Elcia a do jakiego obwodu doszłas ostatnim razem??
Fajnie, ze jesteś
widząc osobę, której się raz udało i wraca do ćwiczeń jest jeszcze bardziej motywujące ![]()
Ja mam żylaki odbytu… ale w niczym mi nie przeszkadzają, chociaż wiadomo, ze to inna sprawa…
Do 30 i w wieczór który doszłam do 30 mówie do męża ze niech młody sie juz urodzi bo ja więcej nie dam rady no i się w nocy urodził ![]()
Zazdroszczę
to chyba jest moja wymarzona opcja
dojść do 30, od razu urodzić i to bez cięcia
szczęściara!
Dziewczyny a czy po użyciu balonika oprócz umycia spryskujecie go octaniseptem? Coś mi świta ze ostatnio tak robiłam ale nie wiem gdzie to wyczytałam czy tu na forum ? Bo w instrukcji nic o tym nie ma. I czy używacie feminum z kwasem mlekowym czy tylko oryginalny żel ?
Tez czytałam o tym sposobie ale octenisept jest do dezynfekcji skory i błon śluzowych a nie do powierzchni/tworzyw sztucznych a to jest różnica, wiec jego działanie może być tutaj nikłe… chociaż wiadomo, ze zaszkodzić nie zaszkodzi ![]()
Ja dostałam w zestawie ten oryginalny z aniballa ale nie jestem nim zachwycona… mała tubka wiec ja skończę i kupię pewnie feminum
Cześć dziewczyny. W ciąży czytałam was nagminnie. Położna namówiła mnie na annibala. Pech chciał ze jak przyszedł miesiąc przed terminem porodu. (Wtedy miałam zacząć ćwiczyć) to trafiłam na patologie z powodu całkowitego skrócenia szyjki i 1cm rozwarcia.
Oczywiście zakaz ćwiczeń. Wróciłam do domu po 2tyg i zaczęłam walkę.
Pierwsze 2 dni to był tylko płacz. Nie umiałam zaaplikowac spompowanego balonika(?!). Byłam zrezygnowana że to się nie uda. Zaprosiła mnie do siebie położna i pokazała jak masować szyjke przed pracą z balkonikiem.
I tak co rano i co wieczór najpierw 15 min maz mnie masowal A potem balonik.
Co ćwiczenie było o 1cm więcej. W 5 dni doszłam do 26.5cm. Równo tydzień przed porodem zaczęłam wieczorne ćwiczenia. Oczywiście napompowalam wiecej (pewnie było ok 27-28cm) i mimo wielu prób balonik nie chciał wyjść. Powiedziałam że próbuje ostatnio raz i rezygnuje bo sił mi brak. I wtedy zaczęłam źle przec… przez zmęczenie. Brzuchem A nie miesniami dna miednicy. Poczułam tylko strzał i balonik wyleciał z impetem wypchany przez wody.
Zaczęłam rodzić ;))
Akcja porodowa była bardzo szybka. Po 3h pełne rozwarcie. Parlam przez 1.5h ale mały nie chciał wyjść. Główka wychodziła i się cofala. Zdecydowano o cc. Niestety maly był 4 razy owinięty pepowina i lekarze stwierdzili że Bogu dzięki że go nie wyparlam bo bym go udusila. Mimo takich perypetii ja nie byłam nigdzie nawet zadarta A mały dostał na szczęście 10/10 :)))
Położna powiedziała że gdyby nie ta pepowina to bym urodziła bez nacięcia że byłam tak przygotowana.
Sam poród NATURALNY też wspominam bardzo miło ( niestety nie cc) a i ból do wytrzymania, choć sama panicznie bałam się porodu i jak czytałam że ktoś miło go wspomina to komentowałam “Ale brednie” ;))
Polecam wam annibal i jakl widzicie da się;) nawet z rozwarciem w jeden tydzień sobie pomóc. Samo przygotowanie psychiczne jest bezcenne.
Cześć dziewczyny.
U mnie jutro będzie 3 tygodnie od porodu. Niestety nie czytam Was regularnie, dlatego postaram się odpowiedzieć i odnieść się do tego, co pamiętam.
Któraś z Was pytała o co chodziło z tym trzymaniem nóg: otóż w fazie partej (trwała 14minut), rodziłam w pozycji takiej półsiedzącej, głowę musiałam przyłożyć do mostka (mąż trzymał), a nogi szeroko rozłożyć, złapać pod kolanami, przyciągnąć do brzucha i trzymać w tej pozycji na czas porodu. Niestety po całym dniu skurczy nie miałam na to siły, a jeszcze musiałam kontrolować oddech i przeć. Było mi bardzo trudno to skoordynować, byłam po prostu wyczerpana ( mega skurcze były od 14 , a urodziłam córkę o 23,27, od 14 do 23 ciągle 6 cm rozwarcia, a tak naprawdę skurcze od 21 dnia poprzedniego) i przez to zostałam nacięta, bo zabrakło mi siły, żeby rodzić.
Co do samego nacięcia: dziewczyny bardzo bałam się pęknięcia i nacięcia przed porodem, ta myśl mnie przerażała, m.in. dlatego zaczęłam ćwiczyć. Natomiast po porodzie muszę przyznać, że nie ma czego się bać i nie należy jakoś negatywnie się do tego nastawiać. Wydaje mi się, że u mnie wszystko fajnie się goi, dobrze czuje mięśnie kegla, ale napisze Wam co powie fizjoterapeuta.
Ja im bliżej porodu, tym bardziej oswajałam się z myślą nacięcia, chociaż traktowałam to oczywiście jako ostateczność, co też ustaliłam z położną. Powiedziałam jej, ze chce chronić krocze, ale gdyby widziała, że się nie da, to chcę nacięcie, bo pęknięcia bałam się najbardziej. Pomimo, że na baloniku doszłam do 30 cm (28,5 cm super wyćwiczone), to poród przebiegał tak, że chyba nie miałam szansy się przekonać, czy coś to dało. A może jest tak, jak mówił fizjoterapeuta, że niektórym kobietom pomoże, a innym w ogóle nie i zależy do od stanu mdm przed porodem ![]()
Wracając do nacięcia: ja w ogóle go nie czułam, usłyszałam tylko potworny trzask skóry i to mnie mega przestraszyło (krzyknęłam na porodówce : “o Jezu ale pękłam” :D). Podczas szycia trochę zakuło, ale chyba nie bardziej niż przy pobieraniu krwi. Ogólnie szwy były jakby przy prawej nodze. Sama rana wcale nie sprawiała mi problemu. Nie czułam żadnego kłopotu przy chodzeniu, czy siadaniu. Oczywiście na początku bałam się skorzystać z toalety, ale jak już zrobiłam pierwszy raz, to okazało się, że nie jest to bolesne. Mam wrażenie, że bardzo szybko mi się zagoiło, bo jedna końcówka szwu wypadła mi już w szpitalu (drugą zdjęła położna). Zdarzyło się, ze kilka razy ta końcówka właśnie gdzieś mnie drażniła i zakuła, ale nie było to coś uciążliwego - gorsze dla mnie były bóle towarzyszące obkurczaniu macicy przy karmieniu. Przez pierwsze dwa tygodnie każde dłuższe karmienie kończyło się mega bólem i krwawieniem. Pierwszy tydzień połogu to w ogóle masakra: nawał pokarmu, krwawienie i skurcze macicy po których kręciło mi się w głowie, a w nocy zimne poty. Piszę Wam o tym, bo mnie nikt nie powiedział o tym, jak połóg wygląda i może którejś z Was się to przyda.
Pisałam, że pierwsze dwa dni wyglądałam gorzej niż babka po cesarce, ale nie chodziło mi o dyskomfort związany z nacięciem( może bolało, ale inne rzeczy bolały bardziej), a właśnie bark siły wywołany długim porodem i mega ból brzucha. Byłam tak wymęczona, że nie mogłam ustać,koleżanka z sali po cesarce pomagała mi dojść na kibelek, ledwo dziecko trzymałam na rękach. Po powrocie do domu ważyłam tyle co przed porodem (teraz trochę przytyłam, bo przy kp ciągle jestem głodna ), a brzuszek zginął po tygodniu, Oczywiście skóra nie jest jeszcze fajna, ale ogólnie nie ma już balonika.
Podsumowując: ćwiczcie bo chociażby ze względu na psychikę warto. Natomiast nie nastawiajcie się na nic, bo może być zupełnie inaczej: nastawiłam się na szybki, gładki poród - głupia ja :D.A nacięcie nie jest takie straszne, jak na początku sie wydawało, także nie stresujcie się tak bardzo ![]()
Pozdrawiam!
X-tina! Gratulacje!
Zazdroszczę Ci, że udało się bez nacięcia.
Co do lewatywy to masz rację - jeżeli macie taka opcję, to korzystajcie, ja w pewnym momencie tez mega się zafiksowałam - zwłaszcza, że był mąż - potem było mi już wszystko jedno. Ale na szczęście faza parta była u mnie krótka ![]()
Dziewczyny jak tam postępy?? U mnie narazie 23,5… wiec bez szału. Ćwiczę do drugi dzień narazie. Zdążę to zdążę, nie zdążę, to trudno
Cześć dziewczyny, nie udzielałam się wcześniej. Do terminu zostało mi 10 dni, dzisiaj osiągnęłam 30,4cm i chciałabym
sie podzielić moimi obserwacjami, które mam nadzieję będą pomocne (zwłaszcza, ze forum lovi jest tak obszerne, ze dużo informacji na nim ginie). Pisze ten post na forum parenting i lovi, bo korzystałam z rad opublikowanych na obu portalach ![]()
- Zaczynałam od 17 grudnia, ćwiczę prawie codziennie, raz dziennie. Mój obwód na początek to 21cm, ale wcześniej dużo masowałam krocze (przed rozpoczęciem ćwiczeń doszłam do trzech palców). W trakcie ćwiczeń pojawiały się u mnie krwawienia (nie kropelki tylko „wypływy” krwii czyli duże plamy na podłodze), które zawsze ustawały po chwili. Po jednym z takich krwawień byłam u lekarza (planowo) i potwierdził ze w środku wszystko jest ok. Opisane poniżej metody pozwoliły mi opanować te krwawienia (chociaż nadal coś się pojawia, ale już nie jest tak dramatycznie, mam nadzieję ze zmiany wprowadzone od wczoraj/dzis zredukują je totalnie).
- Na początku wypychalam balonik kucając (plecy oparte o kanapę), było mi tak najwygodniej i wydawało mi się, ze grawitacja pomaga. Później, jak już byłam rozciągnięta to dla małych obwodów siadałam na kanapie, poduszka pod plecy i nogi oparte o ławę (bo bolały mnie nogi od kucania :)), a dla większych obwodów (od ok 26cm) dalej wypychalam w kucki. Tak jak pisałam, często pojawiało się krwawienie, które po postach dziewczyn zidentyfikowałam jako krwawienie z szyjki (krew na czubku balona). Dzisiaj zmieniłam taktykę i wypychalam klęcząc na podłodze, oparta lekko o ławę (lekko pochylona). Zmiana pozycji wyniknęła z tego, ze chciałam coś zmienić i poszukać nowej pozycji, bo od jakiegoś czasu wydawało mi się ze spokojnie jestem w stanie wypchnąć więcej ale ogranicza mnie obcieranie przy cewce moczowej i krwawienie. Okazało się, ze dla mnie to najlepsza pozycja, bo balon nie drażni szyjki (wczoraj przy 28,5 krwawienie, a dzisiaj dopiero przy 30,4cm i to delikatne), poza tym wypychanie jest najmniej bolesne i balon nie wypada (zdarzało się to gdy wypychalam w kucki -mimo przytrzymywania). Dodatkowo nie muszę co chwile latać do toalety (przy pozycji w kucki co chwilę musiałam sikać). Jednego dnia ćwiczyłam tylko w pozycji półleżącej na kanapie ( doszłam tak do 28cm)i miałam wrażenie, ze jestem cała poobcierana; oczywiście były tez konkretne krwawienia. Także szukajcie komfortowej pozycji, bo ona może mieć duży wpływ na efekty i ewentualne urazy.
- Jeśli chodzi o ćwiczenie to ćwiczę wg instrukcji epi-no, ale nie trzymam długo balona w środku. Od jakiegoś czasu nie czuję już rozpierania w środku, wiec nie widzę większego sensu. Zawsze przytrzymuję balon przy wypychaniu, bo lubi wypadać. Na początku wypychalam balonik siłą oddechu (oddychając przeponowo przy każdym wydechu czułam nacisk na balon co powodowało jego wysuwanie- dawało mi to super poczucie kontroli nad ciałem), ale teraz mam wrażenie ze balon sam się wysuwa i niewiele trzeba mu pomagać - myśle ze spokojnie wypchnelabym większe obwody ale ogranicza mnie dalej to lekkie krwawienie z szyjki, może jak szyjka się skróci to się to zmieni. Poza tym jeśli na samym początku nie możecie wypchnąć balona siłą oddechu to wypuśczajcie trochę powietrza, albo zmieńcie pozycję. Wg producenta i mojej położnej, parcie „jak na kupę/siku” to nie jest prawidłowa technika i może zaszkodzić.
- Używam żelu aniball, od dwóch dni tez feminum. Dla mnie feminum to taka rozwodniona wersja aniballa, ale lubię obydwa. Pierwsza tubka żelu aniball starczyła mi na ok 16 ćwiczeń, zamówiłam drugą. Feminum zużywa się znacznie szybciej.
- Od dwóch dni używam tez globulek mucovagin. Myślę, ze warto ich używać bo przyspieszają gojenie, a mikrourazy zawsze mogą się pojawić. Możliwe, ze stosowanie tych globulek ma związek z tym, ze od dwóch dni krwawienia u mnie pojawiają się coraz rzadziej i udało mi się dojść do 30cm.
- Ćwiczę ok 1-1,5 godziny dziennie, wypycham po dwa trzy razy każdy obwód od ok 25cm. Kilka razy próbowałam zacząć od większych obwodów i pojawiały się duże krwawienia. Teraz nie chcę już ryzykować, bo krwawienie często oznacza u mnie przerwanie ćwiczeń i dalej zaczynam od ok 25cm.
- Na początku nie zwracałam uwagi na to czy wchodzi tylko duża kulka czy obydwie (wg instrukcji tylko duża powinna być w środku). Często zaczynałam wypychanie mając obydwie kulki w środku, bo wydawało mi się, ze tak jest „stabilniej”. Przeczytałam jednak na forum, ze tylko duża ma być w środku i tak tez zaczęłam ćwiczyć - to tez przyczyniło się do zmniejszenia krwawień. Myślę, ze jeśli krwawicie z szyjki to włożenie obydwóch kulek powoduje ze balon głębiej wchodzi i przy większym balonie szybciej pojawia się krwawienie. Poza tym, czasami przy dwóch kulkach w środku balon się za mocno „zasysa” i ciężko go wypchnąć samym oddechem (pojawia się wspomniane wcześniej parcie). Jeśli balon się Wam zasysa podczas pompowania to przestańcie pompować, spróbujcie go leciutko wypchnąć oddechem żeby wskoczył na dobre miejsce i pompujcie dalej.
Podsumowując, jeśli krwawicie to zaczynajcie każde ćwiczenie od małych obwodów, ćwiczcie po kilka razy na jednym obwodzie, spróbujcie zmienić pozycję, pilnujcie żeby w środku była tylko duża kulka i kupcie glubulki mucovagin. Pozdrawiam
- Dodam jeszcze, ze u mnie krwawienia pojawiły się pierwszy raz po 4 dniach ćwiczeń przy 23cm, później po tygodniu przy 24cm. Następnie gdzies przy 26 i 28,5. Raz miałam tez sytuacje gdy pomimo codziennego ćwiczenia i osiągnięciu 28,5cm, odczuwałam duży ból przy 26 cm i pojawiło się duże krwawienie. W efekcie musiałam wypracować te 28,5 od nowa. Także w tym ćwiczeniu to czasem jeden krok do przodu, dwa do tylu
- U mnie jak pojawiało się delikatne krwawienie to robiłam przerwę 10 min i wracałam do ćwiczeń. Ale jak pojawia się „wypływ” to najlepiej przerwać - mi przerwa nawet 20 min nic nie dawała (przy kolejnej próbie znowu dużo krwii) i później czułam tez jakiś dyskomfort/lekki ból.
- Opisane przeze mnie metody pozwalały mi stopniowo zwiększać obwód, aż w końcu przy zastosowaniu wszystkiego co opisałam doszłam do 30,4cm

- Jeśli chodzi o przyczynę krwawienia, to na początku przy tych dużych wypływach nie byłam w stanie zidentyfikować przyczyny, wiec nie wiem czy to była szyjka , czy pęknięcie.
Mpr911 dziekuje za mnóstwo wskazówek
trzymam kciuki za szybki poród bez powikłań i… oczywiście bez nacinania
ja na szczęście narazie (odpukać) nie krwawiłam… zobaczymy co będzie dalej. Dzisiaj poszło w miarę szybko i gładko i doszłam do 26:) mega się cieszę, bo wczoraj było ledwo 24,3. Zmieniłam żel z aniballa na feminium, lepiej mi się na nim ćwiczy bo nie jest wszystko takie mokre w około ![]()
Hej Dziewczyny, ja urodziłam tydzień temu, niestety porod po 17h zakończył się ostatecznie CC. Główka była ustawiona szerszym obwodem i nie miałam szansy urodzić naturalnie. Także Aniballa nie dane mi było przetestować, zreszta i tak ciężko byłoby mi ocenić jego skuteczność, bo doszłam jedynie do 23,5cm. Nie mogłam tez podczas partych stosować swojej ulubionej pozycji kolankowe łokciowej, bo spadało wtedy podczasbtwj pozycji tętno dzidziusia. Ale powiem Wam ze w sali ze mną leżała drobna dziewczyna, która urodziła dziecko 3800, bez totalnie żadnego przygotowania, do szkoły rodzenia tez nie chodziła, wiec wszystkie techniki oddechowe były jej obce co szczerze przyznała, jedynie cały porod słuchała się położnej i uniknęła nacięcia, także chyba dużo zależy tu tez od kwestii osobniczych.
Hej, piszę komentarz po czasie - może komuś pomoże to podjąć decyzję i rozwieje wątpliwości, które ja miałam.
Urodziłam prawie 3 m-ce temu pierwsze dziecko 3550 g, 36 cm obwód główki, bez żadnych obrażeń. Poród bardzo szybki - I faza 5h, parte 15 minut. Nacięcie było dla mnie nieakceptowalne, wiedziałam że bez 30 cm w ogóle nie wejdę na porodówkę - albo Aniball albo cięcie cesarskie. Niemniej obawiałam się skutków rozciągania tkanek przez dłuższy czas - ćwiczyłam około 5 tygodni, z czego 2 ostatnie co 3-4 dni utrzymywałam wynik 30 cm.
Do rzeczy - byłam ostatnio u fizjoterapeuty uroginekologicznego. Nie mam żadnych dolegliwości, po prostu chciałam sprawdzić stan dna miednicy po ciąży, ćwiczeniach i porodzie. Po dokładnym wywiadzie na temat porodu, karmienia, antykoncepcji itd, miałam USG ściany brzucha i badanie palpacyjne mięśni miednicy - jak ginekologiczne - plus ocena dynamiczna, czyli przy ściśle określonym zaciskaniu i rozluźnianiu mięśni. Diagnoza: zupełna fizjologia, mięśnie miednicy prawidłowo napięte, siła, wytrzymałość jak i możliwość rozluźnienia prawidłowe, ściany pochwy i krocze bez zmian.
Ogólnie polecam taką wizytę, dowiedziałam się naprawdę ciekawych rzeczy, jakie aktywności są wskazane, jakich unikać. zostałam nauczona jak ćwiczyć MDM. Pani fizjoterapeutka powiedziała, że nie spotkała się jeszcze z jakimiś negatywnymi skutkami baloników, a ogólnie brak nacięcia jest zawsze na plus - nieuszkodzony mięsień zregeneruje się lepiej niż przecięty.
Pozdrawiam i życzę wszystkim powodzenia w walce, do zobaczenia przy kolejnej ciąży ![]()
Szymka, dzięki za ten post! Mało kto odzywa się po takim czasie, a chyba wszystkie mamy wątpliwości jak to będzie po porodzie. Ja tez mam zamiar wybrać się do fizjoterapeuty urogin po porodzie, Twój post dodatkowo mnie zmotywował, ze to fajna i przydatna sprawa ![]()
Twoje poprzednie posty (gdzies z 290 strony) tez były bardzo przydatne. Miałam się tu nie udzielać, ale jak przeczytałam dyskusję z końcówki zeszłego roku to poczułam „wewnętrzny obowiązek”, żeby dodać swoje obserwacje i może komuś pomoc (zwłaszcza ze forum jest mega obszerne i chyba tylko najwytrwalsi są w stanie przebrnąć przez całość).
Hej dziewczyny, ja też was zmotywuje!
cwiczylam z balonikiem przed porodem, doszlam do 27cm, urodzilam SN bez naciecia ani otarcia (3720g, 56cm, obrod 34cm)
polecam wziąść ze soba olejek ktorym masujecie krocze (o ile stosujecie). U mnie położna smarowala krocze miedzy skurczami partmi, aby uchronić przed nacieciem. No i co najwazniejsze, sluchajcie położnej, kiedy przec a kiedy nie, to będzie trudne ale da sie. To ona widzi jak wasze krocze sie rozciaga i wie czy dojcie do pelniecia czy nie ![]()
Pozdrawiam mamusia 5 miesiecznego Synka ![]()
Vampika dzięki za wiadomość! Ja doszłam wczoraj do 28,6 wiec już się nie stresuje
uda się dojść do 30 to się uda a jak nie zdążę to trudno i tak czuje się dużo pewniej niż przed ćwiczeniami ![]()
Halo czy ktoś tu jeszcze ćwiczy obecnie?? ![]()
Hej hej. JESZCZE ja na polu bitwy ale utknelam na 25 juz chyba 3 dzień ; (
hej dziewczyny, chciałam jeszcze dodać od siebie, że w szpitalu następnego dnia po porodzie miałam badanie urofizjoterapeutki i moje mięśnie dna itd. bez zarzutu
Nawet dziewczyna zasugerowała, że musiałam ćwiczyć wcześniej ![]()
Plus jedna istotna informacja → jak ćwiczycie tylko zaciskanie to koniecznie róbcie przerwy tak jak w instrukcji - podkreśliła to też ta babeczka
Dziewczyny, ja też wracam, żeby Was zmotywować. Urodziłam 6 mcy temu, a dziś byłam na wizycie u fizjoterapeutki uroginekologicznej.
Mięśnie dna modelowo, bez zarzutu! Badane były m.in. siła, wytrzymałość, test kaszlu, zdolność relaksu. Wszystko 10/10.
Ćwiczcie dziewczynki bez obaw, ale też nie przeciążajcie się, po porodzie też można napinać i rozluźniać seriami kilka razy dziennie i będzie wszystko super.
Zielone światło na nastepne dzieci ![]()
Pozdrawiam i trzymam kciuki za wasze postępy!