Depresja, nerwica ....jak tu dalej żyć?

współczuję sytuacji :frowning: mój maż tez ma bardzo stresującą pracę ale na szczęście jak na razie pomaga mu nervomix control, dużo zaczął ćwiczyć i mówi że też to na niego działa. Niestety faceci mają wiekszą tendencję do chorób na tle nerwowym, bo są tacy że bardziej tłumią problemy i nerwy w sobie.

Cześć dziewczyny. Pisze z zapytaniem do dziewczyn które napisały że przechodziły przez to samo.
Mojemu mężowi powiedziano że leki będzie brał przez tok to minimum. Czy Wam też się chciało tylko spać? Brak energii w sobie? Chęci takiej do działania? Mój mąż by tylko spał i leżał co niestety czasem działa na mnie jak płachta na byka gdy ja mam pełne ręce roboty z dwójką dzieci u nogi mówiąc potocznie…wiem że potrzebuje czasu i spokoju , ale mnie czasem aż nosi i są niestety momenty że mu powiem w nerwach kilka zdań…jestem po prostu zmęczona ogarniajac dom, dwójkę dzieci i go…I tak strasznie mu się przytylo- ale to pewnie leki plus stan lenia…

Ewcia leki na depresje i nerwicę sa mocno wyciszające emocje, ale także usypiające. Wedle mnie te leki skoro podawane mają być na bardzo długo mają źle dobrane dawkowanie… Nie da się żyć na lekach, po których ciągle się chce spać.
Poczytaj ulotkę, czy jest w niej informacja o skutkach ubocznych, czy jest tam senność, jeśli po pierwszym miesiącu stosowania organizm się nie przyzwyczai, a mąż będzie senny, powinien udać się do lekarza i poinformować o tych objawach, bo być może lek ten nie jest dla niego i należy dobrać inny.

Niestety czasami stopień zaawansowania nerwicy powoduje, że nie da się ich pominąć. Jednak rok stosowania to bardzo długo. Słyszałam niedawno, że dziurawiec pomaga w wyciszaniu i pomaga w leczeniu.

Wiem, że nerwica to temat raczej trudny i sama potrzebuję teraz wygadania się, wyżalenia albo po prostu by ktoś spojrzał na sytuację z boku.

Zacznę może od samego początku. Gdy rodzice mieszkali jeszcze razem to tata mamie przy mnie nie pomagał ani trochę, ale gdyby to tylko o niepomaganie chodziło to by jeszcze jako tako to życie się toczyło, ale tata wtedy nie traktował mnie jak córki naprawdę żadnemu dziecku nie życzę takiego traktowania ani przez bliską ani przez obcą osobę, niewiele pamiętam, ale to co pamiętam jest dla mnie traumatyczne po dzień dzisiejszy. Przy rozprawie sądowej adwokat namawiał mamę, by nie ograniczać a zabrać tacie prawa rodzicielskie bo były ku temu podstawy Gdy miałam 5 lat tata wsadził nas w samochód i wywiózł do babci (mamy mojej mamy) do której mama nie chciała iść, ale nie miała za bardzo wyjścia.
Zaczęłam mieć kontakt z kuzynostwem mieszkającym niedaleko, ale z roku na rok babcia raczej nieświadomie, ale za każdym razem gdy coś zrobiłam nie tak mówiła mi, że do niczego się nie nadaję, do niczego nie dojdę, nie poradzę sobie w życiu ani z dzieckiem i doprowadziło mnie to do zaburzeń obsesyjno-kompulsywnych czyli tzw. nerwicy natręctw oraz innych stanów lękowych (Zamarańcza chyba wszystko wymieniła i nie wiem czy choć jedno mnie ominęło) zaczęłam się wycofywać ze społeczeństwa, odcięłam się od koleżanek, od kuzynostwa i wszystko się we mnie zbierało i żyłam w przekonaniu, że co bym nie zrobiła, co bym nie powiedziała zrobię źle to też nigdy się nie wychylałam za bardzo, zamykałam się coraz bardziej w sobie, miałam problem z nauką, ustnymi egzaminami, wystąpieniami publicznymi potem z rozmowami kwalifikacyjnymi, żyłam w takim strachu, że to nieporozumienie, nawet wykonanie zwykłego telefonu było dla mnie trudnością, naprawdę byłam bardzo wycofanym dzieckiem
Tata sądownie miał prawo przyjeżdżać raz na 3 miesiące czyli 4 razy w roku przyjeżdżał na gwiazdkę i Wielkanoc, później jeszcze na urodziny ale to nadal nie było te 4 razy a dzieliło nas mniej niż 30 km, ale mimo to zawsze czekałam. Tata raz do alimentów dołożył jakieś 200 zł i miał pretensje, że mu za to nawet nie podziękowałam a dodam, że na początku starał się aby tych alimentów nie było bo babcia ma gospodarstwo i że mamy co jeść, ale sąd był jednak mądrzejszy. Mama nie wierzyła, że tata tak sam od siebie i wysłała kartkę z życzeniami dziadkowi i wtedy dziadek nawiązał ze mną kontakt po 9 latach ciszy.

Dziadek miał drugą żonę, która stwierdziła, że nie jest babcią i kazała nazywać się ciocią no ok. Od tego czasu zaczęłam jeździć do nich trochę na wakacje i pewnego dnia z ciocią wybrałam się na rowery, nie znałam okolicy za bardzo, ciocia jechała przodem i nagle przejechała przez ulicę, nie zatrzymała się, nie spojrzała czy jestem zaraz za nią a skoro ona wjechała to byłam pewna, że ja też mogę i wjechałam i zatrąbiło na mnie auto, wiem że źle zrobiłam powinnam się zatrzymać, ale strasznie się bałam, że stracę ją z oczu a byłam jeszcze dzieckiem. Gdy wróciłyśmy do domu ciocia nawet na mnie nie patrząc powiedziała do dziadka “Ona nie myśli, pewnie wyniosła to z domu” a dziadek w ogóle na to nie zareagował, był wpatrzony w ciocię jak obrazek, do tej pory żałuję, że ja wtedy nie powiedziałam dziadkowi ,żeby mnie odwiózł do domu bo to, że ciocia obraziła mnie to jedno, ale to, że obraziła moją mamę przy okazji to już troszkę za dużo a wiem, że gdy byłam niemowlęciem i mama sama mnie praktycznie wychowywała można powiedzieć ciocia stwierdziła, że mama jest wygodna bo ma zarośnięty ogród zresztą powiedziała tak również do kogoś przy mamie, że ktoś tam nie ma porządku i z szyderczym uśmiechem patrząc na mamę powiedziała, że są tak wygodne kobiety dodam, że ciocia nigdy nie miała swoich dzieci a do rodziny dziadka weszła gdy tata był już dorosły a jego brat miał jakieś 13 lat więc nigdy też tak małym dzieckiem się nie zajmowała i nie wie co to znaczy i nie czułam się tam dobrze nigdy wręcz przeciwnie. Dziadek z okazji matury chciał mi kupić samochód, ale nie zdążył bo zmarł i tą inicjatywę przejęli ciocia z tatą. Piękny prezent, który naprawdę mi służył, ale raz jak nim przyjechałam do cioci i poszłam do dziadka na cmentarz to ciocia poszła w tym czasie sprawdzić czy w aucie jest porządek – czy to jest normalne zachowanie? Za każdym razem jak do niej przyjeżdżam wychwala pod niebiosa osoby o których ja pojęcia nie mam i wychodzę stamtąd z przekonaniem, że jestem ostatnią idiotką. A jak zawiozłam zaproszenie na ślub to spytała się czy idziemy mieszkać do babci a ja odpowiedziałam razem z narzeczonym, że do mamy to tak na nas naskoczyła, że jestem niewdzięczna, że gdyby nie babcia to bym nic nie osiągnęła i nie wiem skąd takie wnioski jeżeli z babcią widywała się jedynie przez chwilę - ja już jestem zmęczona wiecznym upokarzaniem i obrażeniem mnie i mojej mamy. Gdy wychodziła z mojego wesela to mówiła, że zadzwoni – nie zadzwoniła a gdy ja zadzwoniłam na święta to wielce zdziwiona, że my pewnie nie mieliśmy czasu a ona nie chciała przeszkadzać – w erze komórek to ta wypowiedź jest dla mnie śmieszna - nie mogę odebrać to oddzwonię proste, później w ciąży wyleciało mi z głowy zadzwonić na imieniny czy Wielkanoc, gdzie już byłam na końcówce i ciocia ma do mnie pretensje, że nie powiedziałam jej że mam chłopaka, że jestem w ciąży, o ślubie – przed zaproszeniem, że ja nie szukam kontaktu, o tych dwóch pierwszych wiedziała już od mojego taty gdy dzwoniłam na święta i nie zdążyłam jej powiedzieć a ja nie jestem z tych co się takimi nowinami chwalą się od razu a już na pewno nie komuś z kim rozmawiam 3 razy w roku już pomijam to, że o ciąży to prawie wszystkim powiedzieliśmy późno bo była zagrożona i usłyszałam, że taka nie byłam, że się zmieniłam, że nie szukam kontaktu choć tyle mi dają i zero wdzięczności z mojej strony a jaka byłam to już nie usłyszałam. A zadzwoniłam, żeby zaprosić na chrzciny, ale nawet o tym chrzcie ostatecznie nie powiedziałam bo się głucho w telefonie zrobiło

Nie ułożyło się tacie z drugą żoną i można powiedzieć, że zaczął się wtedy bardziej starać, kupował prezenty a jak już wchodziłam w nastoletnie i dorosłe życie to tak nawet pomagał coś przy domu, ale w pewnym momencie dla mnie zaczęło to wyglądać tak jakby tata przychodził do mojej babci a nie do mnie, więcej rozmawiał i przebywał z nią niż ze mną dodam ,że mama nie chciała go widzieć na oczy i to taka trochę sytuacja między młotem a kowadłem. Kiedyś tata poprosił mnie, żebym przyszła od czasu do czasu mu posprzątać i w sumie zgodziłam się skoro mi w pewnej mierze pomagał, ale pewnego dnia temat rozmowy zszedł na szczepienia psów, taty pies był bezimienny ale przy szczepieniu zawsze trzeba podać imię psa i jak mi tata powiedział jakie imię wtedy podawał to myślałam, że pod ziemię się zapadnę, naprawdę wtedy straszne upokorzenie poczułam choć chyba tata nie zdawał sobie sprawy z tego a to imię to Aga, no ale chyba każdy wie, że Aga to zdrobnienie od Agnieszki, wyobrażacie sobie jak ja mogłam się wtedy poczuć, ale przez moje stany lękowe nie byłam w stanie wydusić z siebie słowa w tym temacie, ale odechciało mi się przychodzić tam sprzątać i w ogóle.
Byłam u taty wyżalić się z kilku spraw z nim związanych i to było dla mnie naprawdę trudne wydusić z siebie słowo w końcu zaczęłam się zalewać łzami a tata był zniecierpliwiony, że tak długo mi to zajmuje co było widać no po prostu nie rozumiał moich uczuć potem niby powiedział, że rozumie i dobrze, że mam wsparcie w moim chłopaku
Kiedyś spytałam się tacie, czy mogę mojemu wtedy jeszcze chłopakowi podać jego nr telefonu to koniecznie chciał wiedzieć o co chodzi, żeby nie bawić się w podchody to powiedziałam, że przypuszczam, że chodzi o zaręczyny to się spytał czy to nie za wcześnie, ale potem mój chłopak zadzwonił do niego umówili się na konkretny dzień na spotkanie(telefonicznie czyli już tata wiedział, że to nr mojego chłopaka) a w dniu spotkania ani nie odbierał Tel ani nie odzwonił a jechanie w ciemno też bez sensu bo dzwonek przy furtce nie działa już od dawna więc chłopak oświadczył się mi bez tej rozmowy bo co miał zrobić, przez Tel ja nie byłam w stanie powiedzieć tacie o zaręczynach, jakoś się bałam a potrzebowałam się akurat tą informacją pochwalić tak dla wyższej samooceny no i zrobiłam to internetowo no i tata stwierdził, że potraktowałam go jak wielkie G. bo się dowiedział o tym w ten sposób – wysłał mi tą informację przez SMS – chociaż nie wiem jak bo w znajomych czy coś to go nie mam, i że niby go okłamałam jak wtedy byłam mu się wyżalić byłam cała zalana łzami i niby kłamałam, wiem nie powinien dowiedzieć się w ten sposób, ale nie moja wina, że olał spotkanie z moim chłopakiem bo tak to by wiedział jako pierwszy.

Na moim weselu nie poprosił mnie nawet do jednego tańca a jako jego córka to liczyłam na to. Odkąd dowiedział się o mojej ciąży nie odwiedził mnie ani razu choć zapraszałam na święta też nie znalazł ani chwili czasu a mieszkamy w tej samej miejscowości, po porodzie również nie znalazł czasu choć zapraszałam w końcu ja poszłam na chwilę z synkiem do niego po uprzednim telefonie gdzie chwilę z nim rozmawiałam i wspomniałam, że nasz pies zrobił sobie coś w łapę no i dał mi pieniądze na to by iść z psem do weterynarza a na wnuka, którego widział pierwszy raz totalnie nic, podałam też dokładną datę i godzinę mszy chrztu, przed chrztem dzwoniłam nie odbierał, więc napisałam sms nie odpisał, w dniu chrztu dzwoniłam raz jeszcze nie odebrał, nie oddzwonił i na chrzcie go nie było

A teraz czy ja mam mieć pretensje o to, że nie powiedział mi o swoich kolejnych związkach, nie zaprosił na kolejny ślub, że mnie nie wychowywał, że nie było, gdy dorastałam

Ja się nie zmieniłam, ja po prostu zaczęłam szanować swoją osobę – takie jest moje zdanie, czy ja naprawdę muszę być cały czas pod czyjeś dyktando, nie mam prawa ułożyć sobie życia – wiadomo, że wtedy jest mniej czasu… dlaczego wszyscy widzą we mnie błędy a na siebie to już w ogóle nie patrzą, ja już jestem tym naprawdę zmęczona

Przepraszam za tak długie moje wypociny, ale potrzebuję się z kimś podzielić

Agnieszka pisz nie krępuj się, po to reż tu jesteśmy. przeczytalam wszystko. Dużo się wycierpialas jako dziecko o jako młoda dziewczyna. Płakać mi się chciało jak to czytałam.
To jest bardzo smutne nie mieć wsparcia wśród najbliższych, a jeszcze dodatkowo być dla tak jakby intruzem, ma się jeszcze wrażenie, że się przeszkadza.

Rozumiem że chciałaś i próbowałas utrzymywać kontakt zarówno z tatą jak i ciocia, ale nie daj sobą więcej pomiatac i się ponizac. Ona ciągle myśli, że może to robić, i jak się nie przeciwstawisz to nadal będzie to robiła.
A gdybyś z nią tak poważnie porozmawiala i powiedziala o swoich uczuciach, co czułas kiedyś, co czujesz teraz, jako odbierasz jej traktowanie. Jak bardzo ma ono wpływ na Twoje życie.
Zapytaj czy zdaje sobie sprawę z tego jak jej zachowanie na Ciebie wpłynęło, ile negatywnych zachowań wywarło, moze cod do niej dotrze???
Najlepiej by było odciąć się od takich osób, zapomnieć o ich istnieniu, wiem ze to rodzina i to nic jest takie łatwe,
ale moim zdaniem nie ma sensu utrzymywać kontaktu z kimś kto nas tak traktuje.
Ja bym najpierw powiedziała o uczuciach a potem bym powiedziała że nie chce mieć z nią nigdy nic wspólnego (w tym momencie takie odczucia we mnie wezbral ten wpis, że tak bym zrobiła) ale wygarnelabym jej wszystko najpierw.

Tata to tata, wiem zr nie jest łatwo, ale może też lepiej żebyś może na jakiś czas się odciela.

Agnieszka, moja najbliższa przyjaciółka miała podobnie, z tym że jej tata zostawił ja i mamę jak była mala, wyjechał w drugi koniec Polski i założył drugą rodzinę. Ona próbowała utrzymywać z nim kontakt (w końcu to jej tata) on ewidentnie nie chciał. Ożenił się ponownie, urodziło mu się jeszcze 5 dzieci (jej w końcu przybrane rodzeństwo), ona nawet się tym ucieszyla, bola jedynaczka, ale że tak powiem nikt jej nie chciał…
Po prostu odpuściła, nie ma z nimi żadnego kontaktu już chyba z 15 lat.

Czasami tak jest lepiej. Wiadomo każda sytuacja jest inna i nie zawsze to jest takie proste żeby zerwać kontakt. U Ciebie też jest inna sytuacja, bo Twój tata jest chyba bliżej i kontaktu nie unika tylko źle Cie traktuje.

Agnieszka masz teraz swoją rodzinę, kochającego męża synka i tym się przede wszystkim zajmij. Choć wiem że to będzie trudne, bo przeszłości nie da się zapomniec i zawsze będzie się za nami ciągnęła to staraj się o tym nie myśleć tylko żyć tym co jest tu i teraz. To jest teraz ważne

Manndarynka co do wygarnięcia to z mojej strony to nie jest takie proste, należę do osób, które podczas stresu zapominają co chcą powiedzieć i zawsze część mi umyka dopiero później jak już dana sytuacja mija to sobie przypominam, że to nie wszystko przez co w towarzystwie wychodzę na niemowę dlatego rozważam napisanie listu, ale ciocia stwierdziła, że jest dla mnie anonimowa i taka chce pozostać więc już sama nie wiem

Teraz jak przeczytałam swój wpis to ktoś może pomyśleć, że dziadek to były mąż babci o której wcześniej pisałam a to był tata mojego taty, w sumie jego pierwsza żona zmarła gdy tata miał 13 lat i może też trochę przez to tata taki jest bo tak młodo stracił mamę no i odkąd wiedział o mojej ciąży to właśnie mam wrażenie, że unika kontaktu za wszelką cenę.
Ciocia to macocha taty ale została nią gdy był już dorosły i na święta do niej pojechał a do mnie nie przyszedł ani na chwilę mimo, że zapraszałam i mieszkamy blisko siebie

a z tą babcią o której pisałam czyli mamą mojej mamy cały czas mieszkam, ale mama z babcią na dole my z mężem i synkiem do góry ale odkąd mały się urodził to podejście babci się zmieniło na dużo lepsze

PS. Ela z tym dziurawcem przy tego typu lekach to ostrożnie, ja kiedyś brałam taki lek, że dziurawiec był absolutnie zabroniony bo w połączeniu z tym lekiem może doprowadzić do zgonu

Agnieszko, jest to niezwykle poruszająca historia. Naprawdę ciężkie chwile przeszłaś od czasu dzieciństwa. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie uczuć i myśli jakie przechodziły przez Twoją głowę i serce w tym czasie. Naprawdę niezwykłe jest to, że pomimo wszystko podniosłaś się i nie pozwoliłaś zamknąć się w sobie, że sama do siebie masz szacunek. Pomimo wszystko potrafiłaś założyć rodzinę, której nie miałaś od dziecka. To jest Twój ogromny sukces, to że potrafisz teraz o tym powiedzieć, że jesteś kochającą mamą.
Niestety toksyczni ludzie potrafią zniszczyć i złamać człowieka. Mam wrażenie, że tak się dzieje w starszych pokoleniach, gdzie narzucane było zdanie starszego i nikt nie miał prawa odezwać się, wyrazić swoich myśli i zdania, ponieważ stawał się czarną owcą w rodzinie. Było to bardzo ogłupiające, ludzie żyli i żyją do teraz w zamkniętej przestrzeni, którą sobie wykreowali, nie potrafią przyznać się do własnych porażek i błędów a jedynie przerzucają winę na kogoś innego i wyładowują swoje frustracje życiowe. Jeśli jesteśmy wrażliwi i od dziecka nie mieliśmy oparcia, stabilnego gruntu do rozwoju, to jesteśmy bardziej podatni na niszczenie psychiki przez ludzi z zewnątrz. Nie możemy się obwiniać absolutnie za to. Naprawdę walcz Agnieszko i każdego dnia powtarzaj sobie jak wspaniałą osobą jesteś dla dziecka, to co masz zawdzięczasz sobie, to do czego doszłaś jest wyłącznie Twoją zasługą. I to jest podwójny sukces, ponieważ w międzyczasie zmagałaś się z ogromnymi trudnościami, problemami rodzinnymi i samą sobą.

Jeśli chodzi o dziurawca to nie wiedziałam nawet o takich konsekwencjach łączenia go z lekarstwami :open_mouth:

Dzięki dziewczyny za wsparcie :slight_smile:

Przypuszczam, że to tak tylko z pojedynczymi lekami być może tylko z tym co ja brałam, ale lepiej być przezornym i dopytać lekarza czy z danym lekiem można brać jakieś zioła

Eleonorka jak ci się udało zmienić nick, pisałaś bezpośrednio do redakcji? Mój był proponowanym i myślałam, że po rejestracji będę mogła edytować a jak okazało się, że nie to byłam rozczarowana, ale już się przyzwyczaiłam i teraz bym już nie zmieniała

Agnieszka, napisałam do redakcji dosłownie przed weekendem. Na początku tygodnia nagle zauważyłam, że wpisy są już pod innym nickiem :slight_smile: Bardzo szybka reakcja.

Agnieszka rozumiem Cie, ja też w stresujących sytuacjach wszystko zapominam.

Kiedyś jeszcze za czasów studiów kolegowalam się z taką Ania i Dorota.
Anka była taka, że była zazdrosna, że gdzieś tam na mieście umawiam się np na zakupy z Dorotą (wiecie takie głupie rywalizacje nie wiadomo o co, z tym że ja nie rywalizowalam, Anka wprowadzala chory nastrój), teraz jak na to patrze z perspektywy czasu to było bez sensu, ale do rzeczy.
Dorota była/ jest spoko dziewczyna.
Kiedyś Anka zaprosiła Dorotę do galerii na kawę, no i Dorota do mnie dzwoni żebym też poszła. Anka była wściekła, do tego stopnia, że dogryzala mi na każdym kroku, mówiła nieprzyjemne rzeczy itd.
Nie potrafilam wtedy się odezwać, czułam się źle.
Ktoś mi podpowiedźial, żebym napisała maila do Anki, o tym, jak się czułam na tym spotkaniu itd, jeśli nie potrafię tego powiedzieć. Napisałam. Wiecie jak to ją ruszyło??
Spotkałamy sie, ona była w szoku, wręcz płakała, powiedziała że ona sobie nie zdawała sprawy, żeby to co mówi może kogoś ranić, że ona nigdy tak nie będzie robić itd. Ona się na prawe zmieniła. Może nie jesteśmy dobrymi koleżankami, ale jakiś tam kontakt mamy, taki normalny.
Agnieszka chodzi mi o to, że może w ten sposób warto spróbować. Wiadomo że twarzą twarz nie powiesz wszystkiego, powiesz nie tak, lub coś za dużo, ale może mail, list??
Może trzeba uświadomić ta ciocie??
Może to nic nie zmieni, ale może coś zozumie.

Manndarynka nie wiem czy zrozumie, moja mama już wiele lat temu też próbowała ją uświadomić bo już nie wytrzymała presji i tylko jej się z tego powodu oberwało. Raz chciała mnie u cioci zostawić jak byłam niemowlakiem bo miała wizytę u ginekologa, który był w budynku obok jej mieszkania to byłaby kwestia 15 min, ale nie bo ona czyimś dzieckiem nie będzie się zajmować. Cioci się wydaje, że ma prawo mi mówić co mam robić i że może mnie pouczać bo takie mam wrażenie nawet mi powiedziała wtedy, że nic nie wyciągnęłam z jej nauk - kiedyś była nauczycielką i może dlatego jej się wydaje, że ma takie prawo, to było jak pojechałam z zaproszeniem na ślub nawet nie do końca pamiętam co mówiła bo byłam za bardzo roztrzęsiona jej nietaktownym zachowaniem (bo się oczywiście rozpłakałam) ale ogólnie chodziło o to, żeby jak najbardziej skakać wokół taty w sensie i ja i mój mąż no ale my mamy swoje życie i swoje problemy a jeżeli tata potrzebowałby jakiejś pomocy to może poprosić no chyba, że słowo proszę za dużo kosztuje, sprzątać już mu nie będę bo nie jestem czyjąś sprzątaczką a później jeszcze mam być poniżana to nie dziękuję, ale w innych kwestiach może poprosić ja się sama nie będę domyślać czy naskakiwać- nie ukrywam tata mi dużo pomógł, ale już w dorosłym życiu, ale nie zdaje sobie sprawy jak bardzo mnie skrzywdził jak byłam dzieckiem - ja staram się z nim utrzymywać kontakt (mimo bólu jaki zadał mi i mamie - to nie jest coś co zapomnę ot tak), ale to on go unika bo ile można zapraszać i żeby pies miał większy priorytet niż rodzony wnuk, macocha która się nią stała gdy tata był już dorosły ważniejsza niż rodzona córka - no to chyba coś nie tak, choć nawet chciałam zadzwonić do niego dziś lub jutro ale na samą myśl dopadł mnie drobny atak duszności po prostu boję się tego telefonu

Agnieszka więc co to już jest taki typ człowieka że cokolwiek byś nie zrobiła to będzie źle. W takim razie daj sobie na prawde z nią spokój. Szkoda nerw.
Jak się pierwsza odezwie to oczywiście grzecznie możesz coś tam zrobić ale nie rób nic sama z siebie. Nie dzwon też.

Co do psa, przypomniala mi się historia mojej przyjaciółki. Świeża historia zresztą. Jakiś czas temu moja koleżanka wyszła za mąż, niestety teściowa za nią nie przepada (historia stara jak świat) dobrze że mąż jest za nią a nie za mamusia.
Byli u teściowej na świętach. Teściowa ma dwa małe pieski. Pieski dostały do miski jakieś mięso polędwiczki itd, ona dostała leista zupę. Mało tego dla swoich piesków teściowa przygotowala prezenty pod choinkę. Dla niej nic… No po prostu chciala tak ja poniżyc, tacy sa ludzie…
Moja koleżanka ma akurat dystans do tego wszystkiego, w ogóle niczym się nie przejmuje, śmiała się z tego jak mi opowiadala. Ja nie mógłam uwierzyć że tak można postępowac, no ale widocznie można…

Agnieszka co było to było, na pewno tego nigdy nie zapomnisz, na pewno będzie Cie to zawsze gdzieś w środku gryzlo, ale chyba nie ma sensu teraz się przejmować, bo u tak nie zmienisz tej kobiety. Ona taka będzie do śmierci że tak powiem. Nie daj po sobie poznać ze cię denerwuje, że sprawiła ci przykrosc, bo Widocznie jej to sprawia satysfakcje, że Tobie coś przykrego powie. Nie daj jej tej satysfakcji.

Tata, to tata, wiadomo zawsze nim będzie nawet jak kiedyś nie było miło. Dobrze ze się trochę poprawil, moze żałuję. Ale z tym też masz rację, nie nadskakuj. Jak poprosi to możesz pomóc, ale sama z siebie się nie wyhylaj, bo się przyzwyczai

Czytam i czytam… I po części widzę siebie. Rodzicom to ja nadskakiwałam ,cięzko pracowałam- by pomoc w utrzymaniu rodzenstwa i domu aż wkońcu obcy ludzi uświadomili mi ,i trząchneli że w moim życiu nie ma miejsca dla samej siebie. Mialam już swoją rodzinę-męża dziecko,dom a mimo wszystko ciagle pracowałam nie tylko dla naszej trojki- to rodzicom placilismy rachunki,pozyczalismy pieniazki,kupowalismy jedzenie, oprocz tego utrzymywalismy się sami-nikt nam nie pomagał a to od nas oczekiwano pomocy. Szkołe srednią i studia skonczyłam dzieki mężowi-w domu nie miałam czesto pieniedzy nawet na busa do szkoly.
W pewnym momencie psycholog uswiadomił mnie,że to jest ich wygoda i przezwyczajenie-mimo że to są moi rodzice mają zdrowe ręce. Nasze relacje skonczyly sie nagle w lipcu br. kiedy to w zagrozonej ciazy musiałam pojsc na l4 i z kilku tysiecy miesiecznie dzielonych zostalo mi tyko podstawa najnizszej pensji.Zostałam znienawidzoną córką.

Dziewczyny, rozumiem Was, ale to może właśnie czas żeby odpuścić? Po co ciagle się podkładać i usługiwać innym? Macie teraz swoje rodziny, dzieciaczki, zajmijcie się nimi, a nie zadręczajcie kimś kto Was nie szanuje. Choć nie wyobrażam sobie jak można tak gnębić własne dziecko. Dlaczego - Agnieszko, jaka u Was była przyczyna, potrafisz ją określić? Co się wydarzyło ze to Ty stałaś się czarna owcą?

Ja dopiero dziś nadrabiam czytanie od mojego ostatniego wpisu.
Agnieszka - mega długi wpis z Twego życia, ale czasem dobrze tak z siebie wszystko wyrzucić…tak jakoś człowiekowi lżej się zrobi…
Ogólnie rzecz biorąc współczuję Wam dziewczyny takiego traktowania. I powtórzę to co już padło, czy warto tak się poświęcać gdy z drugiej strony taki zimny odzew? Utnijcie te kontakty i póki co zyjcie tylko swoim życiem. Odetchnijcie trochę prawdziwym spokojnym życiem. Pamiętajcie że musicie być zdrowe i silne dla swoich rodzin, dla swoich dzieci przede wszystkim…

Bardzo dużo już też przeszłam w swoim życiu…Teraz staram się żyć każdym dniem - tam gdzie mnie nie chca po prostu się nie pcham, kontaktuje się tylko z tymi którzy naprawdę chcą się ze mną spotykać i jest dobrze :wink: rodzina to priorytet, a otoczenie to tylko dodatek. Wiadomo że fajnie mieć dalszą rodzinę by potem dzieciom coś przekazać, ale niestety los nie zawsze jest łaskawy dla nas i trzeba to zaakceptować A nie walczyć z tym…pewnych rzeczy po prostu nie przeskoczymy ani nie zmienimy…

Lutowamamusia też nie masz lekko, ja przynajmniej mam mamę, która stara się mnie wspierać jak tylko może. Mama Gratki naprawdę nie wiem co mam ci odpowiedzieć, babcia była jedyną dziewczynką spośród ośmiorga rodzeństwa i była na usługi braci oraz żyła w trudnych czasach wojny, być może po latach to odreagowywała na swoich córkach a potem na swojej wnuczce jeszcze czyli na mnie.Tata miał 9 lat młodszego brata, który stał się oczkiem w głowie, w wieku 13 lat zmarła mu mama - to jest bardzo głupi wiek na stratę rodzica - być może to miało wpływ na późniejsze zachowanie, ale mogę tylko gdybać. Co do cioci to mogę jedynie stwierdzić, że ona musi zawsze mieć racje, podam teraz może błahy przykład, ale lata temu chciałam kupić innej cioci A. (siostrze mamy) prezent będąc u dziadków i ja ciocię A. dobrze znałam i wiedziałam co może jej się spodobać i już nawet wybrałam, za to ciocia od dziadka stwierdziła, że to nieodpowiedni prezent dla takiej osoby a nie znała jej praktycznie w ogóle i doradziła inny i nie wiem dlaczego posłuchałam bo jak wręczyłam prezent to w tym momencie żałowałam wyboru jak nie wiem co. No i po prostu mam taki głupi charakter, że strasznie się przejmuję tym, co kto o mnie pomyśli, ostatnio z tego stresu zaczęłam wymiotować i okres mi się spóźniał, nawet zrobiłam test bo te objawy sugerowały trochę ciążę, ale negatywny i zaraz potem okresu dostałam więc to musiały być nerwy, jak tylko trochę uspokoją mi się natręctwa to mój organizm musi odreagować stres w jakiś inny sposób kiedyś przez to 2 lata męczyłam się z bólem głowy. Gdybym wiedziała, że będę miała wizytę co najmniej raz w tygodniu to od razu poszłabym do psychologa bo faktycznie samej się pozbierać jest trudno, wiem mam synka i on jest moim wszystkim, mam męża który nas kocha i wie co to znaczy być ojcem dla swojego dziecka, ale mimo wszystko należę do osób które strasznie takie rzeczy przeżywają i chciałabym mieć kontakt z tatą chociaż taki drobny, ale na samą myśl teraz już panikuje co powie jak się dodzwonię itd bo przecież po zaręczynach napisał mi że ten człowiek znaczy mój narzeczony robi mi pranie mózgu,że będę przez niego płakać i w ogóle, ja nie potrafię od razu kontrargumentować, dopiero to co mam powiedzieć przychodzi mi do głowy po czasie, nawet wtedy gdy zadzwoniłam do cioci nie byłam w stanie za wiele powiedzieć tylko powiedziałam na koniec przepraszam i mąż stwierdził, że niepotrzebnie bo nie miałam za co przepraszać

Psychoterapia i uważności siebie. Świadomość że wszystko jest przejściowe i mija. Dużo podcastów… ja lubię Ewę Wojdyło i Kasię Miller.
Skuteczność psychoterapii jest potwierdzona naukowo: BADANIA NAUKOWE - Ośrodek Centrum Tak wiec nie warto jest od niej uciekać.

Czy biorąc antydepresanty da się wyleczyć depresję?

A Ty tak wklejasz te linki z calej Polski czy o co chodzi ? Tu Krakow, przed chwila polecalas cos z Wroclawia a teraz Warszawa ?
Odpiszesz komukolwiek z forum czy tylko piszecie miedzy soba robiac reklamy ?