Drżące serce matki

Panią Katarzynę i jej męża Jacka poznałam w trakcie sprawowania opieki na sali ciągłego nadzoru nad ich dziećmi Mają i Wiktorkiem.
Dzieci urodziły się poprzez cięcie cesarskie z ciąży trwającej niespełna 33 tygodnie.
Majeczka lżejsza o ok. 600 gram lepiej radziła sobie w przystosowywaniu się do ,nowych warunków’’. Śmiałam się do rodziców że jest ich małym promyczkiem i wielką rozbóinicą… rwąca się do życia, brykającą po całym inkubatorze, upominająca się o jedzenie …marzenie.
Wiktorek był natomiast ,wcześniakiem specjalnym’’ wymagającym ode mnie dużo większej uwagi, opieka nad nim była naprawdę ciężka…z powodu zaburzeń w oddychaniu zastosowana wsparcie oddechowe typu nCPAP, jednak schodzenie z tlenu kończyło się fiaskiem…
Oprócz sprawowania opieki nad bliźniętami p.Kasi niemal od razu stałam się jej powierniczką, ostoją i wsparciem. Dowiedziałam się że są to jej kolejne dzieci, gdyż z młodzieńczej miłości ma syna Kamila, trudnego 16’ latka… który w tym trudnym dla nich czasie przysparzał im wiele przykrości. No cóż młodzieńcowi ciężko było pogodzić się z myślą że nie będzie już jedynakiem, a z rodzeństwem będzie dzielił się nie tylko rodzicami, ale także dniem swych urodzin bowiem bliźnięta przyszły na świat w dniu urodzin Kamila.
Niestety po moim dyżurze Wiktorek załamał się i przetransportowana go do zaprzyjaźnionego szpitala o wyższym poziomie referencji. Sam fakt rozłąki ,rozdzielenia bliźniąt był dla matki koszmarnym przeżyciem, męką, jakby ktoś jej serce rozdzierał na pół… fakt ten odbił się znacząco na współpracy rodziców z personelem medycznym owej nocy.
U Wiktorka wykryto ciężką wadę serca z przełożeniem wielkich pni tętniczych, a ogólny stan określano jako bardzo ciężki jednak odroczono jego transport do ośrodka kardiologii do czasu wyrównania się jego stanu…taką informację otrzymała od doktor, przebywająca na sali z innymi matkami wcześniaczymi p.Kasia. Bardzo mnie to rozłościło, był to dla mnie cios a gdzie poszanowanie ludzkiej godności i intymności… p.Kasia pogrążona w amoku, histerycznie płacząc złapała za telefon chcąc zadzwonić do męża, który był w drodze do szpitala, w drodze do Wiktorka. Powstrzymałam ją delikatnie obawiając się że p.Jacek jedzie autem, a o wypadek nie trudno. Pozwoliłam p.Kasi wypłakać się na moje ramię, wysłuchałam, wsparłam jednak nie pocieszałam, nie zapewniałam że będzie dobrze z Wiktorkiem, bo nie wiedziałam tego…jednak przypomniałam kobiecie że Majeczka też jej bardzo potrzebuje.
Kolejne dni należały do ciężkich dla całej rodziny p. Kasi. Kobieta była ciągle przygnębiona, płaczliwa choć Maja przebywała już na sali matki w ciągu dnia w ,ciepłym łóżeczku’’ to nie było widać radości, tylko smutek… postanowiłam to zmienić w końcu Maja też potrzebuje miłości. Podałam córkę matce do kangurowania raz, drugi, kolejny… by się w siebie wtulili, pomogłam przystawić do piersi początkowo Maja lizała tylko pierś ale miała jeszcze czas… choć już ładnie zjadała niemal całą swoją porcję podarowanym smokiem LOVI. Podczas opieki pielęgnacyjnej nad Mają, rozmawiałyśmy z p.Katarzyną o nurtujących ją obawach, zapewniałam że Wiktor ma świetną opiekę, że my jako personel medyczny mamy stały kontakt z zespołem sprawującym opiekę nad jej synkiem.
Stopniowo p.Kasia zaczęła przejmować opiekę nad Majeczką, po tygodniu całkowicie ją przejęła.
Po 23 dniach p.Ksia i Majeczka wyszły do domu w stanie ogólnym dobrym i z pozytywnym nastawieniem do życia.
Mały Wiktorek wówczas przebywał jeszcze pod CPAP’em, jednak jego stan dobrze rokował. Później otrzymaliśmy informację że na operację maluch pojechał na własnym oddechu, co mnie bardzo cieszy.