Drogie mamy, jak przygotować się do porodu, jeśli partner lub inna bliska osoba nie mogą być obecni? Na co warto zwrócić uwagę? A może to był Wasz wybór i wolałyście rodzić bez osoby towarzyszącej (oprócz personelu)? Jakie macie zdanie na ten temat?
Moj plan byl taki ze maz bedzie azdo ostatniej fazy -parcia. Nie chcialam zeby byl przy tych ostatnich chwilach i moj maz tez nie chcial.
Ale plany planami a zycie zyciem ![]()
Przy pierwszym dziecku najpierw pandemia a pozniej okazalo sie ze bede miala cc.
Przy drugim dziecku rowniez byla cesarka wiec maz czekal obok na kangurowanie.
To operacja wiec w ogole nie bralam pod uwage zeby maz byl wtedy obok.
Nie widzialam tez potrzeby zeby byl ze mna przez caly porod wiedząc jak mu zle bedac w szpitalu, a na widok krwi wymiotuje i mdleje.
Nie zmuszalam, nie stawialam ultimatum. Zaakceptowalam.
Co do tego jak sie przygotowac na samotny porod to nie wiem bo przy operacji to jednak calkiem duzo osob bylo ![]()
Fajny temat ![]()
Prawda jest taka że ja nie rodziłam SN więc od momentu w którym się dowiedziałam ze jest konieczne CC to widziałam, że przy samym porodzie nie będzie męża. Trochę mnie to stresowało ale wiedziałam o tym wcześniej więc mentalnie się do tego przygotowałam.
Jednak mąż mogła zaplanować urlop i pojechał ze mną do szpitala, był przy przyjęciu i czekał ze manado momentu przyjęcia mnie na oddział przedoperacyjny. Potem był ze mną w kontakcie przez WhatsApp i czekał na mnie w poczekalni. Miał też kangurowanie z synkiem i to on mi wysłał pierwsze zdjęcie maluszka
Potem jak tylko przywieźli mnie
Z sali operacyjnego przyszedł i czekał ze mną na maluszka.
Niedawno sie dowiedziałam ze w moim szpitalu wprowadzili w tym roku wspólny poród przy CC na sali operacyjnej …. Jednak też nie wiem czy on by był na to gotowy by przy takim porodzie mi asystować ![]()
Osobiście uważam że to bardzo ważne mieć wsparcie od strony męża czy partnera w takiej chwili. Nie wyobrażam sobie żeby mojego męża miałoby nie być. Jest moim kumplem i przyjacielem.
Ja nie dopuszczałam w ogóle do siebie myśli, że mąż miałby nie być przy porodzie. Jest dla mnie najbliższą osobą i tylko od niego mam tak duże wsparcie. Oczywiście z tyłu głowy miałam to, że może to wpłynąć na nasze życie seksualne. Ale mam wrażenie, że poród bardzo nas zbliżył.
Ja miałam cc i byłam w szpitalu bez osoby towarzyszącej ![]()
Na początku się tego trochę obawiałam, ale szczerze da się i wcale nie jest tak źle jak się wydaje. Przy cesarce i tak większość rzeczy robi personel, więc człowiek trochę oddaje się w ich ręce. U mnie położne i pielęgniarki były dużym wsparciem, zwłaszcza po operacji.
Najważniejsze to chyba nastawienie i nie bać się prosić o pomoc szczególnie przy pierwszym wstawaniu czy ogarnianiu maluszka.
Przydatnr rzeczy polecam mieć wszystko pod ręką przy łóżku (woda, telefon, ładowarka), ![]()
U mnie maz byl przy dwoch porodach i wiem ze bez niego niedalabym rady, drugi raz rodzilam w pandemi i obawiałam sie ze niebedzie mógł byc ze mna ale na szczęście byl
jesli ktos zostaje sam to warto słuchać położnych i napewno bedzie dobrze ![]()
Wszystkie 3 porody sama bez chlopaka… on nie chcial ja nie zmuszalam. Chcialam zawsze zeby urodzic nikomu nic nie mowic i dopiero potem wszystkich poinformowac zdjeciem typu " kochany tatusiu juz jestem
" no ale nie udalo sie nigdy. Przy 2 porodzie bylam blisko juz ale moja mama akurat podjechala jak sie pakowalam i sie donyslila ze mam skurcze i ze jade bo js zawsze wszystko na ostatnia minute pakowalam ![]()
Ja rodziłam samotnie za pierwszym razem ale to był covid i grudzień, więc był bezwzględny zakaz wprowadzania kogokolwiek.
Jak to się mówi kompletnie inne czasy.
Naprawdę warto taką osobę przy sobie mieć. Bo w przypadku kiedy to są obostrzenia wewnętrzne szpitala lub zewnętrzne - Państwowe to inne jest podejście położnych. W pierwszym porodzie położna przynosiła mi a to termofor z pestek wiśni do łagodzenia bólu, oraz była przy mnie rozmawiała ze mną i bardziej wspierała. Non stop przynosiła mi wodę. Była ta opieka.
Tak już przy drugim porodzie kiedy był moment że mąż jeszcze się nie pojawił a już te skurcze były dość bolesne to byłam pozostawiona samej Sobie. Tym bardziej , że tutaj każą Ci pilnować zapisu KTG, a tutaj właśnie próba chociażby przemieszczenia się po wodę zaczyna urastać do problemu, bo te pasy KTG się wypinają.
Tym bardziej że już ten moment, kiedy dziecko jest na świecie położą Ci taką kluchę. A potem jest moment że masz rodzić łożysko, albo podczas porodu pękłaś lub zostałaś nacięta to osobiście Ja czułam bardzo dużych dyskomfort tu trzymać dziecko a na dole być zszywana, i nie miałam rąk by się przytrzymać jakoś szukać sobie sposobu na łagodzenie tego bólu byłam odpowiedzialna za tego małego człowieka.
A w drugim porodzie też miałam zszywane krocze i jednak czułam znaczną ulgę że mąż miał naszą córkę na sobie a ja mogłam się przytrzymać i właśnie szukać sposobu na łagodzenie bólu związanego z szyciem.
@ewelkar899_wp.pl super że w pandemii mogłaś rodzić z partnerem. Bo niestety nie wszyscy mogli mieć taki luksus. Też zależało od szpitala
Szczęśliwie nie rodziłam sama. Podziwiam każdą mamę, która dokonała takiego wyboru. Dla mnie jesteście wielkimi bohaterkami, bo ja bez mojego narzeczonego to bym zrobiła w majtki ze strachu.
Moj maz towarzyszyl mi w trakcie porodu , byl ze mna i bardzo mnie wspieral , ale jak przy badaniu uslyszalam “o matko , mamy juz pelne rozwarcie” wtedy poprosilam go zeby wyszedl . Dla wlasnego komfortu i tez dla jego .
Zaczne od tego , ze moj maz to taki bohater , ze mdleje na widok krwi
a do tego dochodza emocje i mamy gotowy scenariusz do kolejnego pacjenta na sali . Wiem , ze stresuje go gdy ja cierpie a on nie moze mi pomoc , stad moja decyzja . Nie bylo to zaplanowane , chociaz bardzo duzo o tym myslalam . Dodatkowo jak przychodzily skurcze , marzylam , zeby nikt nic nie mowil . Kazde “dasz rade” czy inne motywacje dzialaly na mnie jak plachta na byka i ciagle mowilam tylko " ciiiii , nic nie mow " ![]()
Jesli chodzi o ostatnia faze , chcialam skupic sie na sobie , na “mojej robocie” , nie czuc sie skrępowana zeby jeknac czy steknac . Chcialam byc sama ze soba i bardzo cieszy mnie fakt , ze to zrozumial i spelnil moja prosbe , bez zbednych komentarzy czy protestow
wydaje mi sie , ze dla niego tez to byla chyba najlepsza opcja
Nie chce zebyscie mnie zle zrozumieli . Nie wygonilam go , czy nie bylo w tym zadnej zlosliwosci . Po prostu najlepiej bylo mi przejsc przez ostatnia faze samej
Ogólnie ja nie jestem za tym żeby partner był przy porodzie , ja wolałam żeby jednak nie patrzył się na moje cierpienie , na te widoki porodu. Pewniej czuła bym się kiedy wokół mnie jest wykwalifikowany personel niż mąż który trzyma mnie za rękę i sam panikuje bo nie wie jak się zachować w takiej sytuacji , nie wie nak mi pomóc ,a i tak w czym pomoże . Wiadomo każdy może mieć inne podejście . Tak ja jednak nie widzę potrzeby obecności męża lub partnera . Kiedyś mając zajęcia z psychologiem powiedział nam że przy porodzie raczej odradza aby partner był podczas porodu ponieważ te widoki porodu, krew , wychodzące dziecko przez kanał rodny w zależności od psychiki może w pewnym sensie pozostawić uraz w psychice i może spowodować oddalenie się emocjonalne partnera od jego kobiety, i że zna kilka takich przypadków .
Szczerze to, nie wyobrażam sobie, żeby mojego chłopaka nie było przy mnie podczas porodu. Sama jego obecność daje mi ogromne poczucie bezpieczeństwa i spokoju na prawdę bez niego to nie wiem czy dałabym rade
Tak to juz w sumie byla koncowka pandemi i moze dlatego, ale na przy porodzie mógł byc ale pozniej juz na sali nie ![]()
To moja szwagierka rodziła właśnie w pandemii i nie wpuścili do szpitala w ogóle jej męża. Tylko ją zawiózł i przywiózł. Cały czas była tam sama.
Ja przy pierwszej ciazy tak mialam miec, ale ze moja prowadzaca lekarka pracowala w tym szpitalu to zaplacilam za testy meza i mogl byc na chwile przed cc i mogl kangurowac syna. Byl ze mna na pooperacyjnej troche bo czekalismy az ktos go wyprosi ![]()
Pozniej 3 dni bylam sama, ale personel naprawde byl super i bardzo pomagal i wspierał w tych trudnych samotnych chwilach ![]()
Tooo była komedia , to normalne nie było w tym czasie
No to miałaś fajnie. Ale szwagierka mówiła że położne były bardzo miłe i pomocne więc trochę rekompensowaly te niedogodności
Taaak ja tez jestem im bardzo wdzieczna, czulam jakbym je znala, jakby to byla sasiadka czy kolezanka ktora wpada i poprawia mi poduszke ![]()
Pierwszej nocy nawet zaproponowaly ze zabiora mi na chwile synka zebym pospala troche ( mialam wtedy pionizacje dopiero po 24h)
Ooo to u nas na pierwszą noc wszystkim zabierali malucha i już o 21 przyszli po niego i ok 7 rano następnego dnia mi przywieźli … dopiero druga noc był ze mną już.
U mnie pierwsza noc była super i bardzo pomocne panie. Druga noc spędziłam już na normalnym oddziale i praktycznie ich nie widziałam … tam już się nie przejmowały czy daje radę
Wszyscy do okola powtarzali, że lepiej aby męża nie było przy porodzie i trochę podporządkowaliśmy się tej opinie. Na ten moment dosyć mocno żałuję tej decyzji. Przy następnym porodzie już wiem, że ktoś obok musi być. Zawsze to jest do kogo się odezwać, na kto wesprzeć i nawet potrzymać za rękę.