"Bo położnej często coś idzie nie tak"

“Bo położnej często coś idzie nie tak, coś się komplikuje”, taką teorią podzieliła się ze mną na jednym z moich pierwszych studenckich dyżurów bardzo lubiana przeze mnie położna, jedna z tych, o której ze względu na doświadczenie zawodowe mówiłyśmy “stara położna”:wink: Nie sądziłam,że w najbliższym czasie będzie mi dane się o tym przekonać. Asię, młodą dziewczynę, położną;) poznałam gdy od 37 tygodnia ciąży zaglądała do nas na oddział żeby posłuchać sobie tętna płodu, a tym samym przekonać się że wszystko jest ok, natomiast od 40 tyg. ciąży była już naszą pacjentką.Zawsze miło nam się rozmawiało, a to, że byłyśmy w podobnym wieku sprawiło, że zaprzyjaźniłyśmy się. Gdy tylko miałam wolną chwilkę na dyżurze, chętnie ją odwiedzałam na sali, żeby choć chwilkę “poklachać”. Asia czasami zwierzała się , że choć ciąża przebiegała bez większych problemów, to gdy to czekanie na dzidziusia przedłuża się, coraz więcej obaw i niepewności przewija się w głowie, a to czy dziecko urodzi się zdrowe, czy poród przebiegnie prawidłowo, czy da radę wytrzymać trud porodu. Uspokajałam ją , że to naturalne, że ma obawy i przy tym wszystkim śmiałyśmy się, że nie ominął ją syndrom typowej pacjentki z ciążą “przeterminowaną”;))) Widziałam, że czas spędzony na rozmowach ją uspokaja, a ja cieszyłam się, że mogę jej w taki sposób pomóc, choćby być i wysłuchać. Minął tydzień a mała Zosia dalej nie chciała się jeszcze z nami przywitać. Kolejne dni w szpitalu, badania, które nie wskazywały na zbliżający się poród. Tylko Asia coraz gorzej znosiła kolejny dzień wyczekiwania. Zwłaszcza, że była tą osobą, która twierdziła, że prawdziwą położną to ona stanie się dopiero wtedy, gdy sama na sobie poczuje i pozna piękno narodzin. Dlatego poród naturalny był dla niej jedynym możliwym rozwiązaniem. A tu dawno po terminie i wiadomo jaka ewentualność się z tym wiąże;(((. Gdy na drugi dzień otrzymałam smsową wiadomość “w końcu się zaczęło” strasznie się ucieszyłam, że poród naturalny jednak się rozpoczął. Kolejne wiadomości dawały obraz wolno postępującej akcji, ale mała Zosia czuła się dobrze więc to było najważniejsze. Wieczorem przyszło mi samej spotkać się z Asią na porodówce, na moim nocnym dyżurze. Mogłam już wtedy osobiście ją wspierać i chwalić za wytrwałość.Asia dzielnie pokonywała kolejne minuty, ale coraz trudniej było mi ją pocieszać, ze już niedługo i zobaczy swoją kruszynkę, zwłaszcza, że fachowym okiem wiedziała sama, że nie idzie to w dobrym kierunku. II okres porodu wcale nie skrócił jej trudu, wręcz przeciwnie także się przedłużał i i na tym etapie natura niestety nie pozwoliła Asi urodzić naturalnie, ponieważ brak postępu porodu i pogarszający się dobrostan Zosi zmusiły nas do szybkiego zakończenia porodu na sali operacyjnej. Nerwową atmosferę w takich sytuacjach pamięta się jeszcze długo po, ale pierwszy krzyk Zosi i łzy wzruszenia że wszystko skończyło się dobrze pozostają w pamięci na szczęście o wiele dłużej;))) I ten szczęśliwy płacz dzielnej mamy gdy dopiero na sali pooperacyjnej przytula córcię do piersi pamiętam do dziś. I od razu lawina pytań, czy zdrowa, czy ma wszystkie paluszki;))), czy serduszko zdrowe itd. Gdy Asia zaczęła mi dziękować za wsparcie i pomoc byłam bardzo wzruszona, bo nic tak nie uszczęśliwia człowieka jak fakt że było się komuś potrzebnym i jest to, że ten ktoś to docenia. Życzę wszystkim Położnym samych takich życzliwych pacjentek ;)))

Położne to super pacjentki :slight_smile: Tylko że jak to się mówi, “służbie zdrowia” zawsze coś się nie uda… Niby takie przepowiednie, ale coś w tym jednak jest. Co myślicie na ten temat?

Niestety, muszę się zgodzić.Jeśli położna zdecyduje się na ciążę to czeka i czeka…latka lecą, dwa czasem trzy, albo…dziesięć;(…Służba zdrowia ze względu na pracę zmianową, silny czasem przewlekły stres, duży wysiłek fizyczny czy gazy i płyny do dezynfekcji i sterylizacji narażona jest na szereg powikłań, niepowodzeń…bezowulacyjne cykle, liczne poronienia, ciąże pozamaciczne, wady wrodzone czy wcześniactwo…a kiedy doczekamy się upragnionego potomstwa, ledwo zdążymy się nacieszyć… czeka nas przedwczesna menopauza. Hmm…to jest ta ciemna strona naszego zawodu.

Ja akurat nie miałam problemów z zajściem w ciążę… ale sam poród się skomplikował i chyba muszę stwierdzić że rzeczywiście coś w tym jest :wink: