Dziecko w szpitalu - jak je wesprzeć

Pobyt w szpitalu to duży stres dla malucha. Bliskość mamy i taty to najlepsze wsparcie i cudowne lekarstwo. Podpowiadamy jak pomóc dziecku, aby czas hospitalizacji był możliwie spokojny i krótki.

Artykuł na pewno przydatny . My na szczęście jeszcze nie musieliśmy leżeć w szpitalu . Ale nie daj Boże kiedyś nas to trafi to wrócę i jeszcze raz z dokładnością przeczytam artykuł :wink:

Bardzo fajny artykuł. Ja mam nadzieję że już nie będziemy musieli wracać. Po ostatnim razie mamy dość

Ja również dziękuję za artykuł. Mam nadzieję, że nie trafię z moim maluszkiem do szpitala. Narazie obawiam się o serduszko, ale staram się myśleć pozytywnie i nie dawać mu odczuć presji i stresu.

Temat obecnie dla mnie.

Od czwartku jestem z malutkim w szpitalu. W czwartek rano zauważyłam że jest zbyt ciepły. Poprosiłam męża żeby przyniósł termometr i zmierzył mu goraczke.
Zmierzył, było 39,4 byłam w szoku, przecież on ma dopiero 12 dni!! Jak to, dlaczego…
Bardzo się przestraszyłam, tym bardziej dlatego, że jest taki mały.
Mąż zadzwonił na pogotowie, a tam mu powiedzieli żeby nie panikowac, tylko zadzwonić do przychodni i umówić się na wizytę, trochę mnie to oburzylo, przecież to noworodek, ma prawie 40 stopni…

Zadzwonilam do położnej, powiedziała żeby jechać natychmiast do szpitala, po drodze kazała mi kupić kropelki na gorączke dla małego. Kupiłam jedne jakie mi doradzala PEDICETAMOL, myślę że warto je mieć w apteczce, bo wszystkie inne są od 3 miesiąca a te można podać od urodzenia. Na szczęście aptekę mam niedaleko blokuy.
Zawiezlismy szybko dzieci do przedszkola i do szpitala.

Słuchajcie przyjechaliśmy do szpitala dziecięcego, (położna mi poradziła do którego najlepiej pojechać) a na miejscu baba z rejestracji mówi do nas, że niepotrzebnie tutaj przyjechaliśmy że z tak małym dzieckiem to się jedzie tam gdzie się rodzi…
Normalnie szok, ja jej mówię że nigdzie nie jadę, że ma wezwać lekarza a nie ja teraz będę jeździła z noworodkiem od szpitala do szpitala
(jak w ogóle można tak robić, odsyłać matkę z noworodkiem!!! ).
Przyszedł lekarz, bardzo dokładnie go zbadał i powiedział, że Osłuchowo nic nie słychać, ale noworodki nie mają gorączki bez powodu i że nas przyjmie. Ja się pytam czy przyjmuja takie małe dzieci, bo Pani z rejestracji powiedziała że nie. On się zdziwił, że takie pytanie zadaje, powiedział, że oczywiście przecież to dziecięcy szpital

Nigdy nie dajcie się spłacić, odesłać ze szpitala, zwłaszcza z noworodkiem, ale w ogóle z dzieckiem, a jak nie będą chcieli Was przyjść to niech Wam to dadzą na piśmie o napiszą przyczynę!!! Gdyby Nie to że to moje trzecie dziecko, gdybym nie była doświadczona to możliwe że bym odjechała bez słowa.
Że taka baba tam pracuje!!!

Teraz już jestem spokojniejsza i moge już się z Wami tym wszystkim podzielić, bo wcześniej za bardzo przeżywalam

Pobrali mu krew, mocz, kał, i nic nie wyszło a gorączka nadal… W końcu lekarz zalecił że zrobią punkcje, czyli pobranie plynu mózgowo rdzeniowego z kręgosłupa.
Przerazalo mnie to ale się zgodziłam. W końcu tak mogą sprawdzić czy nie złapał np zapalenia opon mózgowych
Wyniki były dopiero dzisiaj, na szczęście ujemne.
Miał jeszcze raz pobrana krew i dopiero później wyszło wysokie Crp, ma stan zapalny organizmu
Dostał dwa antybiotyki i na razie lezymy i czrkdmy, ale jestem spokojniejsza bo już nie ma gorączki i widać że jest lepiej.
Przeżywam to bo tyle razy już go kluli, już miał trzy razy zmieniamy wenflon i wiem że jeszcze będzie miał, antybiotyk jest przez niego podawany i po jakimś czasie zapycha się i trzeba wkuc od nowa

Matko dziewczyny, tak się nastresowalam i nadal się stresuję, ja wiem że noworodki maja różne infekcje ale to jest na prawdę okropne przeżycie dla rodzica

Mandarynka współczuję Ci daj znać jak z maluszkiem

Mandarynka bardzo współczuję i życzę dużo zdrówka dla maluszka. To co przeżyłaś w tej rejestracji to koszmar. Szczerze mówiąc ja chyba nie podarowałabym i poszłabym z tym do dyrektora. Przez taka kobietę ktoś kiedyś może zginąć.

Eleonorka tak właśnie myślałam żeby to zgłosić, nie wiem do końca nawet jak ona wygląda (za bardzo przejęta byłam) i nie wiem jak się nazywa, ale z tym akurat nie powinno być problemu, bo tak (chyba) ich wiele nie pracuje, Chocianów to spory szpital i rejestracja też duż. Zobaczę i dam Wam znać.

Eleonorka właśnie najgorsze jak taka baba powie np do młodej Nie doświadczonej mamy, jedz sobie tam czy tam i taka mama nie będzie potrafiła się odezwać, uzna że Pani w rejestracji ma rację i wyjdzie. Kurcze, aż mnie coś ściska w środku jak o tym pomyśle

Daleko by szukać, przecież niedawno był taki przypadek, gdzie odesłali rodziców z półrocznym dzieckiem z agrafka w gardle czy przełyku i rodzice sami własnym samochodem jechali dalej, dobrze że poprosili policję o pomoc bo nie wiadomo jak to by się skończylo… No ludzie, jak tak można

Mieliśmy jeszcze Rtg, nie znam jeszcze wyników. Pewnie jutro mi powiedzą. Jak pytałam pielęgniarke to powiedziała że nie wie i jutro lekarz mi powie. Ale myślę że jakby coś wyszło to by chyba od razu powiedzieli.

Mam pokoik na przeciwko zabiegowego, Cały czas jakieś maleństwo płacze w tym zabiegowym i słychać po płaczu że to np niemowlak lub noworodek. Ja wiem ze krzywdy mu tam nie robią, tylko raczej pomagają, bo to krew, to wenflon, ale tak mi szkoda tych dzieci z nie wiem. Dzisiaj się popłakałam, bo one plakaty. Mój też miał zmieniany wenflon, więc wiem co to znaczy i jak się splakal

Pobieranie krwi i welflony u takich maluszków jest okropne. My jak byliśmy z mlodym wtedy w szpitalu co wypadek miał i nie mogli się mu wbić to wylam razem z nim.

Mandarynka jednym słowem masakra . Gdzie nie pojedziesz tam mają cie obowiązek przyjąć nie tylko z noworodkiem ale każdym dzieckiem . Zglosilabym to gdzieś i to jak najszybciej póki świeże.

Ja to bym tam zrobiła taka aferę że skakaliby wkoło mnie i jeszcze herbatki donosili .

Ja jak byłam na krzywej cukrowej w ciąży z Zuza to tez przyszła mama z synkiem takim gdzieś około pół roku . Jak biedny płakał , jeszcze była stażystka , nie umiała się wbić , nie tylko dziecku bo i mi miała problem prawie 9 razy mnie kula. Okropnie się słucha takiego płaczu a szczególnie swojego dziecka .
Czasami jak tak myślę o takich sytuacjach to aż mi mojej mamy szkoda co musiała przejść ze mną jak się poparzylam jako 2latek

Mandarynnka, bardzo Ci współczuję. Dzieci powinny być zdrowe… Tak mi szkoda Twojego Maleństwa, ale całe szczęście, ze już sytuacja opanowana i zdiagnozowano przyczynę. Całym serduchem jestem z Wami. Pisz co i jak na bieżąco.

Szpital to ciężki okres dla dziecka i dla mamy. Mi córka ostatnio nie chciała w nocy spać w szpitalu. Jeszcze te wenflony u mojej to nie mogą go założyć nie dość że dziecko płacze to potem jest całe posiniaczone. Nie lubię leżeć z córką w szpitalu. Ale prawda jest taka, że to część jej życia i nie da,się z tym nic zrobić. Córka jest mała i jeszcze nic nie rozumie. Ale takie pobyty są ciężkie, a dla mnie traumatyczne. Teraz dzięki niektórym sytuacją jestem silniejsza i teraz wiem co mam robić, a do tamtego okresu ze szpitala nie lubię wracać tylko dziecko meczyli za miast pomóc.

Anetko też mi szkoda Twojego dzieciatka, że tyle tam musi przebywać. Dorosły jest wstanie sobie z tym poradzić ale dziecko nie.
Siedzisz przy niej, wspierasz, więc na pewno lepiej to znosi. Jak Ty będziesz silna i będzie to widziała to i ona będzie silna

Trochę w tych szpitalach leżalam z dziecmi, przeważnie po kilka dni, bo z najstarszych, a to rota, a to migdal.

Z młodszym kiedyś byłam na zatruciu, też kilka dni to mieliśmy taką sytuację, że przy wypisie już, napisali mu ze ma anemie… Bardzo mnie to zdziwiło, bo młodszy ma dobry apetyt, prawie wszystko zjada, dobrze wygląda a tu anemia. No ale cóż może mieć. Dali mi skierowanie do jakiegoś instytutu.
Poszłam jeszcze w międzyczasie do mojej Pani doktor, pokazuje jej te wszystkie wyniki. Ona tak patrzy, aż wyjela jakąś tabele, książkę. Sprawdza i mówi że w tych wynikach które on ma żadnej anemii nie widzi. Wyniki są wręcz idealne, w normie.
Nawet mi pokazała wyniki w tabeli z wynikami synka. Wywnioskowala, że sprawdzili z wynikami u dorosłego, nie dopatrzyli i Wypisali w wypis. Druga sprawa to taka, że nawet jakby miał anemie to wg mnie powinni go jeszcze zostawić w szpitalu… Więc to też było dla mnie niezrozumiałe, ale może z anemia nie trzymają, nie wiem.
. I tak to właśnie bywa. Byśmy niepotrzebnie jeździli, kuli go itd…

Jak leżalam jeszcze kiedyś ze starszym to była dziewczynka w szpitalu z domu dziecka. Była sama. Tak mi było jej szkoda, płakać mi się chciało. Ona była już taka starsza, bardziej samodzielna, a ile jest dzieci w szpitalach malutkich z domu dziecka, nikt do nich nie przychodzi, nie przytuli. To jest dopiero smutne

Najgorsza sytuacja w szpitalu to ta gdzie wzywasz pomoc, a personel sobie z tego nic nie robi. Nie przyjdzie, nie zobaczy dziecka nic sobie z tego nie robią, a dziecko cierpi. Wtedy człowiek się zastanawia czy jest gdzieś porządny szpital gdzie życie dziecka jest priorytetem.

Oj tak, ja bardzo martwię się o serduszko. Narazie na ktg luki w tętno miga wskazywać na otwór w zastawce. Jeśli tak, to może się sam zamknąć do 6 miesięcy. jeśli nie to trzeba będzie zweryfikować jak duży i w jaki sposób zadziałać :frowning: jestem przerażona.

Z własnego doświadczenia radzę ci działać od razu po porodzie. Mi też mówili nie przejmuj się będzie dobrze, masz na to czas. Dlatego od razu działaj. Po porodzie od razu wymagaj skierowań do specjalistów i niech dobrze zadają dziecko by dali odpowiednie szczepionki.

Eleonorka u mojego męża brata też tak było. Bratowa męża też miała, tzn jej córeczka miała otwór w zestawce. Powinni od razu skierować do specjalistow. Nie wiem od czego to zależy, bo jedne dzieci mają od razu po porodzie operacje, inne właśnie nie, czekają bo może się samo zamknąć. Pewnie od wielkości tego otworu. Ich córka miała od razu operacje. Bali się strasznie, wiadomo, ale wszystko poszło dobrze. Teraz ta dziewczynka ma 9 lat :-):slight_smile:

Moja siostra miała taki przypadek, to już było 5 lat temu. Karmila piersią, jej córeczka tak lapczywie ciągnęła i pewnym momencie zaciągnela tak mleko, że przestała oddychać, robiła się sina. Moja siostra jest bardzo opanowana osoba, wsadziła mała do samochodu i pojechała do szpitala (mieszka 7km od szpitala) wbiegła na izbę i krzyczała że jej dziecko nie oddycha. Zajęli się małą natychmiast. Miała wtedy dwa tygodnie.
Wszystko skończyło się dobrze.

Ja rodziłam wtedy po siostrze,wiecie że ja się bałam karmić piersią. Karmilam oczywiście, ale w strachu. Jakiekolwiek zakaslanie u dziecka budził we mnie strach i przerażenie.

Mandarynka to ja też tak miałam młody czasem jak się dopadł do cycka to się potrafił zachlysnac aż nosem mu szło też się bałam karmić

Czyli to nie jest bardzo rzadki przypadek ? Ja już zastanawiam się czemu mój maluch jest tym jednym na 1000 urodzeń, który może mieć wadę serduszka. Już w głowie mam najgorsze choroby związane z tym.

Eleonorka wszystkiego nie da się uniknąć. Moja córka też jest chora. Jest 1 na 10000 urodzeń. Ale nie ma sensu się zastanawiać dlaczego moje dziecko, a nie inne czy się zadreczac to nie ma sensu. Co ma być to będzie. Musisz być silna. Dasz radę. Mama jest wstanie wszystko znieść i zrobić dla własnego dziecka.