Ciąża z przeszkodami

Ja miałam w 11 tyg krwawienia i leżałam kilka dni w szpitalu ale to dlatego że poprzednią ciążę straciłam, a potem była cukrzyca ciążowa i podejrzenie cholestazy na szczęście tylko podejrzenie. A le dałam rade i dziś tulę do siebie 6 miesięcznego Jasia.

Moja ciąża od początku nie należała do najłatwiejszych i do tych miłych i przyjemnych. Przez parawie 5 miesięcy dręczyły mnie nudności i wymioty , a później dopadła osłabiona, przez właśnie wymioty, odporność.
Chciałabym opisać w swojej poradzie choroby, które na pozór niby niebezpieczne, mogą okazać się niebezpieczne dla naszego maleństwa.

Około 5. Miesiąca ciąży dopadła mnie GRYPA JELITOWA. Niby nic groźnego, a jednak jej przebieg w trakcie ciąży był bardzo gwałtowny i ostry. Wracaliśmy do domu autem kiedy poczułam, że robi mi sie niedobrze. Myśląc, że to powrót nudności – objawów ciąży, kazałam przystanąć mężowi na chwię, żeby pooddychać świeżym powietrzem. Niestety zaczęłam wymiotować. Po dwóch godzinach wymiotowałam już non sto - miałam może 2 minutowe przerwy.

Oczywiście w trakcie ciąży żadnych leków przeciwwymiotnych nieprzepisanych przez lekarza brać nie można, więc próbowałam się leczyć sama, domowymi sposobami. Jagody, coca-cola , gorzka herbata, mięta - niestety na nic wszystko - było coraz gorzej. Aż o drugiej w nocy mąż musiał zawieźć mnie do szpitala, bo zaczęłam wymiotować krwią. Zostałam oczywiście przyjęta. Przez kolejne dwa dni otrzymywałam jedynie kroplówki , nic nie jadłam. Moja pani doktor dała mi ostrą reprymendę, że tak długo zwlekałam z przyjazdem do szpitala, i że mogło się to źle skończyć dla dziecka.

Niestety długo nie cieszyłam się zdrowiem w 7 miesiącu ciąży okazało się, że “złapałam” nie wiadomo od kogo PÓŁPAŚCA. Jakieś półtora tygodnia wcześniej mama zadzwoniła, że dzieci mojej siostry mają ospę i czy ja się z nimi nie bawiłam. Szybko pomyślałam, że przecież miałam ospę w dzieciństwie, więc się nie mogłam zarazić. Ale jakieś 2 dni później rozbolał mnie kark, więc pobiegłam do lekarza pierwszego kontaktu.

Ten dokładnie mnie zbadał i stwierdził, że to zwykłe owianie. Okres letni, a ja z mężem kupiliśmy mieszkanie i dużo jeździliśmy samochodem, więc pomyślałam, że pewnie tak jest. Tydzień później przy przeprowadzce zauważyłam około 10 krostek na brzuchu, ale stwierdziłam, że to pewnie potówki, w końcu lato i ciepło, a ja ciągle coś ukłądałam po przeprowadzce.

Po tygodniu miałam wizytę u pani ginekolog, opowiedziałam jej wszystko, a ta obejrzała i zbladła. Wystraszyła też mnie, że to półpasiec, że teraz trzeba antybiotyk i że jest groźny dla dziecka w tym miesiącu. Była to wersja poronna półpaśca, dlatego było niewiele krostek, które nie swędziały. Nie miałam też innych objawów jak gorączka, poza tym jednym bólem karku, który przeszedł po jednym dniu.

Dziś jestem szczęśliwą mamą 3,5 miesięcznego chłopca. Jednak pierwsze 2 miesiące to była seria wielu badań słuchu, bowiem półpasiec mógł uszkodzić słuch malucha i chcieliśmy sprawdzić czy z synkiem jest w porządku. Na szczęście nic się takiego nie stało.

Chciałabym przyszłe mamy przestrzec, żeby uważały na siebie i ograniczały kontakt z dziećmi w wieku przedszkolnym. Mimo, że ciąża to piękny stan, kiedy chcemy jak najwięcej przebywać z dziećmi, to pamiętajmy, że dla dobra naszego maleństwa warto ograniczyć ryzyko.

Mamunia niestety niektórzy lekarze poprostu minęli się z powołaniem i jak czytam słowa lekarza, które wypowiedział w Twoim kierunku odnośnie operacji wyrostka, to ja się zastanawiam, skąd oni się biorą? Chyba sami nie mają rodziny i nie wiedzą jak ważne jest dziecko już w łonie matki, a nie po przyjściu na świat!
Co do kontaktów z dziećmi w wieku przedszkolnym to też się zgodzę z zasadą, że jeżeli mamy możliwość ograniczenia kontaktów z takimi dziećmi to powinniśmy to zrobić, bo właśnie od takich dzieci najłatwiej jest coś złapać.
Jak widać w dzisiejszych czasach dużo przeszkód napotykają kobiety w ciąży. Ja miałam problem z plamieniami w 3 miesiącu, i byłam bardzo często przeziębiona.

mnie przypomniał się jeden lekarz, zaraz po tym jak zaczęłam się źle czuć i brak było miesiączki pomaszerowałam do lekarza… PRYWATNIE ten mnie wypytywał po czym zbadał i powiedział “w krajach afrykańskich kobietą w ciąży nazywa się tą w 12 tygodniu ciązy, w ten sposób matka natura robi sama selekcję naturalną, najprawdopodobniej jest Pani w ciązy jednak czy do 12 tygodnia Pani dotrwa tego nie wiem, proszę sie zgłosić po 12 tygodniu wtedy Pani powiem” zdębiałam, nie wiedziałam co powiedzieć nawet, ale juz nigdy do niego nie poszłam takich mamy lekarzy:/

Kikacu takiego lekarza (mimo, iż poszłaś prywatnie) możesz pozwać do Izby Lekarskiej - w Polsce lekarze muszą dbać o ciążę (chronić ją, podtrzymywać) od samego momentu poczęcia.

Ja, jak już pisałam, trafiłam do szpitala na koniec 21. tc z rozpoznaniem poronienia zagrażającego w związku z lekkim podkrwawianiem, Do dziś nie znam przyczyny tego stanu rzeczy. Lekarka gdybała, że może nadżerka, ale nic na 100%. Na SORze usłyszałam, że powinnam zgłosić się do przychodni, w której mam lekarza prowadzącego. Dopiero, gdy zaczęły łzy mi lecieć jak grochy i wyjaśniłam, że pierwszą ciążę straciłam,t o usłyszałam, że może mnie przyjąć na oddział. Przykro mi było, bo szpital, zwłaszcza dyżurujący, nie powinien i nie ma prawa tak podchodzić do pacjenta. Obecnie jestem na Duphastonie i zaczęłam tydzień 23. Staram się nie przemęczać, więc powinnam szczęśliwie dotrwać do końca :slight_smile:

ja zaczełam ciąże szpitalem. podejrzenie ciąży poza macicznej. Potem wczesne skurcze i na tabletkach podtrzymujących. Ciągłe przeziębienia i zapalenie pęcherza. Antybiotyki, leżenie w łóżku i depresja. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło

ja w 24 tygodniu miałam grype jelitową po przyjęciu na oddział na obchodzie lekarz zapytał co ja tu robię, wyjaśniłam a on z uśmiechem kpiąco zapytał a jak Pani nogę złamie to też tutaj przyjdzie? byłam w szoku wymioty z krwią a on mi wmawiał, że nie ten oddział Polska służba zdrowia. Ja jestem zbyt miękka i nie chce mi się pozywać ale te wszystkie przykre incydenty nie powinny spotykać kobiet w ciązy

Proud Mommy, ja też jak trafiłam na izbę przyjęć z krwawieniem, to byli wielce zirytowani dlaczego nie poszłam do swojego lekarza. Jak na wizycie mu to powiedziałam, to się za głowę chwycił i stwierdził, że i tak by mnie do szpitala wysłał… Nie rozumiem takiego lekceważenia pacjenta… Wasze słowa troszkę mnie podbudowały, że złe symptomy nie zawsze oznaczają definitywnego końca… Zdrówka dla wszystkich Ciężarnych!!!

Didisia, bo w polskiej służbie zdrowia uprawia się żonglerkę pacjentami. Po co do nas? Może lepiej do niech? Porzucajmy… No a my te biedaki tak fruwamy między poszczególnymi szczeblami…

Hej dziewczyny mam pytanko w zeszłym tygodniu dowiedziałam się że moja szyjka jest troszkę za krótka i za wiotka i , ze czeka mnie lezenie. Dzisiaj byłam na kontroli leki pomogły szyjka jest ponoć bardziej zbita i wynosi 34mm. Narazie szpital mnie ominoł ale nadal mam uważać. Mam pytanko czy ktoras tez tak miała i czego unikać. Jestem wg OM w 27 tygodniu ale maleństwo wg usg jest młodsze. I nie wiem co mam mysleć

Kochanieńka, jeśli jesteś w zagrożonej ciaży, to głównie należy ci się spokój i wypoczynek
czego unikać, to zapewne stresu, przemęczenia, na pewno dźwiganie zostaw sobie na kiedy indziej, również lepiej odpuścić sobie gorące kąpiele, oraz wszelkie masowanie brzucha które może wywołać skurcze (będąc w ciaży czesto kładłam ręce na brzuch myśląc o maleństwie niestety w ciaży zagrożonej nie jest to najlepszy pomysł mimo iż wiekszosć mam robi to odruchowo-u mnie objawiało sie to skurczami brzuch stawał sie momentalnie twardy )

Co do wieku maluszka w brzuszku, czasami jest tak że usg wykazuje inny termin porodu niżeli wynika to z miesiączki, stad moze nastąpić różnica, w moim przypadku była to różnica kilku dni jednak np. u kuzynki półtora tygodnia.
Jeśli jesteś pod kontrola dobrego lekarza, to pamiętaj ze zawsze o wszystko możesz zapytać, lekarz jest po to aby rozwiał twoje wątpliwości, jeśli dziecko rozwija się prawidłowo, to nie masz sie czym martwić.

Bardzo Ci dziękuję pewnie masz racje. Nie ma co się zadręczać najgorszymi myslami tylko trzeba mysleć pozytywnie. Dzięki za dodanie otuchy i pozdrawiam :slight_smile:

Ewa.meddour w Twojej sytuacji właśnie spokój jest na wagę złota, spokój i bardzo dużo odpoczynku . A jeżeli chodzi o wymiary córeczki to przecież dzieci różnie rosną w brzuszku co jest zależne również od genów , ale jeżeli lekarz nie położył Cie do szpitala to znaczy że nie jest źle tylko teraz Ty sama musisz wybrać co jest dla Ciebie najważniejsze czy sprzątanie czy ta mała kruszynka, Zawsze porządki w domu możesz zlecić mężowi a Ty masz dużo odpoczywać i pamiętaj przecież jesteś pod opieka lekarza który na pewno jeżeli byłoby coś nie tak to by Ci o tym powiedział. Więc głowa do góry i musisz wytrwać jeszcze te min 10 tygodni

Witam , ja dostałam krwawienia pod koniec 11 tygodnia. Pani doktor na ostrym dyżurze stwierdziła, że wszystko w porządku, a niewielkie krwawienia (według mnie krwawienie było zbyt mocne) w ciąży czasem się zdarzają i , że nie potrafi powiedzieć od czego to jest, a w szpitalu nie mogę zostać, bo według procedur mogłaby mnie zostawić od 12 tygodnia ciąży, a według usg był to 11 tydzień i 5 dzień chyba, że bym poroniła teraz to mnie umieści w szpitalu na łyżeczkowanie. Wypuszczono mnie do domu i kazano leżeć. Następnego dnia podczas wizyty u mojej ginekolog dowiedziałam się, że krwawienie było spowodowane krwiakiem i że powinno niedługo ustąpić. Przyznam, że mój lekarz był w ogromnym szoku, że nie umieszczono mnie w szpitalu na obserwacji i nie podano mi konkretnej przyczyny krwawienia, chociaż krwiak był bardzo widoczny na usg.

joanna88 jestem w szoku na takie procedury szpitala, ja w 11 tygodniu trafiłam z krwawieniem z że poprzednia ciąże 2 lata wcześniej poroniłam to od razu postanowiono że zostaje w szpitalu i nikt mi nie mówił że jest jakiś limit tygodniowy i można dopiero od 12 tygodnia na szczęście u mnie okazało się że to sa krwiaczki i za pomocą leków je rozpędzono , choć strachu było bardzo dużo:)

Na początku ciąży(ok. 8 tygodnia) lekarz na USG zobaczył krwiaka, przypisał Duphaston i zalecił leżenie, odpoczynek i nieprzemęczanie się. Po jakimś czasie krwiak się wchłonął, w 35 tyg. ciąży na badaniu lekarz powiedział że mam bardzo krótką szyjkę i znów zalecił leżenie i nie przemęczanie się, było to dla mnie katorgą. Spokojnie dotrwałam do początku 40 tyg.ciąży i na badaniu lekarz stwierdził że szybko to ja nie urodzę. Synek urodził się dokładnie w dniu planowanego porodu wyliczonego z pierwszego USG, czyli dzień przed terminem z ostatniej miesiączki.

niestety i u mnie te procedury obowiązują przez 12 tygodniem nie przyjmują, co jest dla mnie totalną bzdurą. Jak można pozbawić kobietę pomocy, jak można bawić się jakby nie było w Boga, bo przecież co to za różnica czy jesteśmy w 5 czy w 12 czy 11 tygodniu ciąży, każdej należy udzielić pomocy i pomóc utrzymać ciążę. Ja na szczęście nie miałam żadnych krwawień, ale w 5 miesiącu ciąży dopadła mnie jelitówka i wymiotowałam krwią, przyjęto mnie w szpitalu, ale… tam dopiero było ale salowe zaczęły się kłócić (przy mnie) czy według PROCEDUR w takim tygodniu to już na patologię ciąży mnie położyć, czy jeszcze zostawić na ginekologii. To było ważniejsze niż podanie leków na powstrzymanie wymiotów. Ale to nie był koniec na obchodzie ORDYNATOR zapytał mnie “co Pani tu robi?” a jak odpowiedziałam to zapytał “a czy jak Pani złamie nogę w ciąży to tez do nas na oddział przyjdzie?” tak jakbym ja sama się przyjęła i położyła na takim oddziale. Ale niestety taki szpital :confused: A później dziwnym trafem mnie trzymali tydzień na oddziale i robili badania, ale wcześniej było, że niepotrzebnie przyszłam. Chyba miałam dużo szczęścia, że trafiłam do szpitala nocą i dyżur miał jednak lekarz rozsądniejszy niż niektórzy w tym szpitalu.

Szok! normalnie nie wierzę, że można tak traktować czlowieka i istotkę ktora w nas się rozwija! co z tego, ze przed 12 tc, jak serduszko już bije??? nie rozumiem takich rozgraniczeń… oby się tylko pozbyć pacjenta i mieć mniej roboty na dyżurze…

Ja miałam napinający sie brzuch od 24 tc, oraz przedwczesne skurcze od 30 tc. Od 30 tc zaczełam się całkowicie oszczędzać(wiedziałam że tak musze zrobic, lekarz mi nic nie mówił i nic nie zalecił poniewaz uznałam że jeszcze nie musze się z nim konsultować, bo przecież sam mówił na wizycie że moga występowac tego typu sytuacje; domyślałam się także, że takie skurcze często wystepują i że mogą być związane z przygotowaniami macicy do porodu)- ograniczyłam do minimum aktywność fizyczną m.in. prace domowe, wykluczyłam sobie sama spacery z mojego planu dnia. Do tego 80% dnia leżałam, 20 % pozostawiałam na aktywność typu: przejście się do łazienki, z pokoju do pokoju, po mieszkaniu, parę kroków po podwórku i znów do domu. Gdy zminimalizowałam aktywność te specyficzne skurcze wyciszały się. Jak tylko wracałam do aktywności skurcze znów nasilały się. Dlatego też prawie cały czas leżałam. No i tak ostatecznie wylądowałam na patologii ciąży z czynnością skurczową w 33tc, ale nie były to skurcze porodowe. Moja dzidzia była bardzo nisko w kanale rodnym, dlatego zostałam pod obserwacją lekarska w szpitalu. Po 2 tygodniach wyszłam ze szpitala. Urodziłam w 39 tc. Poza tym moja lekarz prowadząca ciążę ciagle “przyczepiała się” do serduszka mojej córci - że niby coś jest nie tak. Zwracała na to uwagę prawie na każdej wizycie (ciągle byłam przez to jej gadanie zaniepokojona; mój M pocieszał mnie i mówił że córcia jest zdrowa i on to wie). Ostatecznie po porodzie okazało się, ze dziecko Nasze nie ma żadnej wady serduszka. Szkoda tylko, że niektórzy lekarze tak łatwo niepokoją swoje pacjentki i ich partnerów. Ile ja się przez to nastresowałam i napłakałam… Co udało mi się o tej niby wadzie zapomnieć, to moja gin znów mi o niej przypomniała marudząc, że coś jest nie tak. Nikomu tego nie życzę.