który musiałam mieć przez cięcie cesarskie nie miałam pokarmu. Małą przynieśli mi szybko po ok 3 godz.bo ciągle płakała. Miałam jeszcze sztywne ręce i nogi bo znieczulenie nie puściło (jak się później okazało miałam je podane za dużo i za wysoko bo znieczuliło mi również ręce) nie dawałam rady jej utrzymać ale położna znalazła dogodną dla nas pozycje. Niestety okazało się że mleka jest bardzo mało bo mała jadła i płakała i tak cały pobyt w szpitalu. Musiałam ją dokarmiać mm. Z pomocą przyszłą położna środowiskowa, która obaliła mit który wszyscy mi wpierali że po cesarce to ja pokarmu mieć nie będę. Kazała pobudzać piersi laktatorem metoda 7-5-3. Pokarm po kilku dniach się pojawił. Tylko zawsze był jakiś kryzys, nerwy zgrzyty z teściową bo ona wie lepiej. Kilka razy kryzys przetrwaliśmy. Niestety tego który pojawił się w 3 mcu już nie. Mała musiała dostawać butelkę którą bardzo pokochała i wystarczyło kilka dni żeby cycus był beee. Byłam u konsultantki laktacyjnej. Wyjaśniła że mam bardzo dużo mleka I fazy bo mała za płytki ssie i je tylko kiedy szybko leci tak jak z butelki, kiedy trzeba się wysilić już jej się nie chce. Poradziła mi metodę, która miała pomóc w ciągu 2-3 dni bo tyle trwa zmiana nawyku u dziecka. ja stosowałam ją przez tydzień i nie przyniosła efektu. Teraz odciągam mleko laktatorem i podaje je dziecku w butelce bo bardzo zależy mi na karmieniu naturalnym. Jest to bardzo męczące ale zdrowie małej jest najważniejsze. Przede wszystkim ja jestem spokojniejsza bo nie martwię się czy mała zje tym razem z piersi czy nie. Wiem że mleko jest zawsze w lodówce. Przed długi czas uważałam się za gorszą matkę bo nie potrafię wykarmić swojego dziecka . Co za ironia uważałam tak o innym matkach które karmią butlą a samą nią się stałam. Pogodziłąm się już z tym że moje dziecko nie ssie piersi nawet nie chce się do niej przystawić próbowałam wszystkiego i wiem że zrobiłam wszystko co mogłam reszta zależała od córki. Ale te 3,5mca były piękne. Nadal się rozczulam jak widzę matki karmiące piersią bo uważam że to cudowny widok.

Na poczatku ciazy bylam przekonana ze nie uda mi sie karmic piersia ze wzgledu ze ani moja mama ani moja babcia nie karmily za dlugo, myslalam ze mnie tez to czeka ale pomylilam sie :slight_smile: zaraz po porodzie (s.n) przystawilam synka do piersi i wiedzialam ze chce karmic jak najdluzej i udalo mi sie pol roku chce dalej ale moj pokarm przestal wystarczac:-( i synek sie juz sam upomina o butelke. Jest mi z tym ciezko ale dla Radzia wszystko:-)

Ja również bardzo chciałam karmić piersią, juz dwa mies przed porodem zaczelam hartowac brodawki, poniewaz mam je bardzo wklesle, no i stalo sie najgorsze ani kapturki ani nic nie pomoglo synkowi uchwycic mojej piersi :frowning: drugą sprawą było to że rodziłam poprzez Cc, więc pokarmu też od kropelek, noi tym sposobem Synek jest karmiony butlą, a jak ją kocha to Wam mówie Kobietki :slight_smile: Hehe