Częste upadki na czoło

Moja córeczka uczy się raczkować. Z racji tego, że początki są zawsze ciężkie, to często się przewraca i uderza główką w podłogę. Staramy się ją sadzać na dywanie, ale wiadomo, na brzegu jest fajniej. A ja nie jestem w stanie cały dzień jej asekurować, zaś obkładanie wokół niej poduszek mija się z celem, bo Ania się po nich wspina, zamiast raczkować. Problem polega na tym, że ona zawsze uderzy się w czoło w to samo miejsce. Pojawia się siniec i guz, które po kilku dniach znikają, chyba że zostaną poprawione, to trzymają się jeszcze dłużej i są jeszcze większe. Trochę mnie to martwi, że zawsze to jedno miejsce jest takie biedne i chciałam zapytać, czy takie częste upadki, których efektem są krwiaki i guzy może mieć jakieś konsekwencje? Na czole córeczki widoczne są żyły i boję się, że któregoś razu jakaś może zostać uszkodzona. Poza tym zawsze jest to dla mózgu jakiś wstrząs.

Moja córka przywaliła wczoraj nosem, na tyle mocno, że troszkę krwi jej poleciało…pomimo tego, że siedziałam z nią na podłodze. Pewnych etapów w życiu dziecka nie sposób przeskoczyć, pierwszych siniaków i guzów, taka jest kolej rzeczy. Dlatego zastanawiałam się ostatnio nad zakupem kojca, który może troszkę uchroni ją przed upadkami, bo obkładanie poduszkami podobnie jak w Twoim przypadku na niewiele się zdaje. Odnośnie Twoich obaw to niestety nie wypowiem się, ale zapewne uczynią to bardziej doświadczone mamy :slight_smile:

Niestety upadki i guzy sa nieuniknione niestety. Rikitikitam zazwyczaj na czole dziecka sa widoczne zylki dlatego ze skora glowy jest dość cienka a zyly po prostu przez nie przeswituja. Nie wydaje mi się aby upadki i guzy ciagle w tym samym miejscu mogly spowodować jakies guzy lub krwiaki. Co do wstrząsu to tez bym się tym az tak nie matwila bo czaszka oslania mozg i chroni dziecko przed takim urazem. Trzeb apilnowac jednak aby dziecko nie spadlo tylko z dużej wysokości np. lozka. A upadki podczas chodzenia lub raczkowania sa nieuniknione. Mysle ze klio popdowoiedziala fajny pomysl z tym kojcem. U nas podczas raczkowania na podłodze była polozona po prostu koldra. Niestety rozumiem cie ze boisz się o swoje dziecko jednak mimo wszystko musisz caly dzień mieć baczne oko na malucha. Z czasem będzie coraz lepiej i dziecko lepiej będzie sobie samo radzilo teraz lepiej jednak pilnować mimo wszystko. Niekiedy tez fajnie sprawdzają się tez rozlozone na podłodze duże puzle piankowe

Puzle piankowe albo takie maty piankowe są naprawdę fajne. Moj mały jak raczkowal to zawsze uderzał się buzia o podłogę i leciała mu krew a że miał ząbki to bałam się że może ze ukruszyc czy coś gorszego i wtedy koleżanka poleciła mi taka matę dla dzieci bardzo kolorową. Zwinelam dywan i rozlozylam matę dopiero wtedy miałam pewność że nawet jak się przewruci nic se nie zrobi . łatwo można ją umyć i w pupę jest ciepło.

Jeśli twoja córeczka się przewraca na czoło to też troszkę niebezpiecznie ze względu na ciemiaczko które jest jeszcze nie do końca zrosniete.

Mój Tobi też o wszystko łebkiem trzasKa i to ledwo co zaczął raczkować i już klęka na wyprostowanych nóżkach i się rozjeżdża i oczywiście łup… taki urok niemowląt, dzieciaczki są twarde, że tak to ujmę. Takie uderzenia nie Powiny zrobić krzywdy. Możesz zastosować puzzle piankowe (zwracaj uwagę na skład i atesty) ale nie ma szans by całe mieszkanie tym wyłożyć. Natomiast trzeba pilnować, by raczkując nje spadło z wysokości (łóżko, kanapa) i by czegoś na siebie nie ściągnęła (jak mój parę dni temu na klęczkach ściągnął bujaczka z kanapy…) odradzam obrusy zwisające ze stołów, kable pochowaj, rzeczy na niskich stolikach nie ustawiaj na brzegu.

Dzięki dziewczyny, uspokoiłyście mnie! Mój mąż już mi wspominał kiedyś, że widział te puzzle w jakimś sklepie i zastanawialiśmy się nawet nad kupnem. Będę go musiała jutro wysłać na zakupy. Specjalnie kupiłam dywan, żeby Anka upadała na miękkie podłoże, ale jak widać kiepsko się sprawdza. Najlepiej się małej harcuje na łóżku, wtedy mam brzegi obłożone ogromniastymi poduchami, kołdrami i czym tylko się da, żeby nie spadła i oczywiście siedzę przy niej. No ale wiecie, jak będę sobie cały dzień siedzieć w sypialni, to obiad sam się nie ugotuje :wink:

Tak ,najlepiej się sprawdza kojec bo nawet do toalety nie można iść nigdy nie wiadomo czy dziecko się nie przewruci i spokojnie można ugotować obiad. Ja swojego musiałam na rękach nosić ale widziałam takie fajne kojce używane do sprzedania. Albo bramki w drzwiach ale nie wiem czy to się sprawdziło by ,ja tam wolę mieć dziecko na oku. Ostatnio myje naczynia a mój dwulatek wyciągnął szuflade w komodzie. Boże zawału można dostać dobrze że mu na nogi nie spadło.

Ale też nie możesz cały czas małej na miękkim podłożu trzymać, bo raczkowanie nie będzie prawidłowe.

Niestety, upadki nie omijają nikogo. Jeżeli po uderzeniu w głowę dziecko dobrze się czuje (nie ma wymiotów, nie jest przesadnie senne) to nie trzeba się martwić. Trzeba oczywiście maluszka obserwować, bo niektóre objawy np. wstrząsu mózgu mogą się pojawić po kilku godzinach, ale to rzadkie przypadki. Kojec to fajna rzecz, ale niestety moje córki za nim nie przepadały.
P.S Na wszelkie guzy polecam zwykłe masło. Wystarczy posmarować grubą warstwą siniaka lub guza kilka razy dziennie. Opuchlizna szybko znika. Masło topi się pod wpływem ciepła, więc trzeba pilnować aby dziecku nie spłynęło np. do oczu. Ten sposób wykorzystuję od wielu lat zarówno na moich dzieciach, jak i w pracy. W przedszkolu (zwłaszcza w najmłodszej grupie) dzieci często nabijają sobie guzy i wtedy właśnie korzystamy z masła. W przedszkolu nie możemy podawać dzieciom żadnych leków, więc masło sprawdza się znakomicie i co jest ważne - pomaga. Trzeba tylko posmarować guza od razu po uderzeniu. Oczywiście o takim zdarzeniu zawsze informuję rodziców, żeby baczniej obserwowali dziecko, nawet jak ślad po uderzeniu jest już niewielki.
Jest to też świetny sposób, gdy nasza pociecha ma już ząbki i zdarza jej się “zostawić” odcisk uzębienia na naszym ciele.

Masło? Naprawdę? Ciekawe dlaczego ma takie fajne właściwości :slight_smile: nie wiedziałam, że może mieć takie zastosowanie. Jesli chodzi o kojec, to zastanawiam się nad nim, z tym że mamy małe mieszkanie i ciężko będzie się pomieścić, chyba że zwinę dywan. Musimy to jakoś rozplanować :slight_smile:

Nie wiem dokładnie na czym polega “fenomen” masła w takich przypadków, ale sposób ten poleciła mi koleżanka 12 lat temu i jeszcze nigdy mnie nie zawiódł. Czasami jak rodzice odbierali dziecko po południu, to nie wierzyli, że kilka godzin wcześniej miało "śliwę’ na czole. ale jak pisałam, ważne, aby masło zastosować zaraz po urazie.

Potwierdzam sposób z masłem działa. Stosuje od x lat, tym bardziej, że mam tendencję do siniaków. Tłuszcz wpływa pomiędzy komórki i zajmuje miejsce, w które mogła by wpłynąć rozlana krew. Córcia jeszcze nie dorobiła się żadnego, ale też u niej będę stosować. I tak samo działa przykładanie czegoś chłodnego-obkurczają się naczynia krwionośne i krew nie dostaje się do miejsca urazu. Tylko trzeba to zrobić na świeże stłuczenie,

U nas też masło było i jest stosowane. Śliwka schodzi chociaż nie wiem jakim cudem nieraz dziecko nie daje sobie posmarować albo zaraz ściera ,mniejsze nie mają takiego odruchu więc warto wypróbować :wink:

Jako niedoświadczona mama jeszcze w wielu dziedzinach…w pierwszej kolejności zastanawiam się nad puzzlami na podłogę, by za chwile przemyśleć ponownie tą kwestie skoro to ma wpływ na odpowiednie raczkowania. Masło warto zapamiętać gdy kolejny upadek będzie bolesny.

ja słyszałam o smalcu nie o masle, ale masło czesciej jest w domu niz smalec, warto próbowac:) natomiast co do upadków, znam osobę, która dziecku zakłądala kask rowerowy:)ja ma jeszcze przed sobą raczkowanie wiec sama nie wiem jak to bedzie

Kask? Serio?

Też miałam okazję widzieć taki wynalazek-kask specjalny do raczkowania. Na zewnątrz z poliestru zrobiony był. I dziecko w tym śmigało sobie:)

Czy to nie jest przesada? A w starszym wieku będzie popylać w dmuchanej bańce? Myśmy wczorajmzaliczyli pierwszegonguza o piekarnik :confused:

Też uważam, że takie kaski to przesada. Dziecko musi nauczyć się radzić sobie w różnych sytuacjach. Nie jesteśmy w stanie zapewnić mu ochrony przez 24 h na dobę. Nie ma co zamartwiać się na zapas, bo albo od tego zwariujemy, albo nasze dzieci będą musiały faktycznie “popylać w dmuchanej bańce” - jak pisze Didisia.

Jasne, super sprawa z tym kaskiem. Niech dziecko w dzieciństwie będzie chronione od siniaków przez nadgorliwych rodziców, a w dorosłym życiu wpadnie w depresję, jak złamie mu się paznokieć. Czego to świat nie widział…